Dama z pociągu Drukuj Email
Czytelnia 1 - Fantazja?
Wpisał B. D. Benedikt   
Poniedziałek, 25. Sierpień 2008 15:41

 

Znany amerykański malarz portrecista, Gerard Hale, był z pochodzenia Francuzem. W czasie jego studiów w Paryżu w 1928 r. bogata szlachecka rodzina z doliny Loary zaproponowała mu niewyobrażalnie ogromne honorarium za zrobienie portretu. Na umówione miejsce jechał lokalnym pociągiem. Pasażerów było niewielu, więc Gerard był w przedziale sam.

 


Równomiernie tętniące koła pociągu sprawiły, że malarz na chwilę się zdrzemnął, a kiedy się obudził, zauważył, że już nie jedzie sam. Naprzeciw siedziała ładniutka młoda kobieta, ubrana elegancko, choć nie według ostatniej paryskiej mody. Wymienili kilka konwencjonalnych uwag, a potem okazało się, że pasażerka wie dużo więcej o amerykańskim malarzu, niż mógłby przypuszczać. Gerard nie rozumiał, jak mogła tyle o nim wiedzieć, skoro nigdy wcześniej się nie spotkali - był przekonany, że nigdy jej nie widział!
- Czy mógłby mnie pan namalować z pamięci? - zapytała go w trakcie rozmowy.
- Oczywiście, mademoiselle - odpowiedział malarz - chociaż byłoby mi przyjemniej z żywego modelu!

Kobieta dziwnie się uśmiechnęła, a kiedy pociąg zaczął zwalniać, wstała i skierowała się ku wyjściu z przedziału.
- Jeszcze się zobaczymy później... - powiedziała zdumionemu Gerardowi i wyszła.

Na następnej małej stacji wysiadł pan Hale. Na drewnianym peronie czekali na niego baron i baronowa w otwartym powozie. Pojechali do wspaniałego pałacu nad brzegiem Loary i gospodarze pokazali mu okolice; nadszedł wreszcie czas kolacji. Malarz opuścił swych gospodarzy w ogromnym hallu i skierował się ku masywnym marmurowym schodom prowadzącym do jego apartamentu na pierwszym piętrze, aby się przebrać. W pół drogi stanął nagle zdumiony, gdy zobaczył swoją bladolicą towarzyszkę podróży z pociągu.
- Czyż nie mówiłam panu, że się jeszcze zobaczymy? - przystanęła także młoda dziewczyna w przejściu.
- Gdybym wiedział, mademoiselle, że jedziemy w to samo miejsce, towarzyszyłbym pani, wysiadł z panią na tej samej stacji i przyjechalibyśmy razem!
- Wydaje mi się, że to by było bardzo skomplikowane - uśmiechnęła się dyskretnie i zaczęła schodzić w dół.

Malarz popatrzył jak schodziła, na jej zgrabną kibić, a potem poszedł się przebrać. Kiedy po jakimś czasie dołączył do gospodarzy, którzy czekali na niego za uroczyście nakrytym stołem, zauważył, że brakuje kobiety z pociągu. Chciał dyskretnie przemilczeć ich dwa spotkania, ale ponieważ się nie zjawiła do końca kolacji, Gerard niezręcznie poprawił się na swoim krześle i zwrócił do gospodarza:
- Przepraszam, panie baronie, za ciekawość, ale kim jest ta młoda dama, z którą dzisiaj rano przyjechałem i ponownie spotkałem ją na schodach?

Baron i baronowa La Montaigne wpatrywali się w niego przez chwilę, choć artyście wydawało się, że bardzo długo, a następnie baron w nieprzyjemny sposób stwierdził: - Poza moją żoną i mną w tym pałacu nikt nie mieszka! - Ale... nie dawał za wygraną uparty malarz - spędziłem z nią w przedziale ponad pół godziny! Wiedziała wiele o panu i o tym pałacu, a przed chwilą, zanim tu zszedłem, rozmawiałem z nią na schodach!

Zobaczywszy krople potu na białej twarzy barona, artysta pojął, że ich rozmowa przybrała niepożądany obrót. Nagle baron zapytał.
- Czy mógłby pan nam ją naszkicować? - Naturalnie! - potwierdził zaintrygowany malarz.

Po chwili jeden ze służących przyniósł mu papier i ołówek. Gerard Hale pogrążył się w pracy i po niespełna dziesięciu minutach podał rysunek baronowi.
- Boże, krzyknęła baronowa już po pierwszym rzucie oka na rysunek i ukryła twarz w dłoniach, gorzko płacząc.

La Montaigne jeszcze przez jakiś czas trzymał rysunek w drżących rękach, w końcu jego cienkie wargi poruszyły się:
- Tak, panie Hale - potwierdził zmęczonym głosem załamanego człowieka. Dziewczyna, z którą pan podróżował i którą pan tu spotkał, to nasza córka Arleta. Umarła prawie dwadzieścia lat temu!

Gerard Hale po raz pierwszy w życiu pożałował, że zgodził się namalować "szlachecką rodzinę ze zjawą". Później dowiedział się, że z "dziewczyną z pociągu" spotykali się i inni świadkowie, często też pojawiała się podczas jasnych księżycowych nocy spacerując bez głowy na nasypie!

Prawdopodobnie jej szukała, gdyż - jak się zapewnię domyślacie - młoda baronówna przed laty z nieznanych powodów rzuciła się pod pociąg. Hale zostawił szkic rodzicom, obecnie wisi w jej dawnym pokoju.

Od tłumacza:

Kanadyjski autor serbskiego pochodzenia, B. D. Benedikt jest znanym autorem powieści science fiction zarówno w Kanadzie, jak i w Stanach Zjednoczonych. O napisaniu przez niego książki, z której pochodzi ten fragment zadecydował, jak sam wyznaje, przypadek. Nie myślący o zjawiskach nadprzyrodzonych, być może nawet niewierzący człowiek nagle dość niespodziewanie zainteresował się parapsychologią, przepowiedniami, jasnowidztwem i różnymi zjawiskami nadprzyrodzonymi, które (choć nie wszystkie) po wnikliwej analizie można jednak wytłumaczyć w sposób logiczny. Oczywiscie przy założeniu, że istnieje inny, równoległy do naszego świat, w którym dobro i zło mają swoje miejsce naprawdę, w którym zwycięża właśnie uczciwość i w którym za wszystkie zbrodnie popełnione w życiu wśród żywych trzeba zapłacić.

Nie wiem, kim byłam w swoim poprzednim życiu. Wiem, że musiałam przybyć tu ponownie. To pewnie nie przypadek, że tłumaczyłam tę książkę. Czekała na mnie i mimo przeciwności w końcu doczekała się polskiego wydania. Wszystko, co jest w niej opisane, zdarzyło się naprawdę. Wszystkie wydarzenia są potwierdzone dokumentami. Książka ta rozwieje prawdopodobnie wątpliwości tych, którzy je mają, stanowi dowód, a może i ostrzeżenie, że należy uważać: tu gdzieś obok nas trwa inny świat, z którym należy się liczyć, do którego wszyscy kiedyś przejdziemy, bo taka jest moc przeznaczenia.





 

ZAPŚWIATY - FANTAZJA CZY RZECZYWISTOŚĆ;Wiedza Powszechna 1985;
Tłumaczenie: DANUTA HANNA JAKUBOWSKA