- Z poczuciem niebezpieczeństwa nauczyłam się żyć na co dzień, zdaję sobie sprawę, że w każdej chwili może się coś stać - o swojej podróży, motywacji, ale i chwilach zwątpienia opowiada żeglarka, która zdecydowała się na samotny rejs dookoła świata – Natasza Caban.
Pani marzenie o tym, by ustanowić rekord opłynięcia świata przez najmłodszą Polkę jest naprawdę imponujący. Skąd u Pani ta niezwykła pasja żeglarska i chęć osiągnięcia takiego celu?
Marzenie w sumie nie dotyczyło tak naprawdę rekordu, marzenie dotyczyło opłynięcia świata. Myślę, że mało kto z nas wie skąd tak naprawdę biorą się nasze marzenia i dlaczego akurat dotyczą tego czy czegoś innego. Ja wychowywałam się w Ustce, morze i jego horyzont nie pozostawiły mnie obojętną, chciałam zobaczyć co skrywa się za tą magiczną linią. Lubię wyzwania, a gdzie można popłynąć dalej jak nie dookoła świata właśnie? A że samotnie – cóż, może dlatego, że wcześniej zdobywałam doświadczenie pływając załogowo i chciałam spróbować czegoś nowego.
No właśnie. Od lipca 2007 r. trwa Pani samotny rejs dookoła świata. Gdzie już zdążyła Pani dopłynąć?
Wystartowałam na Hawajach, dopłynęłam do Vanuatu, a następnie do Papui Nowej Gwinei, potem do Darwin, Wysp Kokosowych, La Reunion, Republiki Południowej Afryki, na Wyspę Św. Heleny, do Fernando de Noronha (Brazylia), Wyspy Św. Łucji (Karaiby), Panamy, na Galapagos i teraz jestem na Markizach (Francuska Polinezja), skąd z początkiem listopada ruszam w swój ostatni etap prowadzący mnie do Honolulu. Zamierzam zakończyć rejs w porcie, w którym swą przygodę zaczęłam, zresztą zgodnie z definicją rejsu dookoła świata.
Czy podczas wyprawy nie było miejsca, w którym chciałaby się Pani zatrzymać na dłużej?
Znam żeglarzy, dla których i dwadzieścia lat jest czasem zbyt krótkim, aby świat opłynąć. Jest przecież tyle pięknych i fascynujących miejsc, do których warto dotrzeć po drodze i na pewno jest wiele takich, do których warto powracać. Każdy mój przystanek był inny, najbardziej podobało mi się na Wyspach Kokosowych, a to dlatego, że są tam wysepki gdzie nie ma nic prócz palm i białych piasków. Lubię, gdy mogę włóczyć się boso i kiedy zapominam choćby na chwilę o reszcie świata. To miejsce było dla mnie wyjątkowe, tam chętnie pozostałabym dłużej, ale systemy pogodowe na świecie na to nie pozwalają – jeżeli chce się uniknąć żeglowania w porach huraganowych trzeba w określonym czasie wypłynąć w dalszą drogę... i teraz tak sobie myślę, że najdłużej najchętniej jestem na oceanie... nie na lądzie.
Jest Pani w ciągłej podróży. Za czym Pani najbardziej tęskni?
Tęsknię do najbliższych, do drzew, do ptaków, do rodzinnej Ustki, do psa... do posiłków przygotowanych przez moją Mamę.
Jak wygląda Pani „przeciętny” dzień na jachcie?
Wszystko zależy od tego co dzieje się wokół mnie – czyli od tego jaka panuje pogoda, gdzie jestem i czy z jachtem jest wszystko w porządku. Gdy jestem daleko od lądu dużo czytam, długimi godzinami patrzę na wodę, słucham muzyki, gdy jestem bliżej lądu muszę uważać na statki, na rafy, więcej czasu poświęcam nawigacji, poza tym moje codzienne życie na jachcie niewiele różni się od życia na lądzie: myję zęby, coś naprawiam, coś czyszczę, coś gotuję... różnica jest taka, że mój świat zamyka się na moich 10 metrach, nie wychodzę do sklepu, gdy mi czegoś zabraknie, nie wzywam sąsiada, gdy potrzebna mi pomocna dłoń i nie spotykam się ze znajomymi...
Czy podczas wyprawy miała Pani chwile zwątpienia? Czy spotkało Panią coś niebezpiecznego, co wywołało wątpliwości, co do kontynuowania podróży?
Czasem bywało ciężko, ale nigdy nie przyszło mi na myśl, że powinnam zawrócić, albo że to nie był dobry pomysł by płynąć. Z poczuciem niebezpieczeństwa nauczyłam się żyć na co dzień, zdaję sobie sprawę, że w każdej chwili może się coś stać, więc bardzo uważam. Moja podróż to jedna wielka przygoda, spełniając swoje marzenie jestem szczęśliwa, więc nie myślę by zrezygnować, wręcz patrzę w przyszłość z radością.
Co daje Pani siłę w tej wielkiej wyprawie, co jest motorem działania?
Pierwsze co przyszło mi na myśl czytając to pytanie to odpowiedź zawarta w jednym słowie - wszystko. Te dobre momenty, ale też te złe. Największą siłę jednak czerpię ze świadomości, że moi najbliżsi są ze mną myślami, że choć jestem tutaj sama to nie samotna, że zawsze jest ktoś na świecie kto o mnie ciepło myśli i trzyma kciuki; pokrzepiające są również listy jakie otrzymuję od osób, których nawet nigdy wcześniej nie spotkałam. Sam ocean nagradza mnie za trudy pięknymi wschodami słońca, na morzu znajduję swoją wolność i to uczucie jakie mam gdy na nim jestem jest wystarczająco silne by chcieć pokonać trudy, ale bez wsparcia moich przyjaciół i sponsorów nie byłabym w stanie tam być.
Oprócz chęci opłynięcia Ziemi, ma Pani też kolejny cel, jakim jest wspieranie potrzebujących. Wraz z Fundacją Anny Dymnej „Mimo wszystko”, jest Pani inicjatorką projektu „Rejs z Nataszą”. Na czym polega ta akcja i skąd pomysł na nią?
Wraz z Fundacją „Mimo wszystko” dzięki wsparciu jakiego udzieliło nam wiele osób o wielkim sercu mogliśmy zorganizować dwie akcje: „Rejs z Nataszą” i „Medivet Rejs z Nataszą”. Celem naszego przedsięwzięcia było spełnienie marzeń o dalekiej podróży niepełnosprawnych podopiecznych fundacji. Dla mnie obie akcje były dopełnieniem spełniającego się właśnie osobistego największego pragnienia – żeby z tego egoistycznego marzenia samotnego opłynięcia świata wniknęło coś dobrego dla innych. Myślę, że się udało. To naprawdę wspaniałe móc dzielić się naszym szczęściem z innymi!
Jaki jest Pani największy dotychczasowy sukces?
Za swój największy dotychczasowy sukces uważam fakt, że mimo wielu przeciwności, trudów oraz starań o realizację mojego marzenia przez osiem lat przygotowań do startu mojego rejsu nie poddałam się, a swoją postawą zainspirowałam innych do walki o spełnianie własnych marzeń; bez wątpienia za sukces uważam także uśmiechy Karolinki i Roberta.
Co daje Pani najwięcej satysfakcji w życiu?
Największą przyjemność sprawia mi obdarowywanie innych, sprawianie radości innym. Myślę, że czerpię z tego niewyczerpane pokłady sił i poczucie szczęścia. Gdybym mogła najchętniej zostałabym Świętym Mikołajem.
Co lubi Pani robić w wolnym czasie?
Żeglować, hahaha, a oprócz tego zawsze ciągnie mnie do koni, lubię czytać książki, które podsuwa mi siostra, choć ostatnio tak wiele się dzieje gdy dopływam do brzegu, że mało mam czasu na relaks. Tyle rzeczy zawsze chcę zrobić, zobaczyć. W tej chwili za luksus uważam możliwość odpisania na e-maile, porozmawiania z rodziną.
Czy myśli Pani o tym, co będzie dalej, gdy rejs zakończy się sukcesem, a cel zostanie osiągnięty?
Oczywiście, na oceanie mam dużo czasu na rozmyślania, więc chętnie myślę o przyszłości. Na razie nie potrafię powiedzieć jak będę się czuła, gdy zakończę rejs ani jak odnajdę się w życiu na lądzie, ale mam głowę pełną marzeń. Mam wrażenie, że moje marzenia są „dłuższe” niż moje życie. Płynąc w swój rejs zdałam sobie sprawę, że mogę i chcę pomagać innym… Chciałabym pójść w tym kierunku.
Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiała Karolina Banduła
Zdjjęcia: Pete Peterson/
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
Witam serdecznie,
oczywiście, tak jak już wcześniej ustalałam z Panią Nataszą, będzie nam miło, gdy link do wywiadu pojawi się na Jej oficjalnej stronie. Dzisiaj wypowiedź zostanie opublikowana w serwisie Kobieta netbird.pl: http://netbird.pl/a/1415/27552,1
Pozdrawiam
Karolina Banduła
redaktor
netbird.pl
Z listu Autorki wywiadu do gazety ZIEMIA USTECKA