W Italii poznaje hrabiowską rodzinę Ankwiczów. Miłe wycieczki, obiady, poeta zaczyna adorować córkę domu Ewę Henriettę. Czy się zakochuje? Wątpliwe. Wydaje się, że ani on, ani panna. Niemniej występuje w roli starającego się i jest mile przyjmowany. Ma nadzieję na dobry ożenek. Ale gdy się deklaruje, dostaje czarną polewkę. Za wysokie progi...
Całą tę włoską sielankę zakłóca wybuch powstania listopadowego. Wieszcz narodowy powinien walczyć. Mickiewicz chce niby jechać do powstania. Jedzie. Długo. Zwiedzając po drodze, oglądając kaskady, podziwiając Rafaela. Dojeżdża. Ale nie do Polski - do Paryża. I znowu niby jedzie, jednak jakoś bez przekonania. Ciągle coś mu przeszkadza...
To ma wieźć broń, to chcą mu jakąś misję powierzyć. Może zatrzymują, by go ocalić? Nie wiemy. W końcu jednak rusza. Dojeżdża do Wielkiego Księstwa Poznańskiego - ale właśnie zamknieto granice tak szczelnie, że ani się przedostać. Próbuje, ale bez rezultatu. Czekając na zmianę sytuacji, wędruje po okolicznych dworach, wszędzie witany, fetowany. Spotyka się ze swoim bratem, rannym w powstaniu, i uwodzi kobiety. Wiele kobiet. Najważniejszą z nich była Konstancja Łubieńska, bardzo piękna, oczywiście mężatka, matka pięciorga dzieci, kobieta niewątpliwie z klasą. Konstancja zakochuje się, chce rzucać męża, z dużym trudem udaje się jej to wyperswadować. Jak ślicznie napisał o tym Łubieński: „Łubieńska chciała dla niego poświęcić wszystko, on nie miał nic dla niej do poświęcenia poza sobą. A siebie było mu trochę szkoda...".
Być może uciekając przed wielbicielkami, wraca Adam Mickiewicz do Paryża, po drodze zahaczając o Drezno, gdzie w przypływie natchnienia spłaca swój dług Polsce, pisząc „Dziady". Zaś Konstancja Łubieńska będzie jeszcze przez wiele lat słać do niego listy, będzie przyjeżdżać, próbować nawiązać zerwany romans. Będzie też przez całe życie poety udzielać mu wsparcia finansowego. Bezpośrednio i dyskretnie, przez wspólnych przyjaciół.
Po upadku powstania młody Rosjanin Chlustin, przyjaciel Adama, pisze do niego list, a w nim: „Żal a mi pana, umrzeć tam byłoby pięknym losem, pana godnym". Kompleks powstania, tego, że nie wziął w nim udziału, wlecze się za poetą do końca życia. Podobnie jak większość emigrantów popowstaniowych rusza do Francji i osiedla się w Paryżu. Rzuca się w wir pracy politycznej. Pisze „Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego", pokrzepiające dzieło powszechnie wówczas czytane, w którym pojawia się koncepcja Polski jako narodu wybranego, a emigrantów jako pielgrzymów.
Pan Tadeusz j Celina
Zaraz po ukończeniu „Ksiąg" zaczyna pisać „Pana Tadeusza". Kropi go - jak to określał - szybko i kończy w 1834 r. Wbrew pozorom, ta polska epopeja nie spotkała się z życzliwym przyjęciem emigracji. Powszechnie uważano „Dziady" za rzecz znacznie wyższych lotów. Każdy wbijał jakąś szpilkę; Norwid na przykład napisał, że jedyną postacią serio w tym utworze jest Żyd. Ale tu trzeba dodać, że Norwid za Mickiewiczem nie przepadał.
W chwili ukończenia „Pana Tadeusza" Mickiewicz ma lat 36 i czas mu się żenić, ustatkować. Jak się mówiło wówczas - ustalić. Jego małżeństwo zaskakuje wszystkich.
Mickiewicz zwierza się, ot tak, gawędząc, z zamiarów matrymonialnych znajomeemu z Wilna Stanisławowi Morawskiemu. Mówi, że gdyby Celina Szymanowska była wolna, ożeniłby się nią. Morawski przekazuje wiadomość do Warszawy, gdzie mieszka Celina, a ta natychmiast rusza w drogę.
Pozycja życiowa Celiny zmieniła się diametralnie od czasów petersburskich. Jest teraz ubogą sierotą. Jej słynna i piękna matka, światowej sławy pianistka, zmarła nagle na cholerę. Nie zostawiła żadnych zasobów finansowych - żyła wszak z pracy rąk.
Kiedy matka umiera, opuszcza Celinę narzeczony Erazm Puchalski. Alina Witkowska w swojej książce poświęconej małżeństwu Mickiewiczów wysuwa sugestię, że Puchalski był gejem, a narzeczeństwo z Celiną miało być dla niego przykrywką i zarazem odskocznią do kariery. Liczył na protekcje ustosunkowanej teściowej. Jeśli Celina po zerwaniu zaręczyn zdawała sobie z tego sprawę, a raczej zdawała, najpewniej było jej podwójnie gorzko. Ubogie samotne panny w owym czasie nie miały łatwo. Tułały się po domach bogatych krewnych pozbawione nadziei na zmianę losu. Nic więc dziwnego, że gdy panna dowiaduje się, że słynny poeta byłby nie od tego, by się z nią ożenić, wsiada w karetę, dyliżans czy inną dryndę i mknie do Paryża.
Zdumiony Mickiewicz nie wie, co z tym fantem zrobić. Ot! Tak sobie coś powiedział. Ale panna jest piękna, podoba mu się, a panny uwieść się nie da czy po prostu nie wypada. Podoba mu się też jej zdecydowanie. I bierze ślub. Polski Paryż jest wstrząśnięty tym niesłychanym szalonym mariażem.
Najpierw jest proste domowe szczęście. Szybko na świat zaczynają przychodzić dzieci, Marynia, potem Władzio, a potem jeszcze czworo. Zaprzątają one uwagę poety bez reszty - późne ojcostwo absorbuje. Listy do przyjaciół pełne są opowieści o pierwszych zębach, urodzie i inteligencji dzieci.
Mickiewiczowie hodują w domu różne zwierzęta, psy, koty, nawet srokę. Idylla. Nie do końca. Przede wszystkim dręczą ich kłopoty finansowe. To niełatwe dla poety utrzymać gromadę dzieci, żonę, psa i kota. Nie wspominając już o sroce! Zaczyna się nieustanne borykanie z losem, starania o pracę, o wydania czy wznowienia książek, pożyczanie pieniędzy od znajomych, zasiłki od przyjaciół i rodziny. Ciężki los dla poety. A równocześnie, gdy tylko w domu Mickiewiczów pojawiają się jakieś pieniądze, hojnie, na tyle, na ile może, wspiera emigrantów, zarówno przyjaciół, jak i zupełnie mu nieznanych, a w potrzebie. Praca poetycka kompletnie zamiera. W tych warunkach nie da się pisać poezji. Jak być wieszczem, gdy trzeba płacić rachunki, a pieniędzy nie ma? Gdy trzeba zwolnić służącą, zastawić ostatnie cenne rzeczy? Nie da się i już. Mickiewicz, by zarobić, pisze przypadkowe artykuły, usiłuje pisać sztuki teatralne, jakąś „Historię Polski" nigdy nieukończoną. Tego znoju codziennego nie wytrzymuje psychika młodziutkiej i nieprzygotowanej do takiego losu żony. Po urodzeniu drugiego dziecka zaczyna chorować i to chorować psychicznie. Chodzi dziwacznie ubrana, ma manię wielkości, wydaje jej się, że zbawi Polskę, że jest Matką Boską. Ma ataki szału.
Towiański i femme fatale
A Mickiewicz? Nie może pisać, czuje się winny, ucieka, ucieka w mistykę. I kiedy w Paryżu pojawia się Andrzej Towiański, który twierdzi, że doznał objawienia, poeta mu uwierzy i stanie się jego gorliwym wyznawcą. A uwierzy mu dlatego, że Towiański uleczył Celinę. Jak to zrobił, do dziś dnia nie wiadomo. Zjawił się w domu poety, namówił go, by odebrał żonę ze szpitala, jak wtedy mówiono, domu zdrowia, powiedział jej coś do ucha i Celina ozdrowiała. Cud.
Poeta uwierzył. Jak mógł nie uwierzyć? Oddał się mistrzowi bez reszty. Do tego stopnia, że dla sprawy towianizmu traci tak ważną dla emigracji, dla siebie i dla bytu materialnego rodziny Katedrę Literatury Słowiańskiej w College de France. Budzi nieufność władz. Odchodzi od katolicyzmu. Usiłuje dla sprawy towianizmu zjednać bez skutku papieża, emigrację, wszystkich wokół. Popada w mistycyzm, robi wrażenie szalonego. Z poręczenia Towiańskiego przybywa do domu Mickiewiczów Ksawera Deybel. Ma za zadanie pomagać wciąż słabującej Celinie w opiece nad dziećmi. Celina też należy do koła, jest żarliwą wyznawczynią mistrza.
Ksawera ma lat 22 i pochodzi z Wilna. Początkowo panie się przyjaźnią, później coś się psuje. Ksawera jest prawdziwą femme fatale. Mieszka i żyje kolejno z kilkoma braćmi. Staje się przyczyną konfliktów, a nawet bójek.
Co łączyło ją z Mickiewiczem? Nie wiemy. Dzieci poety nienawidziły jej do tego stopnia, że wzmianki o niej zostały w korespondencji zamazane. Większość badaczy uważa, że poeta był nie tylko jej kochankiem, ale też ojcem co najmniej jednego lub dwojga z jej dzieci. Cała historia z Ksawerą budziła ogólne zgorszenie, nic bardziej niż ona nie zaszkodziło reputacji towiańczyków. W końcu Ksawera zostaje wydana za mąż za inwigilującego koło towiańczyków komisarza francuskiej policji, któryż miłości do Ksawery przystąpił do sprawy.
Legiony dwa i śmierci dwie
W 1848 r., roku Wiosny Ludów, przyjeżdża Mickiewicz do Rzymu, by wyjaśnić sprawę, czyli misję Towiańskiego, papieżowi, ma nadzieję na pojednanie. Nie wyrzeka się jednak sprawy ani mistrza, więc do pojednania nie dochodzi. Zawirowania polityczne sprawiają, że staje na czele Legionu Polskiego, który rusza ni mniej, ni więcej, aby oswobodzić Polskę. Poeta układa dla Legionu manifest ideowy „Skład zasad", utwór głoszący równość, wolność i braterstwo. Dla wszystkich: kobiet, włościan i Żydów. Rzecz w owym czasie zupełnie niesłychana. Sam legion początkowo składa się z 11 ludzi, w tym ośmiu malarzy i jednego garbusa.
Powoli jednak pojawiają się ochotnicy. Wkrótce jest już ich kilkuset. Później ponad półtora tysiąca. Poeta przekazuje dowództwo legionu wojskowym i udaje się do Paryża. Legion przetrwał półtora roku. Nie odniósł żadnych poważnych zwycięstw, ale miał znaczenie zarówno moralne, jak i propagandowe dla sprawy polskiej.
A Mickiewicz? Mickiewicz rzucił się w wir innych wyzwań. Zaczął wydawać gazetę „Tribune des Peuples". Dobrą gazetę. Nowoczesną i postępową. Taka gazeta oczywiście nie miała szans przetrwać. Szybko została zawieszona. Wraca więc Mickiewicz w domowe pielesze. Rodzi się jego ostatnie dziecko, syn Józio. Odpoczywa. Rodzina muzykuje, odbywają się spotkania towarzyskie. Spokojne mieszczańskie skromne życie. Podejmuje pracę bibliotekarza w Bibliotece Arsenału. Dumny poeta Adam Mickiewicz staje się skromnym bibliotekarzem. Obsługuje klientów. Trzeba. Żona, dzieci, te sprawy.
Wybucha wojna krymska. Rosja walczy z Turcją. Nowe nadzieje dla Polski. Do wojsk tureckich przyłączają się polscy ochotnicy. Mickiewicz jednak na razie nie może wyjechać. Celina Mickiewiczowa jest śmiertelnie chora. Spędzają razem ostatnie dni jej życia, wspominając, co było dobre, co złe. W 1855 r. Celina umiera. Kilka miesięcy później Adam Mickiewicz decyduje się jechać do Turcji, by swoim autorytetem wesprzeć sprawę polską. Ma zamiar znowu utworzyć Legion. Tym razem Legion Żydowski. Wszak raz już mu się udało.
Warunki polowe panujące w obozie nie służą poecie, brak higieny, żołnierskie jadło, wysokie temperatury. Cierpi na dolegliwości żołądkowe. Zjada bigos z nieświeżym salami. Choruje. Potem znowu czuje się lepiej i nagle ostry atak choroby, konwulsje, mdłości, utrata przytomności.
W ciągu kilku godzin w nocy z 25 na 26 listopada 1855 r. Adam Mickiewicz umiera. Na co? Sugerowano cholerę, zatrucie pokarmowe, wylew, a nawet truciznę. Tak naprawdę nie wiadomo. Oczywiście jest czarna legenda śmierci poety otrutego przez wrogów politycznych. Ale zostawmy ją na boku, bo mało ona wiarygodna. Zastanówmy się, jaki był Adam Mickiewicz? Jaki obraz jego osoby wyłania się biografii i wspomnień?
Wielkim poetą był
Adam Mickiewicz był porządnym facetem - tak byśmy dziś chyba o nim powiedzieli. Kochał dzieci, zwierzęta, kobiety. Żonę też kochał, choć ją zdradzał. Ale mężem był lojalnym - na dobre i złe. Pomagał przyjaciołom. Był skromny.
Skromny narodowy wieszcz to rzadkość. Chodził byle jak ubrany, do końca życia jadł potrawy kuchni polskiej i żydowskiej. Był trochę konserwatywny, łatwo się zapalał i kochał ojczyznę uczuciem największym i najszczerszym. Kochał, ale nie chciał dla niej umierać. Ale to chyba dobrze, bo przecież był naprawdę wielkim poetą...
MANUELA KALICKA
ŹRÓDŁO: POLITYKA nr 51/52 (2736), 19-26 grudnia 2009