HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY (6) - Jestem już po ślubie Drukuj Email
Czytelnia 2 - Historia kołem się toczy
Wpisał Anselma Głowacz   
Poniedziałek, 23. Sierpień 2010 17:28

 

   Andi czekał na mnie na dworcu. Bardzo tęsknił za mną i za moim zmysłem organizacyjnym. Kawalerskie czasy z Ryszardem się skończyły, Ryszard ożenił się i mieszkał teraz z żoną u jej rodziców. Andi chyba po raz pierwszy od dzieciństwa mieszkał sam. Na początku bardzo mu się podobało, ale w miarę upływu czasu okazało się, że przedtem całą organizację domu prowadził Ryszard, Andi nie miał o niczym pojęcia, nie wiedział, ile co kosztuje, komu i kiedy się płaci za gaz, krótko mówiąc, był nieco zagubiony. Próbowałam mu pomóc w miarę możliwości, ale nie było łatwo.

   Odwiedziny u niego nie wchodziły w ogóle w rachubę, gospodarze nie życzyli sobie pań w domu i wynajmowali pokoje tylko panom. W Klubie Polonijnym spotykałam często kolegów Andiego i czasami nie mogłam się nadziwić ich szalonym pomysłom. Na przykład temu jak rozwiązali problem płatności za gaz. Przy każdym mieszkaniu było coś w rodzaju automatu, do którego wrzucało się pieniądze. Jeśli w środku nie znajdowała się wystarczająca suma odpowiadająca zużyciu gazu, gazownia zakręcała kurek. Panowie zważyli dokładnie szylinga i „wyprodukowali" jego odpowiednik z lodu, który ważył tyle samo. Patent zdał egzamin, w momencie jak wysiadał gaz, wrzucali „lodowe pieniążki" do automatu. Kasjer, który co jakiś czas przychodził opróżniać „automaty", nie mógł się nadziwić, że tak mało gazu zużyli, ale nie miał żadnych dowodów na to, że jest oszukiwany. Polacy mieli niesamowity talent organizacyjny, zawsze wiedzieli, gdzie można coś dostać taniej, zepsute urządzenia nigdy nie były problemem, zawsze się znalazł ktoś, kto potrafił je naprawić, byli bardzo uczynni i pomocni.

   Tym bardziej dziwiło mnie, że Andi jest nieco, delikatnie mówiąc, niezaradny, ale za to miał niespożyte poczucie humoru, w jego towarzystwie nikt się nie nudził, co tu dużo mówić, był mężczyzną, z którym pokazać się było czystą przyjemnością. Chodziliśmy do klubu, czasami do parafii i nie umknęło mojej uwagi, że wiele dziewczyn się za nim ogląda. Nie bez znaczenia była jego znakomita znajomość języka, bez zastanowienia mógł brać udział w każdej rozmowie czy dyskusji, często pomagał też innym, tłumacząc formularze, bardzo często wiadomości z radia, zwłaszcza te, które dotyczyły jego kraju. Wiadomości z kraju odgrywały olbrzymią rolę w życiu Polaków. Po nich następowały przeważnie niekończące się dyskusje, których treści niestety nie rozumiałam.

   Czasami spotykałam moje koleżanki, najchętniej Rosemarie, ucieszyłam się bardzo na wiadomość, że poznała wreszcie miłego mężczyznę, ale od tej pory spotykałyśmy się coraz rzadziej, Rosemarie poznała rodziców swojego chłopca i wolne chwile spędzali z jego rodziną. Byłam szczęśliwa, że nie jestem sama, Andi był tak uroczy, kochałam go, nie mogłam się doczekać spotkania. Piękny okres w moim życiu. Nadchodziła zima, coraz wcześniej robiło się ciemno, skończyły się spacery po parku, było za zimno.

   Ostatni jesienny spacer po parku, Andi od samego początku strasznie podenerwowany, czuję się trochę niewyraźnie, czyżby wyleciał ze studiów? Bąka, jąka się, że sam mieszka, że ciężko, nie bardzo rozumiem, co chce powiedzieć, w końcu wydukał - kocham cię, wyjdź za mnie. Kocham go, będzie moim mężem, jestem nieprzyzwoicie szczęśliwa i oszołomiona! Na razie dociera do mnie tylko jedno - ślub, moje marzenie, mój cel, moja biała suknia!

   Nie wiem skąd, ale nagle wszyscy wokół mnie wiedzieli, że jestem zaręczona. Czułam się strasznie ważna, duma mnie rozpierała. Państwo, u których mieszkałam, cieszyli się ze mną, chociaż czasami miałam wrażenie, że woleliby, żebym poznała Anglika. Nie mogłam się doczekać spotkania z Marry, dosłownie przebierałam nogami, podchodząc do okienka, przy którym Marry wydawała obiady. Podobno miałam wyjątkowo głupią minę, byłam podniecona jak małe dziecko, które coś przeskrobało i szybko chce się przyznać, z daleka krzyczałam - wychodzę za mąż, wychodzę za mąż! Oczywiście tego rodzaju wypowiedź nie pozostaje bez echa, umówiłyśmy się na wieczór. Siedziałyśmy do późnej nocy, Marry spokojnie wysłuchała mojej relacji, po czym zaczęła mnie „ściągać na ziemię". W pierwszym momencie byłam trochę zła, ale musiałam jej przyznać rację, zadawała mi bardzo konkretne pytania, na które niestety nie miałam odpowiedzi, wstyd się przyznać, nad którymi się w ogóle nie zastanawiałam. Moje myśli krążyły wokół sukni ślubnej, która w trakcie naszej dyskusji okazała się najmniejszym problemem. Marry zadawała mi w tym momencie „nieprzyjemne" dla mnie pytania, gdzie będziecie mieszkać, z czego będziecie żyć i tak dalej, i tak dalej. Takie praktyczne podejście do sprawy denerwowało mnie, chciałam się cieszyć. Z perspektywy czasu muszę przyznać, że zachowywałam się dziecinnie. Jak to ładnie się mówi, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, rozmowa z Marry zmusiła mnie do zastanowienia się nad całą sytuacją. W międzyczasie Andi chwalił się zaręczynami wśród swoich znajomych, którzy okazali się jeszcze bardziej sceptyczni. Związek Polaka z Austriaczką w Anglii - jakoś przejdzie, ale co będzie, jeśli Andi zdecyduje się na powrót do Polski? Jak wielu Polaków w tym czasie Andi nie podjął jeszcze decyzji, czy zostanie w Anglii, czy też wróci do Polski. Korespondował z rodzicami i z wujkiem, który mieszkał w Lublinie, w listach nie było odpowiedzi na jego pytania, z czasem mieliśmy wrażenie, że nie wszystko mogą nam napisać, może listy były cenzurowane. Prasa i radio podawały często kompletnie sprzeczne wiadomości. Nie bardzo wiedzieliśmy, w co wierzyć (część listów jest u mnie - przyp. Krystyna). Termin ślubu został ustalony na 18 grudnia, głównie ze względu na moją mamę, która w tym dniu miała urodziny i wiedziałam od Steffi, że chce je spędzić w Anglii. Chciałam jej sprawić radość, poza tym cieszyłam się, że przynajmniej ktoś z rodziny będzie ze mną w tym pięknym momencie. Data nie była zbyt szczęśliwie wybrana, był okres adwentu, w związku z czym musieliśmy zrezygnować z muzyki w kościele i ślub nie mógł się odbyć przy głównym ołtarzu, lecz w pewnej odległości od niego. Jednak obecność mojej mamy na ślubie była dla mnie bardzo ważna, zwłaszcza że wiedziałam, jak bardzo swego czasu cierpiała z powodu mojego związku z Rudim.

   Andi prowadził nadal beztroskie życie studenta, był zachwycony moim zmysłem organizacyjnym i zdał się kompletnie na mnie. Schlebiało mi to bardzo, cieszyłam się, że mogę się wykazać zmysłem organizacyjnym, co wieczór z dumą opowiadałam, co mi się udało załatwić, Andi prawił mi komplementy, jaka to jestem zaradna i sprytna, sam koncentrował się głównie na nauce i tak zwanym życiu studenckim. Temat studiów nie leżał mu specjalnie, ale uniósł się ambicją i wszystko wskazywało na to, że doprowadzi sprawę do końca. Fakt, że Andi studiuje, podnosił też trochę mój status, wychodziłam za mąż za przyszłego inżyniera, miałam nadzieję, że mama będzie dumna ze mnie. Postanowiliśmy, siłą faktu, oszczędzać, ograniczając nasze pobyty w pubach. Większość czasu spędzaliśmy na spacerach po Dewsbury, oglądając wystawy sklepowe i marząc o dniu, kiedy ceny nie będą odgrywały już roli. Czasami zachwycałam się jakąś szmatką bardzo wybitnie i Andi mówił wtedy, że ładnie by mi było w tym czy w tamtym, byłam przekonana, że mi zrobi niespodziankę, ale najwyraźniej moje delikatne aluzje nie docierały do niego.

   Termin ślubu się zbliżał, trzeba było się zdecydować na lokal, kwiaty - Andi słuchał mnie zawsze z wielkim zainteresowaniem i czekał na propozycję z mojej strony, ledwo poddałam jakiś pomysł - odpowiedź była zawsze ta sama - ty już to zrobisz - ja młoda i głupia cieszyłam się, że tak bardzo mi ufa i tak bardzo we mnie wierzy.

   W Anglii było przyjęte, że przyjęcie ślubne odbywa się w domu panny młodej, co oznaczało dla mnie masę pracy i jeszcze większą masę wydatków. Andi był głównie zajęty organizacją ubrania dla siebie. Właściwie nigdy nie rozmawialiśmy na temat pieniędzy, było jasne, że musimy oszczędzać. Byłam nieco zdziwiona, że Andi nigdy mnie nie pyta o koszty ślubu czy sukni, ale ambicja nie pozwalała mi spytać go o pieniądze. Postanowiłam przerobić pierścionek zaręczynowy od Ru-diego i pierścionek, który dostałam od mamy „na szczęście", na obrączki ślubne.

   W przeddzień ślubu dowiedziałam się od mojej siostry, że mama jest wprawdzie w Londynie, ale nie może przyjechać na mój ślub. Byłam bardzo rozczarowana i gubiłam się w domysłach - dlaczego? Dużo później dowiedziałam się, że była przeciwna małżeństwu z Polakiem. Cierpiałam bardzo, ale nigdy nie przyznałam się Andiemu, co było prawdziwym powodem jej nieobecności.

   Andi musiał być w kościele godzinę przed ślubem, taki był zwyczaj, Ryszard był świadkiem i przyjechał mnie odebrać, miał mnie poprowadzić do ołtarza. W ostatniej chwili przestraszyłam się, że może Andi nie ma dosyć pieniędzy ze sobą, więc wyskrobałam resztki, prosząc Ryszarda o przekazanie Andiemu. Po ślubnej ceremonii zaprosiliśmy parę gości do pubu na kieliszek wina.

   Marry pomagała mi się ubrać, ślubna suknia była prezentem od niej i była przepiękna. Rosemarie walczyła z moimi upiornymi włosami i z welonem, który miał ze trzy metry długości i najwyraźniej nie chciał się usadowić na mojej głowie. Jeszcze bukiet, białe chryzantemy, i możemy iść. Taksówka podjechała trochę za wcześnie, więc postanowiłyśmy z taksówkarzem wypić jednego na odwagę, jeszcze poczta - telegramy od mojej mamy i siostry, od rodziców Andiego, od wujka Adama, zrobiło mi się trochę raźniej.

   Podczas ceremonii w kościele było tak cicho, że wydawało mi się, że słychać nasze serca - puk, puk - chyba po raz pierwszy widziałam, że Andi jest naprawdę zdenerwowany. Nie wiedział, co zrobić z rękoma, i miałam wrażenie, że po ceremonii odetchnął z ulgą, że może mnie wziąć w ramiona. Prosto z kościoła pojechaliśmy do fotografa, który zrobił nam parę zdjęć pamiątkowych, potem dalej do pubu, gdzie czekali na nas znajomi. Na prezenty nikt nie miał pieniędzy, ale postawili parę drinków na naszą cześć, co trochę oszczędziło nasz budżet.

   Przyjęcie u mnie w domu było tylko dla najbliższych przyjaciół, nerwy puszczały i robiło się coraz weselej, bawiliśmy się do rana. Pod koniec panowie przeszli do innego pokoju, panie zabrały się za porządki. Zwyczajowo robi się nowożeńcom jakiś kawał, goście poszli i zaczęliśmy się z Andim zastanawiać, co też mogli wymyślić, przez cały wieczór staraliśmy się mieć ich na oku, ale nic nie zwróciło naszej specjalnej uwagi. Koniec końców, zmęczenie wzięło górę, ostrożnie uwalniałam się z mojej sukni, postanowiłam ją po ślubie sprzedać, Andi szarpał się z krawatem. Nareszcie pod kołdrą, nareszcie sami. Nagle otwierają się drzwi i cała banda stoi przed naszym łóżkiem z butelką szampana. Nietrudno się domyślić, że nas, delikatnie mówiąc, zaskoczyli, pierwszy szok minął i zabawa zaczęła się od nowa, przyjęcie ślubne zakończyliśmy śniadaniem z przyjaciółmi, niespodzianka się udała.

 

   ANSELMA GŁOWACZ. „HISTORIA  KOŁEM SIE TOCZY". Wydawnictwo Poligraf. Brzezia Łąka. Cena 29,90 zł
Książka do nabycia m.in. w księgarniach sieci Empik lub w i wydawnictwie:   Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.