Wygrać „choćby milion" - to marzenie rozpala wyobraźnię niezliczonych rzesz optymistów - adoratorów Fortuny, od polskiej Pipidówki Dolnej po Nowy Jork czy Tokio. Odejmują sobie od ust plasterek mortadeli czy porcję krewetek w nadziei, że pewnego dnia zamienią rower na fiata seicento albo volkswagena na lexusa.
Żyją tym marzeniem i razem z nim umierają. Tylko do nielicznych los uśmiecha się, ofiarowując im główną wygraną. Korzystają z niej na różne sposoby. Niestety, nierzadko przekonują się o prawdziwości powiedzenia: pieniądze szczęścia nie dają.
Przegrana miłość
19 stycznia 2007 roku Portugalczyk Luis Ribeiro, student II roku ekonomii, jak zwykle wstał o 3.30 nad ranem, by wydoić krowy w gospodarstwie rodziców i po szybkim śniadaniu pojechać na wykłady. Po skończonych zajęciach zadzwonił do narzeczonej, Cri-stine Simoes, studentki farmacji. - W drodze powrotnej zatrzymam się w Barcelos i postawię sześć euro na „Euromillions" - poinformował ją. Rutynowo, co tydzień, szukali szczęścia. Ćristine wciąż obstawiała te same cyfry, ale tego piątku nagle zmieniła regułę, tłumacząc Luisowi: - Dwa euro postawisz na mnie, cztery - na siebie. Zakreślisz cyfry 5, 13, 27, 33 i 42 oraz 214 na gwiazdki
Entuzjazm narzeczonej bawił go, więc zrobił, co powiedziała. Zatrzymał się w kolekturze w kawiarni „Brandao". Po powrocie do domu był tak zmęczony, że przespał losowanie. Dopiero w sobotni ranek dowiedział się od właściciela lokalu, że wygrał 15 milionów. Od razu powiadomił Ćristine i rodziców. Gdy już się nacieszyli i ochłonęli, zaczęli się zastanawiać, co zrobić z pieniędzmi. Wspólnie uradzili, że wspomogą obie rodziny, a resztę zainwestują w swoje przyszłe małżeństwo. Pojechali do Lizbony, odebrali czek i udali się z nim do Banku Rolnego. Jakież było zaskoczenie Luisa, gdy zobaczył tam rodziców Ćristine. - Po co tu przyjechaliście! - zapytał, l usłyszał: - Żeby czuwać nad częścią pieniędzy należących do naszej córki. Mimo iż przyszłego zięcia znali od lat, najwyraźniej nie darzyli go zaufaniem. Simoes nie tylko chcieli być obecni przy otwarciu wspólnego konta narzeczonych, domagali się również uczynienia ich jego współwłaścicielami. Zażenowany Luis nie zaprotestował. I to był jego błąd.
Kilka tygodni później powiadomił Ćristine, że zamierza pobrać z konta parę tysięcy euro. - Chcę wspomóc swoich rodziców - tłumaczył. - Jestem im to winny. Potrzebuję twego podpisu.
Byłaby to zwykła formalność, gdyby nie ojciec Ćristine. August Simoes oświadczył bowiem: - Nawet gdybyś chciał podjąć tylko jedno euro, wcześniej musisz ożenić się z moją córką. Na próżno Luis przypominał niedoszłemu teściowi: - Połowa tej sumy należy do mnie, ale Simoes powtarzał: - Nie ma ślubu, nie ma pieniędzy!
Opuszczony, zdradzony, postanowił zawalczyć o należną mu część wygranej, więc wystąpił do sądu. Spodziewał się szybkiej decyzji, doczekał... - zablokowania całej sumy na koncie. Ćristine zareagowała nerwowo, wnosząc o przyznanie jej całej wygranej. - To ja wskazałam wszystkie cyfry - tłumaczyła przed sądem. - Luis Ribeiro jedynie je za mnie skreślił. Ale sędziowie się nie spieszyli. Mijały miesiące. Luis nadal o świcie doił krowy, po czym wyruszał na uczelnię.
W marcu br. dostał wezwanie do stawienia się w sądzie na „próbę pojednania". Przyszedł z adwokatem. Na próżno, bo Ćristine zignorowała wezwanie. Jej krewny wyjaśnił: - Ona nie przyjdzie. Jest pewna, że to jej należy się całe 15 milionów euro. Wokanda się nie odbyła.
- Z naszej pięknej miłości zostały strzępy - nie kryje rozgoryczony Luis. Byli narzeczeni widują się już tylko w sądzie. A pieniądze leżą na koncie, zamrożone.
Kłótnie bez końca
Podobny proces toczy się w Niemczech przed sądem w Hidesheim. Stronami są trzej koledzy, mechanicy, którym Fortuna podarowała 1,7 miliona euro. Grad pieniędzy spadł na nich 2 lipca ub. roku, po losowaniu specjalnego wydania Lotto. Dobrzy koledzy pokłócili się co do podziału wygranej. Dwaj uważali, że im należy się więcej, gdyż trzeci z nich, Zocker Kraft, wniósł do gry najmniejszy finansowy udział. Kraft zaś wypominał im: - To ja nakłoniłem was do kupienia kuponów, ja organizowałem zbiórkę pieniędzy, zaniosłem wypełnione kupony do kolektury i dzieliłem zyski. Mieliście do mnie zaufanie.
Mieli, ale już nie mają. Przez półtora roku sporom nie było końca. 5 grudnia br. sędzia Meyer Lamp zasugerował, że dwaj bezdyskusyjni wygrani powinni otrzymać po 670 tysięcy euro, a trzeci, czyli Kraft - około 395 tysięcy. - Ponownie spotkamy się 6 stycznia 2010 roku - stwierdził na zakończenie wokandy, l dodał: - Nie mam jednak pewności, czy moja decyzja będzie ostatnim słowem w tej kwestii. Przypuszczam, że rozstrzygnięcie zapadnie dopiero w wyższej instancji.
Anglik Mike Antonucci, 47-letni antykwariusz z Plymouth, spłukany po rozwodzie, wiosną 1995 roku wstąpił do kolektury, by za pożyczone od matki 10 funtów dać szansę szczęściu. Wieczorem przecierał oczy ze zdumienia. Wygrana - prawie trzy miliony funtów szterlingów - należała tylko do niego. Niemal z dnia na dzień zamknął na trzy spusty zakurzony antykwariat i rozpoczął leniwą, luksusową egzystencję playboya milionera. Nie żałował sobie. W kilka miesięcy kupił dwa mercedesy (80 tys. funtów), jacht (200 tys.), wakacje na Wyspach Kanaryjskich i na Antylach (ponad 10 tys.), dwa apartamenty z widokiem na morze (250 tys.) i - szczyt marzeń - zabytkowy klasztor (750 tys.). Pojawiał się na okładkach magazynów w towarzystwie olśniewająco pięknych platynowych blondynek. Z jedną z nich nawet się zaręczył, jednak już po roku 21-latka puściła go kantem. W następnym - kolejnej ukochanej zafundował nagranie singla. Niestety, piosenka „It Could Be So okazała się klapą, która kosztowała i - bagatela - 48 tysięcy euro.
„Kobietę swego życia", 22-letnią blondynkę, byłą modelkę, poznał w 1998 roku. Kelly Arkins publicznie wyznała, że zakochała się w nim. Bajeczny ślub i wesele odbyły się na Bahamach. Oblubienica otrzymała w prezencie mercedesa pastelowo-niebieskiego, jak kolor jej oczu, kopletną garderobę marki Versace i Moschino oraz implanty piersi za 4500 funtów. Młoda żona czuła się świetnie w wiktoriańskiej rezydencji za 350 tysięcy funtów. „Różnica wieku jest nieistotna - powtarzała. - Mike jest bardzo żywotny. Trzy miesiące później zmieniła zdanie - zażądała rozwodu: - To nie jest mężczyzna dla mnie - tłumaczyła. - Nie mam zamiaru z nim sypiać. To niedojda. Oskubała go.
Kolejne nieszczęścia dotknęły go w sferze finansowej. W ciągu 4 lat utopił tysiące funtów. Tracił, bo nie miał żyłki do biznesu. Żeby spłacić długi, musiał sprzedać jacht, samochody. Nie pozostało mu nic innego, jak wrócić do dawnego stylu życia. Dziś, tak jak kiedyś, czyści i naprawia antyki. Jeździ używanym oplem astra. I... jest szczęśliwy.
Depresja po wygranej
Szczęściarzem nie czuje się Amerykanin Jack Whitaker. W 2002 roku został światowym rekordzistą Lotto - na jego kupon padło 315 milionów dolarów. Niestety, wraz z milionami posypały się kłopoty. Nękany był włamaniami, popadł w depresję i alkoholizm, wielokrotnie trafiał do aresztu za jazdę po pijanemu. W końcu... opuściła go żona...
Spora wygrana, blisko milion euro, nie przewróciła w głowie 42-letniemu paryżaninowi. Prowadził podobny tryb życia, pracował. Dopiero gdy stracił zatrudnienie, za radą znajomego bankowca postanowił inwestować na giełdzie. Po kilku zyskownych operacjach wszystkie oszczędności powierzył ekspertowi. Dziś niedawny milioner boryka się z ogromnymi długami.
Martine Killian, mieszkanka Oberhergheim w Alzacji, nie miała szczęścia w miłości. Po rozwodzie, w 1992 roku, los powetował jej jednak to życiowe niepowodzenie, oferując sporą wygraną w Lotto. Kobieta nie obnosiła się z bogactwem. Ale nie nacieszyła się nim długo. Po kłótni dotyczącej kradzieży pieniędzy z jej torebki, została zamordowana.
DANUTA WRONISZEWSKA
Na podst. Mirror, Volksstime, France-Soir
Źródło: ANGORA-PERYSKOP nr 1, 3 stycznia 2010