Początek:

 

  • Moja miłość leży na serca dnie. W kopertę ją zapakuję, spojrzeniem jaśniejszym od moich myśli do Ciebie zaadresuję, z tęsknotą pod rękę pójdę w świat...
Strategia pomocy Drukuj Email
Czytelnia 2 - Dramat na torach
Wpisał Lawrence Elliot   
Piątek, 15. Sierpień 2008 16:48

 

 

Od strony drogi nr 50 Karen Brzezicki, sanitariuszka ze straży pożarnej w Bourbonnais, założyła punkt rozdzielczy w swojej karetce. Oceniała stan i znaczyła rannych różnymi kolorami. Na czerwono najcięższe przypadki - do szpitala następną karetka; na żółto lżejsze - do szpitala w miarę wolnych miejsc w karetce, a na zielono tych, którzy mogli chodzić o własnych siłach. Tych trzeba było przede wszystkim ogrzać.

Dla Brzezicki był to początek walki o życie poszkodowanych. Bo jak otoczyć opieką w mroźną zimową noc ponad 200 rannych i przerażonych osób? W jaki sposób miała dyrygować strażakami z innych okręgów, którzy pytali, od czego zacząć? I wreszcie, jak miała kierować ruchem karetek, żeby uniknąć zatoru? Instynktownie robią to, co trzeba. Rozpuściła wici, że należy znaleźć schronienie dla ofiar.

Burmistrz Grover Brooks przyjął pracowników linii Amtrak z Chicago. W nieużywanym magazynie urządził prowizoryczną kostnicę. A przede wszystkim pocieszał i robił, co w jego mocy, dla zszokowanych ocalałych.

Nad pobojowiskiem latały helikoptery, oświetlając chaos. Do akcji włączyli się wszyscy robotnicy z sąsiadujących z torami zakładów. Przeciągnęli węże i drabiny do płonącego wraku, przeszukiwali wagony, czy ktoś nie został w środku.

Mieszkańcy Bourbonnais na wiadomość o katastofie ruszyli tłumnie na pomoc. Po godzinie od chwili wypadku Czerwony Krzyż otworzył punkt pomocy w Gimnazjum Bourbonnais, gdzie można było coś zjeść i odpocząć.

Kiedy Chauncey Batchelor, głównodowodzący służbami ratowniczymi w okolicy Chicago, przyjechał na miejsce, rozładowano już dwie przyczepy z łóżkami polowymi i kocami, a rzesza pielęgniarek i terapeutów zajmowała się pasażerami.

Batchelor obyty z nieszczęściem po latach służby w ekipie Czerwonego Krzyża spieszącej z pomocą w katastrofach lotniczych osłupiał na widok tak wielkiej góry żelastwa.
- Nigdy w życiu nie widziałem nic równie przerażającego - wyznał.



 

Tłumaczenie: ANNA KOŁYSZKO
Żródło: Reader's Digest Październik 2000