|
| Wsrząsające powitanie |
|
|
| Czytelnia 2 - Krugerowie z afrykańskiego buszu | |
| Wpisał Kobie Kruger | |
| Niedziela, 17. Sierpień 2008 09:58 | |
|
Mieliśmy za sobą długi dzień, toteż pod wieczór byliśmy wyczerpani. W domu kompletny nieład - wszędzie pudła, skrzynie i meble. Wreszcie udało nam się ustawić łóżka na swoich miejscach i znaleźć w tym rozgardiaszu pościel dla wszystkich członków rodziny. Tak więc po pierwszym dniu w Mahlangeni w Parku Narodowym Krugera wszyscy położyliśmy się wcześnie spać: ja, mój mąż Kobus i nasze trzy córki - Hettie, Sandra i Karin. Po godzinie obudził mnie dziwny dźwięk. - Co to? - spytałam męża pogrążonego głęboko we śnie. Nie obudził się. Przez chwilę leżałam cicho, nasłuchując i myśląc o tym dziwnym, ciemnym domu, małej przystani na odludziu. Zaczęłam się zastanawiać, czy naprawdę coś słyszałam, czy to tylko wyobraźnia płata mi figle. I znów, zasypiając, usłyszałam ten sam dziwny hałas. Tym razem zdecydowanie obudziłam męża. - Kobus! Słyszałeś? - Hę? - Słyszysz to samo, co ja? Na dworze zaskrzeczał ptak. - Sowa - bąknął Kobus. - Nie o to mi chodzi! Słyszałam jakieś sapanie... Nasłuchiwaliśmy przez chwilę. Nad rzeką miliony żab rechotały pod niebiosa. Chrapał hipopotam. W oddali wył szakal. Inne dziwne odgłosy niosły się przez noc. Ale w domu panowała cisza. - Chyba ci się zdawało - oznajmił w końcu Kobus. - Odpręż się... i spróbuj zasnąć. - No dobrze - powiedziałam. Ten obcy, ciemny dom najwidoczniej trochę mnie rozstrajał. Zapadłam w głęboki sen. W środku nocy obudziła mnie jedna z córek, bo nie mogła trafić do łazienki. Panowały tam egipskie ciemności - nie można było zapalić światła, bo generator prądu działał tylko w dzień. Wzięłam latarkę z szafki nocnej i wstałam. Kiedy pomogłam córce, wróciłam do naszego pokoju. W snopie światła igrającym po łóżku jakiś cień - może jakiś ruch - przykuł moją uwagę. Podniosłam nieco latarkę i zamarłam z przerażenia. W kręgu światła widać było część wielkiego, szklistego ciała gada pokrytego ciemnymi plamami. To "coś" miało ogon w na wpół otwartej szufladzie mojej szafki nocnej, środek zwinięty na szafce, a resztę wplecioną w deszczułki wezgłowia. Widok był tak niesamowity, że na chwilę dech mi zaparto. - Kobus - jęknęłam. - Obudź się! - Co się dzieje? - Wąż... wchodzi nam do łóżka! Kobus, omotany prześcieradłem, zerwał się w okamgnieniu. - Nie podchodź - zakomenderował. Nie musiał mi tego mówić. Sama cofnęłam się aż do ściany. Kobus oswobodził się z prześcieradła, po czym podszedł do mnie po omacku. Podałam mu latarkę, oświetlił nią węża. - To pyton - oświadczył. Zamieszanie w pokoju wystraszyło gada, który zwinął się teraz bezpiecznie w szufladzie. Gdy tak przyglądaliśmy mu się z pełną grozy fascynacją, widok uchylonej szuflady coś mi przypomniał. W dzień, kiedy meble czekały jeszcze na zewnątrz na wniesienie, przechodziłam obok szafki nocnej i zauważyłam na wpół otwartą szufladę. Spieszyłam się, poza tym niosłam duże pudło, więc domknęłam szufladę nogą i nie popatrzyłam do środka. Najprawdopodobniej wąż już tam leżał. To był młody pyton, tyle że miał dwa metry długości - niewiele, jak na pytona, ale sporo jak na przeciętnego węża. Kobus wyciorem do strzelby "pomógł" wężowi wśliznąć się z powrotem do szuflady. Następnie zamknął ją i wyniósł szafkę do ogrodu. Towarzyszyłam mu z latarką. Postawił szafkę w pewnej odległości od domu i otworzył ostrożnie szufladę. Pyton kulił się nieśmiało w środku. Zostawiliśmy go tam i wróciliśmy do łóżka. Niech sam zdecyduje, kiedy ma wyjść. To dość wstrząsające powitanie okazało się odpowiednim preludium do naszego nowego życia w głuszy, w której zwierzęta poruszają się swobodnie, a ludzie muszą uważać, żeby nie wchodzić im w paradę.
|