|
| Przerwane przyjęcie |
|
|
| Czytelnia 2 - Życie do końca | |
| Wpisał Bryce Courtenay | |
| Piątek, 15. Sierpień 2008 18:29 | |
|
Damon z dużym siniakiem pod pachą, biegnącym przez lewy bok i żebra aż do biodra i tworzącym ciemnofioletowe znamię. Lekarz, który odbierał poród powiedział, że to wkrótce zniknie, toteż wraz z żoną, Benitą, nie mogliśmy się doczekać chwili, kiedy Damon będzie wreszcie doskonałym dzieckiem, bez skazy. Był uroczym chłopczykiem z miękkimi, jasnymi włoskami sterczącymi "na jeża". Jego bracia - pięcioletni Brett i trzyletni Adam - ogromnie go polubili. Często można było zobaczyć, jak stoją przy jego kołysce i prowadzą z nim poważne rozmowy, jak brat z bratem. Maleńka rączka Damona zaciskała się wtedy wokół brudnego palca, jaki wyciągał do niego któryś z braci. Byliśmy pewni, że nie będziemy z nim mieli żadnych kłopotów. Po wieczornym karmieniu zasypiał i budził się na ogół dopiero następnego dnia, przesypiając karmienie o trzeciej nad ranem. Prawie nigdy nie płakał. Nawet jako niemowlę nie był beksą. Malec był w domu już 10 dni, kiedy zawieźliśmy go znów do szpitala na zabieg obrzezania. - Jeśli będzie po tym troszkę krwawił, proszę się nie martwić - uspokajał nas lekarz. - Utrata kilku kropli krwi nic mu nie zaszkodzi. Tamtego wieczoru wybieraliśmy się na całonocne przyjęcie weselne do przyjaciół Benity. Moja żona, która zawsze była nadopiekuńcza, niepokoiła się, że zostawiamy Damona w domu. Wiedzieliśmy jednak, że dziecko będzie pod opieką naszej stałej piastunki, do której mieliśmy absolutne zaufanie. Podczas przyjęcia w pewnym momencie wydało mi się, że śnię na jawie. Ujrzałem Damona, jak leży w domu w swojej kołysce. Widziałem, że ma zsiniałe i pomarszczone usta, skórę tak białą, że niemal przezroczystą, i mocno zamknięte oczy. Było to więcej niż przeczucie lub nieokreślony niepokój. Miałem wrażenie, że stoję nad nim i wszystko dokładnie widzę. Musiało się dziać coś bardzo niedobrego. Zerwałem się z krzesła i pociągnąłem za sobą Benitę. - Chodź, musimy wracać - nalegałem. Zaskoczona wstała z miejsca, ku zdumieniu pewnego pana, lekarza, który siedział obok niej. Teraz z kolei jego chwyciłem za ramię. - Musi pan z nami pojechać. Nasze dziecko umiera! Lekarz spojrzał na Benitę. Uśmiechnęła się, usiłując ukryć zmieszanie. - Przepraszam - powiedziała. - Mój mąż rzadko pija wino. - Ale ja bardzo, bardzo pana proszę. Niech pan z nami pojedzie - usiłowałem pociągnąć go za ramię, lecz szarpnięciem wyrwał się z mojego uścisku. Dla Benity tego było już za wiele. - Nie, to ty pojedziesz ze mną - warknęła. Chwyciła mnie, wbijając mi ostre paznokcie w ramię. Kiedy tak szliśmy w stronę drzwi, miałem nadal przed oczami wyraźny obraz naszego umierającego dziecka i byłem bliski łez. - Oszalałeś? - krzyczała Benita. _ Co się z tobą dzieje? - Chodzi o Damona. Dzieje się coś złego - powiedziałem. Reagowałem w sposób zupełnie instynktowny i byłem absolutnie pewny, że przeczucia mnie nie mylą. Kwadrans później zatrzymałem się przed naszym małym domkiem, wyłączyłem stacyjkę i wyskoczyłem z samochodu. Pędem pobiegłem do pokoiku dziecinnego. Damon leżał starannie przykryty niebieskim kocykiem. Był trochę blady i miałem wrażenie, że jego wargi pozbawione są koloru, ale wydawał się zadowolony i pogrążony w normalnym śnie. Miał mocno zaciśnięte oczka, zupełnie jak nowo narodzony kotek.Postanowiłem wziąć go na ręce i podać Benicie do wieczornego karmienia. Kiedy odchyliłem kocyk i wyciągnąłem do niego ręce, zobaczyłem, że jego pieluszka przesiąknięta jest krwią.
Przegląd Reader's Digest 1995
|