Jak bolesną starość mogą nam stworzyć własne dzieci PDF Drukuj Email
Ciekawostki - Obserwacje
Wpisał OJCIEC   
Środa, 29. Czerwiec 2011 18:06

 

Mam jeszcze tyle siły, że chcę opisać, jaka starość spotyka ojca lub matkę oddanych przez dzieci do domu starców. Spotkało to mnie.

Jako człowiek już 100-letni, przeżyłem dwie wojny, ciężko nam z żoną było, ale pracą rąk dorobiliśmy się ładnego mieszkania, trojga dzieci, którym daliśmy wyższe wykształcenie. Na starość - ładnej emerytury. Myślałem, że ostatnie lata spędzę uśmiechnięty i zadowolony z życia.

Po śmierci żony starsza córka - lekarka - wyszukiwała u mnie choroby, chociaż czułem się całkowicie zdrowy. Syn pomyślał, że przyda się jego dzieciom moje mieszkanie, a więc razem obmyślili wywieźć mnie z domu, nawet nie wiedziałem gdzie. Mówili, że do sanatorium i zaraz wrócę, ale nie było żadnego pakowania. Wyszedłem z domu tak, jak stałem.

 

Zawieźli. Dostałem pokoik, tymczasowo mógłbym wytrzymać, ale nie na tak długo, jak tu jestem. Nie w tych warunkach. Zawsze chodziłem w garniturze, pod krawatem. Tam przebrano mnie w jakiś stary dres i przypięto pampers. Po co mi pam-pers, dziwiłem się, przecież umiem chodzić za swoją potrzebą. Twierdzili, że to na noc, żebym nie musiał wychodzić do łazienki. Zostawiono mnie bez ręcznika, w domu tyle nowych. Bez piżamy, pasty do zębów, bez grzebienia. Włosy obcięli na goło, to i grzebień niepotrzebny. Ale i bez zegarka, kalendarza.

Zgubiłem już rachubę czasu, ile tu jestem. Noce długie, można byłoby rozmyślać, ale dadzą jakąś tabletkę, po której czuję się jak obłąkany. W nocy nieraz zimno, śpię w tym, w czym chodzę, nie mam nic do przykrycia. W domu: pierzyna, kołdry, poduszki, dywany, a tu gorzej jak w więzieniu. Za co taka starość mnie spotkała? Śpię w skarpetkach. Paznokcie u nóg wbiły się w te skarpetki, nie mogę ich zdjąć.

Wiem, że rano, bo wołają na śniadanie. Zjadłoby się coś lepszego. Głodny jestem, w domu zostały wafelki. Pokój brudny, pościel brudna. Nie w takich warunkach mieszkałem. Posprzątałbym tu, ale czym? Nawet śmietniczki nie ma. Patrzę w okno, widzę tylko betonowy płot.

Miałem działkę na wsi, od wiosny mieszkałem na niej. Co się tam teraz dzieje? Zarosła chwastami? Co w domu? Kiedy tam wrócę?

Nie mam żadnych pieniędzy, wszystko zabrał syn. Kieszenie puste, nawet chusteczki do nosa mi nie dał. Nie mam nic, zwariować można. Przychodzi syn i mnie okłamuje: „Tatuś, niedługo pójdziesz do domu". Ale kiedy? Kolejny dzień staje się wiecznością.


OJCIEC przebywający w Specjalistycznym
ZOZ w podłódzkiej miejscowości (dane do wiadomości redakcji ANGORY)

ŹRÓDŁO: ANGORA nr 27, 3 lpca 2011