NAIWNYCH NIE SIEJĄ - Szczerbata Ula grala konsula PDF Drukuj Email
Ciekawostki - Rożne
Wpisał Marcin Zasada   
Piątek, 29. Październik 2010 21:43

 

   Kiedyś mieszkała w Siemianowicach, aż znudziło się jej to życie w śląskiej poniewierce i została konsulem. Jak młody Fronczewski w tamtym filmie, tyle że to dzieje się naprawdę. Bez pieniędzy i przedniego uzębienia, konsul Urszula urządziła sobie wesoły rajd po hotelach w Polsce i Niemczech. Wczoraj Wrocław, dziś Ełk, jutro Berlin, bo bycie sobą kosztuje. O kobiecie, która zamiast ciułać do emerytury, postanowiła się bawić, tropiąc ludzką naiwność.

   Jestem rezydentką biura podróży, z Deutschland, jawohl? Nazywam się Ingrid Langer. Langer, z „r" na końcu. Z Monachium często przyjeżdżam do Polen odpocząć. A jutro mam mittag, znaczy obiad z biskupem. Znamy się od dawna. Verstehen?

   Człowiek nie pamięta nawet, kto jest w mieście biskupem, ale do kościoła chodzi, więc wie, że biskup to biskup. Ważny gość. A jak ważny gość ma na obiedzie gościa, to ten gość też musi być ważny. Ingrid Langer? No, ładnie się pani nazywa. Dowód ma na dnie walizki, niech nie wyciąga, bo przecież dane z pamięci recytuje. Po co fatygować panią Ingrid? Adres, data urodzenia, numer dowodu, paszportu - wszystko się zgadza, my wszystko verstehen. My nie tacy, żeby niemieckiemu turyście nie ufać. Nawet jeśli nie ma zębów na przodzie.

   Ze swoich 59 lat co najmniej ostatnich sześć Urszula Kluge spędziła w hotelach. Można powiedzieć, że zjadła zęby na naciąganiu jednego po drugim, najczęściej w podobny sposób: przyjeżdża z Niemiec, jest przedstawicielką renomowanych biur podróży, w Polsce relaksuje się najlepiej. Po kilku nocach, paru obiadach i kolacjach ulatnia się bez śladu i zapłaty. Czasem zostawia po sobie religijne książki, zawsze - kaca u hotelarzy i restauratorów, którzy post factum pukają się pięścią w czoło, nie dowierzając, że tak można się dać wystawić do wiatru.

   Urszula vel Ingrid często nawet nie próbuje zaczarować obsługi. W tym cały sekret. Zamiast podziwu, który wykorzystywali genialni oszuści, wzbudza współczucie. A efekt jest ten sam. Jej zdjęcie mówi wiele, ale na żywo wszystko widać jak na dłoni. Urszula nie wygląda na bon vivantkę, ale zmęczoną twarz, podpuchnięte oczy, rozwiane włosy i braki w uzębieniu tłumaczy przebytą niedawno chorobą nowotworową.

   - Powiedziała, że jest świeżo po chemioterapii. Przyjechała do nas nabrać sił i zreperować zęby, bo w Polsce dentyści tani i solidni - mówi Katarzyna Rydzewska, dyrektor Hotelu Rydzewski w Ełku.

   Kluge zatrzymała się w nim na początku lipca jako Ingrid Langer. W pokoju z widokiem na malownicze jezioro spędziła cztery noce. Podczas zameldowania w recepcji posłużyła się prostym fortelem: dowód miała na dnie wielkiej walizki, więc zaproponowała, że poda wszystkie dane z pamięci. Niemiecki turysta to dobry i solidny turysta, nawet jeśli na takiego nie wygląda. Recepcjonistka połknęła haczyk i tak rozpoczął się kolejny weekend „na koszt firmy" Urszuli vel Ingrid. Weekend kosztował firmę prawie 500 zł. - Lubiła dobrze zjeść i wypić. Paliła tylko marlboro. Ale nie szła na całość, bo za parę posiłków zapłaciła gotówką. Żeby nie wzbudzać niepotrzebnych podejrzeń - mówi Marek, barman w Rydzewskim.

   Chwaliła się znajomościami w kościelnej hierarchii. W niedzielę była umówiona na obiad z biskupem ełckim, Jerzym Mazurem. Wymieniała go z imienia i nazwiska, wspominała nawet o jego poprzedniku, którego też rzekomo dobrze znała. Coś nam to przypomina? Może historię Czesława Śliwy alias Jacka Ben Silber-steina, słynnego z lat 60. hochsztaplera, którego życie posłużyło za scenariusz filmu „Konsul" z Piotrem Fronczewskim w roli głównej. Jego najsłynniejszym wyczynem było prowadzenie przez miesiąc fikcyjnego konsulatu niemieckiego we Wrocławiu. Jak głosi legenda, oszust, nazwany w filmie Czesła-wem Wiśniakiem, był inspiracją dla Urszuli Kluge.

   10 lat temu opuściła Siemianowice. Do dziś jest tu zameldowana i po każdej hotelowej przygodzie miejscowa policja sprawdza, czy przypadkiem nie wróciła na stare śmieci. Nie wraca. Tacy jak ona nigdy nie wracają. W Rydzewskim zostawiła swoją ciężką walizę. A tam? Książki. O księdzu Jerzym Popie-łuszce, o czcigodnym Michaelu McGivneyu, twórcy Rycerzy Kolumba, o Janie Pawle II i Benedykcie XVI. Do tego garść religijnych broszur, album o naśladowcach Chrystusa. Obsługa hotelu już wymienia się dobrą nowiną w druku. Urszula zostawiła im też tubkę pudru w płynie o pojemności 100 ml. Może zapomniała.

   Pamiętacie 2 kwietnia 2005 roku? O godz. 21.37 czasu polskiego zmarł Karol Wojtyła. Dzień później konsul Urszula przyjechała ukoić żałobę do hotelu Patio we Wrocławiu. Niedaleko stąd konsul Wiśniak otwierał w filmie lipną placówkę dyplomatyczną. W eleganckim hotelu biznesowym pojawiła się dobrze ubrana, wtedy jeszcze z kompletnym uzębieniem, za to z fałszywym dowodem osobistym. Jak zawsze miła i uprzejma. Wprowadziła się trzeciego, ale to nie był spóźniony prima aprilis. Metody działania były podobne do tych z Ełku. Niemieckie nazwisko, niemieckie znajomości i dobra znajomość niemieckiego. Chwaliła się spotkaniami z ważnymi ludźmi. Miała zostać na trzy doby, ale może nie odpowiadał jej miejski zgiełk ulicy Kiełbaśniczej, bo już po pierwszej nocy zniknęła jak kamfora. - Sprawiała wrażenie rzetelnej. Dużo mówiła o ludziach, z którymi zamierza się spotkać. Biskup miał czekać na nią z kolacją - wspomina Katarzyna Nowakowska z Patio.

   Po wizycie Kluge w hotelu zaostrzono przepisy. Bezwzględnie płaci się z góry, przy meldowaniu konieczny jest dokument tożsamości. Oszustów więcej nie było. Ale oszustów jest wielu, a konsul Urszula jest tylko jedna. W 2005 roku objechała Dolny Śląsk. Rok później była bardziej mobilna - zaliczyła hotele w Kaliszu i Poznaniu, po czym z Wielkopolski udała się w Kujawsko-Pomorskie. Tam naładowała akumulatory w hotelu Tramp w Szubinie. Jego właściciel do dziś podśpiewuje pod nosem przebój Kazika: „Dużo zjadła i wypiła, a rachunek ja płaciłem", bo Urszula ma słabość do dobrej kuchni. Z ziemi pałuckiej pojechała tam, gdzie ponoć wypoczywa najchętniej - na Warmię i Mazury. Tym razem do Ostródy. Wybrała hotel Promenada. Zapewne nieprzypadkowo, bo mając tak bogate doświadczenie w branży, potrafi odróżnić Sheratona od robotniczego. Potem odwiedziła jeszcze Lublin i okolice, podobno zawitała też do Gdyni.

   W Promenadzie, i tu uwaga, mili państwo, pani K. była przejazdem, gdyż jak twierdziła, jechała na pogrzeb swojego przyjaciela, Marka Grechuty. Tyle było dni, ech... tyle było dni... Do Ostródy wpadła z Niemiec. W hotelu dowodu nie pokazała, bo za tydzień miał go dowieźć znajomy. Potem razem mieli wybrać się na ostatnie pożegnanie barda Mareczka. „Pani rozumie, tyle było dni...". Żal po Grechucie umilała jej uważna lektura karty dań i napitków w hotelowej restauracji. Kalbfleisch... ymh... cielęcina w sosie kurkowym? A może okonki po mazursku pieczone na boczku? Śląskie podniebienie za długo męczyło się z roladą i modrą kapustą. Do tego wino, małe piwo na sen i deser.

   - Miło się rozmawiało. Opowiadała dużo o oodróżach - jak całe Niemcy zjeździła, kogo poznała. Zapraszała do Kolonii, do Drezna... Byliśmy wszyscy w szoku, gdy uciekła, zostawiając pokaźny rachunek. Początkowo myśleliśmy nawet, że coś się stało, i zgłosiliśmy zaginięcie - mówi Marta Czerwonka z Promenady.

   Co prawda, w hotelach całej Polski nie wiszą jeszcze zdjęcia Urszuli Kluge z dopiskiem: „Tej pani nie obsługujemy", ale branża ma swój rejestr złych klientów. Więc jak to możliwe, że ich najgorszy klient, bezzębna zmora hotelarza, od sześciu lat łupi ich ze skutecznością niemal stuprocentową? Wanda Kamińska z Prokuratury Rejonowej w Ełku przypuszcza, że jedno, co konsul Ingrid opanowała do perfekcji, to usypianie czujności hotelowej obsługi. Prokurator liczy, że numer w Ełku był ostatni w jej karierze, i nie wyklucza, że za Urszulą K. zostanie wysłany list gończy. W tej chwili jej oszustwa zbierane są z całej Polski. Grozi jej osiem lat więzienia.

   W swoim wątpliwym wyrafinowaniu Kluge nie dorasta do pięt takim oszustom, jak choćby Frank Abagnale. To o nim Steven Spielberg nakręcił film „Złap mnie, jeśli potrafisz" z Leo DiCaprio w roli głównej. Ale Urszula też wymyka się policji z kocią gracją. W dodatku, tak samo jak Abagnale, doczekała się naśladowców. Ewa R., też z Siemianowic, również jeździ na gapę po całej Polsce - niedawno była trzy dni w Kołobrzegu i zaliczyła rejs po Bałtyku, nie płacąc ani za jedno,' ani za drugie.

   Gdzie weekend spędzi konsul Urszula? W sumie dawno nie była na Śląsku. Strzeżcie się, hotelarze.

 

   MARCIN ZASADA

 


   POLSKA THE TIMES Gazeta Wrocławska Nr 230