|
Czytelnia 2 -
Dzień, w którym straciłam siebie
|
|
Wpisał Claudia L. Osborn
|
|
Piątek, 15. Sierpień 2008 18:01 |
|
Przez dwa tygodnie przechodziłam wiele badań. Wraz z nimi narastał mój lęk, że uszkodzenie jest poważniejsze niż sądziłam.
Podczas jednego z testów musiałam jak najszybciej wtykać kolorowe pineski w tablicę, najpierw jedną ręką, potem drugą.
- Claudio, chociaż jesteś praworęczna, lewą ręką radziłaś sobie znacznie lepiej - zauważył po tym teście neuropsycholog.
Więcej mi to powiedziało i bardziej zaniepokoiło niż wszystkie dotychczasowe informacje. Zyskałam niezbity dowód. Jako lekarka wiedziałam, co znaczy taki wynik. Prawą rękę miałam niesprawną i nie zauważyłam tego.
Wreszcie ostatniego dnia nadeszła wiadomość dobra i zła. Lekarze uznali, że uraz jest bardzo poważny i proponują 5-miesięczne leczenie.
Te pięć miesięcy zabrzmiało jak wieczność, ale pokazali mi, jaki mam wybór. Co wolę? Siedzieć w domu jak kaleka? Czy uczepić się jedynej nadziei powrotu do normalnego życia i do medycyny?
Pierwszego dnia moja grupa zebrała się w holu na parterze. Razem wjechaliśmy na 8 piętro, na którym znajduje się ośrodek rehabilitacji. Wzdłuż dwóch ścian stały komputery. W jednym kącie była kamera wideo. W drugim sztaluga nakryta wielkimi arkuszami papieru. Ten na wierzchu miał napis ZADANIA NA DZISIAJ.
Krzesła ustawiono w wielkim, nierównym kręgu. Usiadłam, otworzyłam notatnik i napisałam: "Czeka mnie pięć miesięcy". Grupa była spora - 12 pacjentów, 6 neuropsychologów i 5 członków rodzin. Wszyscy siedzieliśmy, przyglądając się sobie ukradkiem.
Uczestników zajęć poproszono, żeby się przedstawili. - Mam na imię Richard. Mam 25 lat i z całą, hm, przepraszam, wdzięcznością wyrażam przyjemność po mojej stronie, że tu jestem i w tym i... - zaczął pewien młody człowiek. - Richard? Mówiłeś, że mogę ci przerwać, jeżeli zaczniesz się rozpraszać - zagadnął go jeden z neuropsychologów, których nazywaliśmy instruktorami. - Claudia Osborn, lat 34, lekarka z Detroit - przedstawiłam się zwięźle, kiedy przyszła moja kolej. - Czy mogłabyś dodać coś więcej ? Instruktor zadał mi to pytanie, a mnie nic nie przyszło do głowy.
Gdy wszyscy się przedstawili, podano nam rozkład zajęć. Teraz każdy dzień miał się składać z czterech sesji. - Codzienie o 10 rano spotkamy się w tej sali. Każdy dostanie zadanie, nad którym będzie pracował przez kilka najbliższych tygodni -powiedziała jedna z instruktorek, szczupła, elegancka blondynka; nie mogłam zapamiętać jej imienia.
Kiedy mówiła, spojrzałam na zegarek. Pół do jedenastej. Czułam się zmęczona, ale czym? Przedstawieniem się? Jeszcze niczego nie zrobiłam. O tej porze w szpitalu miałabym już za sobą połowę obchodu.
Z ulgą przyjęłam przerwę na obiad. Byłam bardziej wyczerpana niż głodna. Chciałam odpocząć od myślenia zmuszającego do koncentracji. Całą grupą poszliśmy do stołówki, czworo z nas usiadło oddzielnie. Rozmowa była niezobowiązująca - ot, kilka miłych słów. Ta spokojna pogawędka zmieniła się, gdy zagadnęła mnie młoda kobieta. - Naprawdę jesteś lekarką? - Pracuję jako internistka. Uczę też stażystów - skinęłam głową. - Szkoda. Bo po urazie głowy chyba już nie wrócisz do zawodu? - Dlaczego? Nie można być lekarzem po urazie głowy. Czy instruktorzy powiedzieli, że znów będziesz lekarką? - zdziwiła się. - Nie. Ale po to tu przyjechałam. Żeby wrócić do pracy - odparłam. Wstrząśnięta ich uwagami przeprosiłam i szybko wyszłam, chowając się na schodach. - Po diabła mi to potrzebne - żaliłam się balustradzie, opanowując falę nudności. I wtedy pomyślałam: Kim oni są, co mogą wiedzieć o mnie i o moich możliwościach?
Przegląd Reader's Digest 1998 Tłumaczenie: Anna Kołyszko
|