LUDZKIE PASJE - Słodkie życie PDF Drukuj Email
Ciekawostki - Rożne
Wpisał Ewa Różycka   
Środa, 20. Październik 2010 20:32

 

   Pszczelarstwo to jeden z najstarszych zawodów świata. Mimo to wymaga dużej specjalistycznej wiedzy i stosowania coraz nowocześniejszych środków i technologii

   Podobno najlepszy miód produkują pszczoły żyjące daleko od wielkich aglomeracji. Tymczasem pasieka Zdzisława Berenta znajduje się w Starowej Górze, niewielkiej miejscowości graniczącej z Łodzią. Mimo takiego sąsiedztwa jego pszczoły uważane są za jedne z najlepszych w całej centralnej Polsce, a jakość i smak ich miodu należy do najlepszych w kraju.

   Przy domu pszczelarz ma tylko kilka uli. Cała reszta (blisko 200) rozlokowana jest po okolicznych wsiach i miejscowościach w odległości od 5 do 20 km od miejsca jego zamieszkania.

   - Wychowałem się na wsi - wspomina pan Zdzisław. - Już mając osiem lat, wybierałem gniazda trzmieli. Szybko zrobiłem swój pierwszy ul. W wakacje pomagałem pszczelarzowi, który za to dał mi jedną pszczelą rodzinę i tak to się zaczęło. W przyszłym roku minie 30 lat od chwili, gdy uzyskałem tytuł mistrza pszczelarskiego.

   Przeciętny polski hodowca ma zaledwie kilkanaście uli, zawodowiec - nieco ponad 200. Są jednak potentaci, którzy mają ponad 2 tyś. rodzin. 150-200 uli to górna granica, przy której można samodzielnie prowadzić pasiekę. Dlatego pan Zdzisław nie chciał rozbudowywać hodowli do wielkich rozmiarów, koncentrując się na uzyskiwaniu coraz większej ilości miodu z jednego ula i dbaniu o jego jakość.

   Centrum dowodzenia każdej pasieki stanowi pracownia. Jej najważniejsze i największe urządzenie to wirówka, prosta maszyna umożliwiająca szybkie i higieniczne opróżnienie plastrów.

   Gdy z przeciętnego polskiego ula uzyskuje się rocznie 14 kg miodu, to w pasiece Berenta średnia dochodzi niemal do 40 kg. Są jednak pszczoły, które produkują znacznie więcej.

   Najważniejsza jest matka

   Hodowca zaprasza do obejrzenia pszczół, które w jednym ulu rocznie są w stanie wyprodukować ponad 60 kg miodu. Zamiast na wieś jedziemy do Łodzi. Mijamy Instytut Centrum Zdrowia Matki Polki i kierujemy się w stronę centrum. Na horyzoncie widać wysokie bloki i kominy elektrociepłowni. Tuż obok powstaje osiedle domków jednorodzinnych, do którego prowadzi nieutwardzona droga. Na jednej z działek, gdzie jeszcze nie rozpoczęła się budowa, wśród wysokich traw stoi kilkanaście uli.


   - To moje rekordzistki - mówi z dumą Berent. - Nie potrafię powiedzieć, dlaczego tu, w mieście, produkują o wiele więcej miodu niż inne rodziny na zapadłej wsi.

   O tej porze roku pszczoły powoli przygotowują się do zimowania. W ulu może ich być kilkanaście tysięcy, a latem nawet do 80 tysięcy. Gromadzą zapasy pożywienia i dlatego są o wiele bardziej agresywne niż wiosną czy latem. Zanim pszczelarz otworzy ul i wyjmie plastry, musi wszystko starannie odymić.

   - Nie pracuję w rękawicach, rzadko używam kapelusza z siatką ochronną, więc rocznie jestem żądlony 200, 300, a może i 400 razy - śmieje się właściciel. - Pod koniec wiosny jestem już tak uodporniony, że nie robi to na mnie wrażenia. No, chyba że jakaś pszczoła wkłuje się w śluzówkę nosa lub pod paznokieć. To naprawdę jest ból, którego nie życzyłbym nikomu. Nie wszyscy wiedzą, że pszczoły giną tylko wtedy, gdy użądlą człowieka lub zwierzę. Owady mogą atakować wiele razy i nie powoduje to ich śmierci.

   Pszczelarski sezon zaczyna się wiosną. Wówczas owady odwiedzają przede wszystkim sady, plantacje malin, roślin zielarskich. Powstaje z nich miód wielokwiatowy.

   Na granicy wiosny i lata przychodzi kolej na miód rzepakowy, a następnie akacjowy, grykowy i lipowy.

   - Każdy region ma swoją specyfikę - wyjaśnia pan Zbigniew. - W centralnej Polsce prawie nie występuje miód spadziowy.
Teoretycznie po otwarciu słoika miód zachowuje wartości odżywcze przez dwa lata. Ale jak wykazały badania, miód, który znaleziono w naczyniach egipskich grobowców, można było zjeść bez konsekwencji  zdrowotnych,   mimo  że miał ponad 3 tysiące lat.

   O jakości pszczelej rodziny decyduje przede wszystkim matka, zwana też królową, która jest w stanie żyć 5-6 lat. Matki reprodukcyjne mogą kosztować nawet 150 zł. Pan Zdzisław sprowadza je nie tylko ze znanych krajowych hodowli w Siedlcach czy Puławach, ale także z Niemiec, Danii, Szwecji, Norwegii, Belgii. „Królowe" podróżują zwykłą pocztą, pocztą lotniczą lub kurierską w niewielkich, specjalnych plastikowych pudełkach, gdzie towarzyszy im kilka robotnic, które podczas drogi karmią je i czyszczą. Spora część matek pochodzi też z własnej hodowli.

   Berent sprzedaje miód pod własną marką bezpośrednio do około 50 sklepów z tzw. dobrą żywnością w kilku województwach centralnej Polski.

   W sklepie słoik jego miodu (1,3 kg) kosztuje 40-50 zł, tymczasem pszczelarz sprzedaje go jednak za 25 zł. Przy 150-200 ulach (pszczelich rodzinach) można więc mieć przychody rzędu 150 tyś. zł. Koszty, nie licząc własnej pracy, są niewielkie. W przypadku pasiek zawodowych to średnio 289 zł od jednej pszczelej rodziny. Tak więc rocznie, przy odrobinie szczęścia
(dobra pogoda, brak pszczelich epidemii), przy 200 ulach można zarobić 120 tys. zł.

   Walka o byt

   Pasieka zwykle kojarzy się z sielskim krajobrazem. Tymczasem jest to miejsce, gdzie każdego dnia toczy się bezwzględna walka o przetrwanie. Latem robotnice żyją najwyżej miesiąc. Niewydolne matki (królowe) są zabijane przez ich własne pszczoły, trutnie giną zaraz po kopulacji. Czasem zdarza się tak, że jedna pszczela rodzina atakuje sąsiednią i nie ma znaczenia, że obie żyją na terenie tej samej pasieki. W pobliżu uli latają zabójcze szerszenie, polują pająki, większość pszczelich rodzin jest zaatakowana przez warrozę. To choroba wywołana przez roztocza (Varroa destructor), które przytwierdzają się do ciała pszczół i odżywiają ich hemolimfą.

   - Dziś znamy ponad 20 rodzajów warrozy, ale tylko Varroa destructor przystosował się do pasożytowania na pszczole miodnej - mówi hodowca. - Pojedyncze przypadki warrozy występują praktycznie we wszystkich pszczelich rodzinach na naszym kontynencie. Jeżeli nie podejmie się żadnych działań, to po dwóch, trzech latach ginie cały rój. To, co możemy robić, to stosować leki, kwasy organiczne. Można wówczas powstrzymać namnaża-nie pasożytów lub bardzo ograniczyć ich występowanie.

   Przyjmuje się, że 10% pszczelich rodzin ginie podczas zimy. W pasiece Berenta nie było takiego przypadku od siedmiu lat. Za to zdarza się, że rój może opuścić ul i znaleźć sobie nowy dom.

   - Te procesy można kontrolować, ale czasem rój może nam uciec i wówczas szukaj wiatru w polu - twierdzi hodowca.

   Kolejne zagrożenie dla pszczół stanowią chemiczne opryski pól, sadów i łąk.

   - Gdy stężenie środków chemicznych jest duże, to szybko ginie cała pszczela rodzina i to jest jeszcze najmniejszy problem - mówi pan Zdzisław. - Gorzej, gdy pszczoły są przez dłuższy czas systematycznie podtruwane. Wówczas jakość miodu jest znacznie niższa i trudno się zorientować, co jest przyczyną ich mniejszej wydajności. Dlatego tak ważne jest odpowiednie rozlokowanie uli. Trzeba też mieć zaufanie do rolnika, że wykonuje opryski zgodnie z zasadami i kalendarzem.

   Od lat poważnym problemem polskiego pszczelarstwa jest fałszowanie miodu różnymi substancjami, a także podgrzewanie go przez producentów do wysokiej temperatury, żeby miód już skrystalizowany doprowadzić do płynnej konsystencji.

   - Teraz pszczelarze narzekają na zalew chińskiego miodu, ale nie każdy chiński miód jest zły - zapewnia Berent. - Chodzi tylko o to, żeby nie był fałszowany ani mieszany z miodami z różnych stron świata. W ramach specjalnego programu ONZ powstają pasieki w Gabonie i Ugandzie. Produkowany tam miód jest smaczny i wysokiej jakości. Bardzo dobry jest też z Madagaskaru. Konsument musi mieć wybór i miody z tych egzotycznych krajów także powinny znaleźć się w naszych sklepach.

   Pszczelarstwo to nie tylko biznes, ale przede wszystkim pasja. Pan Zdzisław ma ogromną wiedzę teoretyczną, śledzi wszelkie światowe nowości. Sporo jeździ po świecie.

   - Jestem człowiekiem spełnionym - twierdzi pszczelarz. - Jednak trochę żałuję, że mojej pasieki nie będę miał chyba komu zostawić. Pierwsza z córek jest adiunktem w jednej z holenderskich uczelni, druga mieszka w Polsce i pracuje w szwajcarskim koncernie. Cała nadzieja w tym, że może kiedyś pszczelarską pasję odziedziczą po mnie wnuki.

 

   EWA RÓŻYCKA

 

   Pszczele vademecum

   Człowiek korzystał z pracy pszczół, od kiedy tylko stał się istotą rozumną (a może jeszcze wcześniej). Początki bartnictwa - pszczelarstwa leśnego - giną w mrokach prehistorii.

   W starożytności miód był nie tylko luksusowym produktem spożywczym, słodzikiem, ale także kosmetykiem, parafarmaceutykiem, środkiem antykoncepcyjnym (zmieszany z korą akacji i daktylami), co nie przeszkadzało, że niektórzy uważali go także za afrodyzjak.

   Rzymianie dodawali go do ogromnej ilości napojów, deserów i potraw.

   Bardzo szybko pszczoły stały się obiektem badań naukowych (Arystoteles - IV w. p.n.e., Culumella - I w. n.e.).

   Miód jest źródłem węglowodanów, witamin A, B, C i K, a także ponad 30 składników mineralnych (między innymi kobaltu, magnezu, manganu, żelaza). Zawiera bioflawonoidy, enzymy, olejki eteryczne, substancje bakteriobójcze.

   Gdy pod Warną życie stracił nasz król Władysław, Turcy - na dowód zwycięstwa - przez długi czas trzymali jego głowę w garnku z miodem, co pozwoliło zachować ją w dobrym stanie.

   Od XVIII wieku nauka ponownie zaczęła się poważnie interesować pszczołami. W1768 r. w Wiedniu Maria Teresa założyła cesarską szkołę pszczelarską.

   Dwie dekady później Joachim Litawor Chreptowicz, kanclerz wielki litewski, wydał wybitne, lecz zapomniane dzieło „Opisanie gospodarstwa pszczoło-wego w Szorszach".

   W połowie XIX wieku Jan Dzierżon odkrył, że pszczoły rozmnażają się przez partenogenezę (dzieworództwo). Jako pierwszy zbudował też ul z ruchomymi ramkami. W jego ślady poszli Lorenzo Lang-stroth i August von Berlepsch.

   W 1857 r. Johannes Mehring zbudował węże - szablon z wytłoczonymi w ramce komórkami pszczelego plastra.

   W Polsce mamy 1 min 124 tys. pszczelich rodzin (uli), które produkują rocznie 15 tyś. ton miodu (kolejne 6 tysięcy sprowadzamy z zagranicy).

   Zawodowych pszczelarzy jest jednak zaledwie 237. Statystyczny Polak zjada rocznie zaledwie pół kilograma miodu.

 

 

    ŹRÓDŁO: ANGORA nr 40 (3 X 2010)