Początek:

 

... a znajdziesz bez wahania Gwiazdę przeze mnie wybraną. Będzie jaśniejsza od innych, będzie najpiękniejsza, będzie jak Ty dla mnie - ze wszystkich najważniejsza...

Moja miłość - jak pieniądze - lubi ciszę PDF Drukuj Email
Ciekawostki - Rożne
Wpisał Anna Kot   
Niedziela, 14. Luty 2010 10:20

 

      Walentynki, walentynkowe, walentynkom, życzenia, prezenty, drobiazgi, serduszka... -Walentynkowy zgiełk jazgocze wokół od dobrego tygodnia. W sklepach ruch, witryny ociekają płomienną sercową czerwienią. Ale już niedługo, na szczęście. Hałas ucichnie jak nożem uciął w niedzielę. W sam dzień św. Walentego. I dobrze. Bo coś mi się zdaje, że miłość - jak pieniądze - lubi ciszę. Przynajmniej moja. A może znajdzie się i paru, którzy podpiszą się pod tą „złotą myślą" razem ze mną?

      Jakby tak przeliczyć te wszystkie złote myśli, które kochający i porzuceni poukładali o miłości, pewnie by powstała ogromna biblioteka. Nie sposób je policzyć, bo miłości jest tyle, ilu ludzi ją czuje i chce o niej mówić, definiować, analizować, diagnozować i co tam jeszcze.

      Ale najbardziej podobają mi się definicje naukowe, psychologiczne, takie super-prawdziwe, bo dowiedzione. Właśnie. Dowiedzione. Gdzie i na kim? Bo przez kogo to się znajdzie choćby w Googlach albo Wikipedii.

      Ostatnio moja przyjaciółka - psycholog! - przy aksamitnym wineczku zwierzała mi się ze swojego życia uczuciowego (czytaj: gadała o swoich związkach, żadnych romansach; regularnych dwóch małżeństwach).

      Wiedzę ma jak byk na temat uczuć - wszystkie zna, o wszystkich umie mówić, wie, jak się rodzą, jak trwają, jak przemijają i dlaczego. Zwłaszcza miłość. Wykładała mi o potrzebie komunikatywności, wzajemności i otwartości między partnerami. I tylko miłość z tymi wszystkimi cechami -w każdym wieku i pod każdą szerokością geograficzną - jest jedynie dojrzała. Trwała i prawdziwa. I ona - ta przyjaciółka - właśnie tak budowała swoje związki. Długo, mozolnie i profesjonalnie. I wybudowała. Dwa rozwody.

      Bo jej facetom nie chciało się albo nie byli psychicznie w stanie kochać profesjonalnie - otwarcie, komunikatywnie i wzajemnie jednocześnie. Jak byli otwarci, to mieli kłopot z wzajemnością. Jak dbali o wzajemność - to szwankowała otwartość.

      I wtedy, gdy już widać było dno butelki od wina, moja przyjaciółka wpadła na genialną złotą myśl - że to kobieta i mężczyzna oboje naraz muszą chcieć i umieć pielęgnować te miłosne cnoty-cechy. A to trudne.

      Wychodzi więc na to, że jak ludzie kochają bez specjalnej wiedzy naukowej, to po prostu kochają. Każdy po swojemu i jak czuje.

      Byle nie siebie najbardziej, byle miłość ta nie krzyczała całemu światu: ja ją/jego kocham! Wystarczy muśnięcie dłonią, ustami, mimowolnie... Cichutko. I tak aż do końca...

 

ANNA KOT 

redaktor Magazynu Rodzinnego

Źródło: Magazyn Rodzinny (Polska Głos Wielkopolski, 13 lutego 2010)