|
Po ślubie Andi zamieszkał ze mną, ale na dłuższą metę musieliśmy poszukać innego rozwiązania, zwłaszcza że Andi nie czuł się dobrze pod bacznym okiem ludzi, u których mieszkaliśmy. Nadal byłam pod kontrolą lekarską, mój stan się polepszył. Zupełnie przypadkowo dowiedzieliśmy się, że na przedmieściach Dewsbury są mieszkania do wynajęcia, zaczęliśmy rozważać za i przeciw, musielibyśmy wprawdzie pół godziny dojeżdżać autobusem, ale za to cena była przystępna, no i bylibyśmy sami. Dwa dni przed świętami Bożego Narodzenia przeprowadziliśmy się na Fleming-street. Mieszkanko było maleńkie. Od kolegów Andiego słyszałam, że przed ślubem często się spóźniał na wykłady, za to wychodził wcześniej - postanowiłam się zabrać za porządki, wykształcenie było bardzo ważne, decydowało w dużej mierze o naszej przyszłości, poza tym jak już nie pracuje, to niech się przynajmniej uczy jak trzeba. Andi wił się jak piskorz, czasami zachowywał się jak niesforne dziecko, złościł się na mnie, ale na wykłady chodził. Ze stypendium mieliśmy 46 funtów, z tego 12 dla mnie jako żony. Ponieważ nadal pracowałam, zaproponowałam, żeby te pieniądze zostawić w banku, kiedyś będzie trzeba kupić nowe meble i naprawdę się urządzić, a tymczasem moje zarobki zupełnie wystarczały na życie. Wiadomości z kraju były druzgoczące i Andi coraz poważniej zastanawiał się, czy nie osiedlić się w Anglii, chociażby dlatego potrzebne były oszczędności. Co sobotę jeździliśmy na duże zakupy, przeważnie na plac w Dewsbury, gdzie chłopi sprzedawali świeże jarzyny i owoce. Na placu spotykaliśmy prawie zawsze Ryszarda z Barbarą, często też kolegów Andiego ze studiów. Tym większe było moje zdziwienie, jak pewnej soboty Andi uparcie zaczął mnie ciągnąć w boczne uliczki, w końcu dotarłam do placu, rozglądam się, Andi zniknął, gdzieś z daleka słyszę - uhu-hu, uhuhu - Andiego pogwizdywanie, zza rogu macha do mnie ręką i chowa się co chwilę. Zrobiło mi się głupio, byłam bardzo dumna z mojego męża i chciałam się z nim pokazać, ale on się chował. Czyżby się wstydził przed kolegami studentami, że ożenił się z robotnicą? Zrobiło mi się przykro i jak najszybciej zakończyłam zakupy. Andi ciągle za rogiem. W drodze powrotnej do domu milczeliśmy i nie zamieniliśmy ze sobą ani jednego słowa. W domu rzuciłam zakupy na stół i spytałam wprost, czy się wstydzi, że się ze mną ożenił. Jego głupią minę trzeba było zobaczyć, ale nie popuściłam, musiałam wiedzieć, jaki jest powód jego dziwnego zachowania. W końcu wydusił z siebie, że jest winny 5 funtów kolegom, które pożyczył na zakup ślubnego ubrania. Zeźliłam się okropnie, bo nie znoszę długów, poza tym mógł mi w końcu powiedzieć. Czym prędzej dałam mu pieniądze i poprosiłam, żeby od razu pojechał i oddał. Ta zabawa powtarzała się tak długo, aż Andi przyznał się do wszystkich długów i mogliśmy znowu spokojnie chodzić na zakupy bez zabawy w chowanego. W lutym okazało się, że jestem w ciąży, tysiące myśli chodziło mi po głowie i nie bardzo wiedziałam, jak tę radosną nowinę przekazać Andie-mu. Postanowiłam najpierw porozmawiać z Marry. Długo dyskutowałyśmy o argumentach za i przeciw. Tak bardzo chciałam mieć dziecko, ale tak krótko po ślubie? Chciałam najpierw podjąć decyzję sama dla siebie. Na pewno nie będzie łatwo. Postanowiłam na razie nic nie mówić, ale jak długo? Widziałam, jak nowe problemy dosłownie rosną w oczach, z drugiej strony lekarz od dawna mi radził, żeby zajść w ciążę. Biedny Andi siedzi w domu nieświadomy burzy, która nieuchronnie się zbliża. Jak zareaguje? Podejrzewam, że nie będzie zachwycony, tak naprawdę sam jeszcze nie jest dorosły, a tu dziecko, obowiązki. Raz kozie śmierć! Powiedziałam, a raczej wyrzuciłam z siebie - jestem w ciąży. No i jak przewidziałam - głupie pytanie - jak to możliwe? No jak myślisz? Bez zachwytu, ale też bez wyrzutów pozostawił decyzję mnie. No cóż, kto wie, czy później będzie lepiej, pewnie inaczej. Tak długo marzyłam o dziecku. Krótko mówiąc, trzeba nasze życie znowu nieco zreorganizować, a także szukać nowego mieszkania. Od dzisiaj naszą dewizą życiową jest oszczędzać, oszczędzać i jeszcze raz oszczędzać. Dużo znajomych miało małe dzieci, co pozwalało mieć nadzieję, że niektóre rzeczy „odziedziczymy", niektóre będzie można kupić taniej - to nieco poprawiło nasz ogólny stan paniki. Ruszyliśmy na poszukiwanie mieszkania dla naszej rodziny - jak dumnie to brzmiało! Szukaliśmy i szukaliśmy, ale albo mieszkanie było nie takie, albo cena, a czas mijał, brzuszek rósł, byłam już w siódmym miesiącu. Dowiedzieliśmy się o mieszkaniu, a właściwie ściślej ujmując, dowiedzieliśmy się o samotnym mężczyźnie, który szukał kogoś, kto by się zajął jego domem i gotowaniem. W zamian za tę pomoc można było tanio u niego zamieszkać. Postanowiliśmy z Andim sprawdzić, o co chodzi. Pan okazał się w miarę sympatyczny i stosunkowo szybko się dogadaliśmy. Z dzisiejszego punktu widzenia okolica była, łagodnie mówiąc, brzydka, typowo fabryczno-robotnicza. Parę sklepów, żadnych parków, ale za to miała coś, co dla mnie miało olbrzymie znaczenie, szpital położniczy za rogiem. Domy z czerwonej cegły, brudne podwórka z krzywymi trzepakami, sznurami, na których suszyło się pranie, i murkami, za którymi był śmietnik. Mieszkały tam całe generacje rodzin pracujących w pobliskich fabrykach. Wszystko dookoła było brudne i szare, nie tylko ulice, dzieci były brudne i zaniedbane, kobiety zmęczone, mężczyźni zrezygnowani - ale wtedy widziałam zupełnie co innego. Nasze gniazdko, miejsce dla mojej rodziny. Zajmowaliśmy pokój na pierwszym piętrze, na dole mieszkał właściciel, którego praktycznie cały dzień nie było, bo pracował w pobliskiej fabryce. W drobnych pracach typu wstawienie drzwi - nie do uwierzenia, ale wynajęliśmy pokój bez drzwi - pomagali nam znajomi Andiego. Postanowiliśmy pojechać do centrum, najpierw do banku po pieniążki, potem po nasze pierwsze nowe meble. Nic wielkiego, łóżko, szafę i oczywiście łóżeczko dla dziecka. Byłam dumna z siebie, że od początku naszego małżeństwa wpadłam na pomysł, żeby stypendium Andiego odłożyć. W piątek pojechaliśmy do miasta, żeby się nieco rozglądnąć, porównać ceny. Fakt, że znaleźliśmy sklep, który proponował płatność w ratach, wprawił mnie w iście szampański nastrój, będziemy mieli większą swobodę w wyborze. Meble były ładne, cena w miarę przystępna, więc nie było sensu się dłużej zastanawiać - idziemy do banku po pieniążki. Całą drogę buzia mi się nie zamyka, tyle mam planów, radość mnie rozpiera, za to im bliżej banku, tym bardziej małomówny staje się mój małżonek. No trudno, myślę, zagadałam go na śmierć. U progu banku Andi jak zawsze elegancko otwiera drzwi, przepuszcza mnie, ale nie idzie dalej, stoi w drzwiach i jak z zaświatów dociera do mnie to, co mówi: - nie mamy po co wchodzić, nie wpłaciłem pieniędzy do banku. Patrzę na niego i wydaje mi się, że za chwilę mnie jasny szlag trafi - że co proszę?!! Andi patrzy na mnie, jakby w ogóle nie rozumiał, dlaczego ja się tak denerwuję. W końcu, gdzie jest problem, zapłacimy na raty, w najgorszym wypadku możemy poprosić wujka, żeby za nas poręczył. Brakuje mi słów - a jest to w moim przypadku sytuacja absolutnie wyjątkowa. Nie wiem, co mam myśleć. Gdzie on te pieniądze przepuścił? Pojechaliśmy do domu, pierwsza wielka kłótnia. Nie dowiedziałam się nigdy, co się stało z tymi pieniędzmi. Dużo później, jak już lepiej znałam mojego męża, doszłam do wniosku, że pewnie zapraszał znajomych do ekskluzywnej restauracji. Krótko mówiąc, przepuścił w wesołej atmosferze. Meble przywieziono, stało się dokładnie tak, jak Andi wymyślił, wujek poręczył i nie było problemu. Ciążę znosiłam niespecjalnie, bez przerwy miałam nudności. Nasza kuchenka była mała, więc podejrzewam, że musiało wyglądać to śmiesznie, gdy mieszając w garnku, wychylałam głowę przez okno, bo każdy zapach powodował nudności. Byłam pod ciągłą opieką lekarską i od strony medycznej było wszystko lepiej niż dobrze, nawet moje płuca jakby się uspokoiły. Co piątek odbywało się pranie. Z koszem pod pachą podreptałam na podwórko powiesić bieliznę. Nagle za mną otwiera się okno, pijana sąsiadka wrzeszczy na mnie: - Ty pieprzona Austriaczko, powieś sobie swoje pranie w Wiedniu, wracaj do domu, tu cię nie potrzebujemy! Jeszcze staram się ją zignorować, ale już stoi przede mną: - Zjeżdżaj, zabiję ciebie, już ja ci załatwię, że urodzisz trupka. To mi wystarczyło, wpadłam w szał, najpierw „paniusię" zlałam sznurem od bielizny, a potem rzuciłam się jej do gardła, przycisnęłam do muru przy śmietniku i chybabym zadusiła. Na szczęście przybiegli sąsiedzi i odciągnęli mnie od niej - cała zdyszana wrzasnęłam jeszcze za nią: - Żebyś mi się więcej na oczy nie pokazała, ty kurwo jedna! Półżywa poszłam do domu, wieczorem wrócili moi panowie. Chciałam im opowiedzieć, co się wydarzyło, ale nie było potrzeby, bo cała mieścina już wiedziała. Okazało się, że „pańcia" była postrachem całej okolicy, także radość była wielka, że nareszcie dostała od kogoś w łeb. Siedzimy, pijemy herbatę, a tu nagle znowu ta małpa stoi przed drzwiami i wrzeszczy jak opętana do Andiego: - Twoja żona mnie pobiła, wszędzie mam siniaki. Jednym skokiem znalazłam się przy niej i jej szczęście, że sąsiedzi mnie powstrzymali. Andi oczywiście: - Selma, jak możesz? l w ogóle z kimś takim? Nie miałam czasu na odpowiedź - wyrwałam do toalety oddać się mojemu w tych czasach „stałemu" zajęciu. Na drugi dzień dzwonek do drzwi - policja. No tego jeszcze brakowało, ta dziwka poszła na policję i powiedziała, że się z nożem na nią rzuciłam! Nie było wyjścia, poprosiłam panów do mieszkania, dałam herbatki i czekam. - powiedz, co się stało, tylko ładnie po kolei - no to opowiadam, skończyłam, a oni w śmiech. Okazało się, że pani od dawna rozrabia, policjanci byli wręcz wdzięczni, że ktoś dał jej w kość, i mieli nadzieję, że przez jakiś czas będą mieć z nią spokój. Poradzili mi, żeby ją zaskarżyć. Jakby nie było, byłam w ciąży pod „specjalną ochroną". Przez następne dni stałam się gwiazdą osiedla - ludzie, których w ogóle nie znałam, gratulowali mi i podawali mi dłoń. Dotychczas nie miałam specjalnie znajomych w tej okolicy, oprócz włoskiej rodziny, która sąsiadowała z nami. Przeżycia spowodowały, że nie czułam się specjalnie dobrze, byłam zmęczona i podrażniona. Tylko Andi był lekko zażenowany zajściami, ale byłam za bardzo wściekła na babę, by się przejmować delikatną naturą męża. Cdn.
ANSELMA GŁOWACZ. „HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY'. Wydawnictwo Poligraf. Brzezia Łąka. Cena 29,90 zł. Książka do nabycia m.in. w księgarniach sieci Empik lub w wydawnictwie:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.
|