|
Kochana Emmo,
Dziś po południu wszyscy troje pojechaliśmy do wesołego miasteczka, odległego od nas o trzy godziny jazdy samochodem. Kiedy tam przybyliśmy, cieszyłaś się bardzo i chciałaś spróbować wszystkich atrakcji. Byłem szczęśliwy patrząc na Ciebie.
Dzisiaj zdałem sobie sprawę z tego, że dzięki mojej chorobie poznałem cię o wiele lepiej. Gdy jeszcze pracowałem w redakcji, usiłowałem zastąpić ilość czasu, jego "jakością". Teraz wydaje mi się, że były to tylko nieudolne próby wpasowania roli rodzica w bardzo ograniczone ramy. Jako rekonwalescent jestem z Tobą przez wiele godzin i nie muszę się spieszyć. Dzięki temu staliśmy się sobie o wiele bliżsi. Czy poznałbym Cię tak dobrze, gdybym był zdrów? Chyba nie.
W pewnej chwili pobiegłaś tam, gdzie celnym strzałem z pistoletu wodnego można było wygrać szmaciane zwierzątko. Nigdy nie byłem dobry w takich zabawach. - Tatusiu, czy mógłbyś wygrać dla mnie niespodziankę? - spytałaś. - Obawiam się, że nie - odparłem. - Nawet jeśli spróbuję, nie znaczy, że wygram. - Proszę cię.
Stanęliśmy tam i patrzyliśmy, jak inni strzelają. Jak tylko ktoś trafił, znów ponawiałaś swoją prośbę. - Tatusiu, wygraj dla mnie niespodziankę - mówiłaś.
Kiedy się wahałem, wybuchnęłaś nagle płaczem. Kobieta zza lady pochyliła się do Ciebie i szepnęła Ci coś na ucho. - Chcę, żeby tatuś wygrał dla mnie niespodziankę - powiedziałaś jej z płaczem. Wiedziałem, że nie udajesz, wydawałaś się naprawdę zraniona. Nawet tamtej kobiecie zrobiło się przykro. Sięgnęła na dolną półkę i wyjęła zrobionego z materiału aligatora. - To dla ciebie - powiedziała.
Wzięłaś zwierzątko i podziękowałaś. Jednak kiedy odeszliśmy stamtąd, oddałaś zabawkę Mamie. - Nie podoba ci się ten aligator? -spytała.
Wzruszyłaś ramionami. Wtedy wszystko stało się dla mnie jasne. Nie zależało Ci na zwierzątku, ale na tym, żebym to ja wygrał coś dla Ciebie.
Usiadłem do gry w wyścigi konne, w której przesuwało się konie do przodu, jeżeli strzelając trafiło się do celu. Miałem konia numer czternaście i walczyłem z tuzinem przeciwników. - Jeśli nie wygrasz - powiedziała Mama - złamiesz jej serce. - Wiem - odparłem. - Ale muszę spróbować.
Skoncentrowałem się jedynie na mierzeniu do celu i strzelałem nie patrząc na konia. Słyszałem, że robi się poruszenie, a potem odezwał się dzwonek. - Numer czternaście - powiedział przymilnie właściciel. - Tatuś wygrał! - zawołałaś.
Nie mogłem w to uwierzyć. Nigdy przedtem w niczym takim nie wygrywałem. Wybrałaś sobie kolorowego pajaca z materiału. Nazwałaś go "Pajacuś" i byłaś taka dumna. Do końca dnia nie wypuściłaś go z rąk. W pewnej chwili podeszłaś do jakiejś dziewczynki, pokazałaś jej Pajacusia i powiedziałaś: - Mój tatuś wygrał go dla mnie.
Dla Ciebie Twój tata był dziś czarodziejem.
Tekst: GREG RAVER LAPMAN Tłumaczenie: MAŁGORZATA BRENNER Reader's Digest, 1995
|