|
OD WTORKU JUŻ W MICHORZEWIE |
|
|
|
|
Moja strona startowa -
Ważne
|
|
Wpisał Marek
|
Z Michorzewa wróciłem wieczorem potwornie zmęczony. Minione dwa dni, które upłyneły na przygotowaniach Hani do wyjazdu, były dla mnie bardzo stresujące. Stąd to wyczerpanie, pogłębione jazdą w upale i w korku spowodowanym wypadkiem na trasie.
Te dni pokazały raz jeszcze jak bardzo choroba zmieniła Hanię. Kiedyś mogła być wzorem pakowania się na wyjazd. Dzisiaj bezradna i bezsilna. Zagubiona w każdym calu. O jednej rzeczy pamięta, o pięciu zapomina. Rano wpadła w trudną do opisania rozpacz, bo nie mogła znaleźć spodni, o których nagle sobie przypomniała, a które i tak były przygotowane do spakowania. Wybuchnęła jak dziecko spazmatycznym płaczem i przez prawie godzinę nie mogła dojść do siebie. Trzeba było słyszeć ten szloch! Cała się trzęsła bo "zginęły" jej ulubione spodnie. Nawet, gdy już miała je w ręku, trudno ją było uspokoić. Totalne zagubienie i bezradność w sytuacjach dla zdrowego człowieka prostych i nieskomplikowanych. Kiedy już wszystko było spakowane, zajrzałem raz jeszcze do walizek. Okazało, że poutykała tam rzeczy, które poprzedniego dnia uznaliśmy za zbędne. Przygotowała też sobie pantofelki, których w sytuacji, gdy się ciągle potyka, nie wolno jej nosić. Z oczywistych względów je schowałem - Kiedy przyszło do pakowania, już o nich nie pamiętała. A na dodatek, jakby tego było mało, kolejny raz upadła. Potyka się zresztą bardzo często i pada na podłogę. Krzyk jest przy tym tak straszny, że ciarki przechodzą i serce podchodzi do gardła. Najgorsze jest jednak to, że sama w takiej sytuacji nie wstanie i bez pomocy drugiej osoby się nie obejdzie.
To tylko maleńkie obrazki z naszej codzienności. Rozpacz bierze, co z człowieka może zrobić ta straszna choroba. Późnym wieczorem zadzwoniła do mnie z Michorzewa, że "chyba nie zabrałam stroju do ćwiczeń (dresu i skarpetek)". I znów w głosie zagubienie i bezradność. Próbowałem ją uspokoić, bo przecież wszystko spakowaliśmy i na pewno rzeczy, które sa potrzebne, znajdzie. Podpowiedziałem, by poprosiła pielegniarkę o pomoc.
Już wiadomo, że pobyt Hani w Michorzewie potrwa sześć tygodni. Odwiedziny tylko w soboty i niedziele od 14 do 17. Nie można odwiedzać pacjentow w pokojach. Z tego, co już wiem, mieszka w dużym pokoju z czterema innymi paniami. - Wszystkie sa bardzo fajne - powiedziała. - I wszystkie będziemy sobie pomagać - dodała na koniec.
Marek
|