24 grudnia o czwartej po południu raczył wyjść ze mną na zakupy, byłam w skrajnej rozpaczy, ale na wszelki wypadek nie mówiłam nic, awantura była ostatnią rzeczą, która by mi była w tej sytuacji potrzebna.
STOIMY na Karmelickiej, ciemno dookoła, parę sklepów jeszcze otwartych, na całe moje szczęście, pierwszy, do którego wchodzimy, podzielony jakby na dwa oddziały, jedna strona na produkty piśmienne, po drugiej znajdują się zabawki.
Nie jest źle - myślę sobie - coś znajdziemy, zwłaszcza że Krysia jeszcze mała i nie bardzo wie, o co chodzi.
Znaleźliśmy papier listowy dla teścia, ale z zabawkami było gorzej, kolejki, autka, rozglądałam się za jakimś misiem czy lalką, nie ma, nie ma nic. Gnamy do następnego sklepu, udało nam się kupić jakieś koraliki dla teściowej i cioci, ale nadal nie mamy prezentu dla Krysi! Widzę, że niektóre sklepy już zamykają i ogarnia mnie panika i cholerna złość na męża, bo w końcu, jeśli już nie ja, to on powinien wiedzieć, że trzeba było dużo wcześniej kupić prezenty, ale Andi zamiast cokolwiek wymyślić, uparł się na kolejkę, która nie dość, że dla Krysi kompletnie bez sensu, to jeszcze do tego naprawdę tak obrzydliwa, że się trzeba było domyślić, co to w ogóle jest.
Wybiegłam ze sklepu, Andi za mną, no i nie udało się uniknąć awantury. Od słowa do słowa, wkurzył się, obrócił na pięcie i poszedł. Zanim się pozbierałam, już go nie było widać. Zgłupiałam, nie wierzyłam oczom.
Stoję gdzieś w środku miasta i nie mam pojęcia, gdzie jestem, a co gorsza, nie mam pojęcia, jak się nazywa ulica, na której mieszkam, no nie wiem, czy może być jeszcze gorzej, ale chyba tak, bo na dodatek nie mogę nikogo spytać - bo i jak, znam tylko parę stów po polsku. Stoję, rozglądam się dokoła, próbuję sobie przypomnieć, z której strony przyszliśmy, ale kręciliśmy się po ulicy tam i z powrotem, a ja oczywiście nie zwracałam uwagi na to, gdzie idziemy. Rozpłakałam się na dobre, ale nie było rady, jakoś muszę sobie poradzić, zaczęłam się rozglądać po budynkach, usiłując sobie przypomnieć, czy już kiedyś tędy przechodziłam. Raz zaczepiłam kogoś, starając się wymówić swoje nazwisko w nadziei, że teść jest na tyle znany w okolicy, że może mi ktoś pomoże, ale przy mojej wymowie najbardziej znane nazwisko brzmiało obco. Kawałek po kawałku jakoś dotarłam do domu, teściowa otworzyła mi drzwi, nieco zdziwiona, że jestem sama, parę minut po mnie przyszedł Andi i zasiedliśmy do kolacji wigilijnej.
PIĘKNIE nakryty stół, gałązki jodły, wszyscy stoją. Nie wiem oczywiście co dalej, więc stoję z nimi i usiłuję się domyślić, o co chodzi. Teściowa trzyma w ręku talerzyk, na którym leży opłatek przybrany gałązką i podchodzi do każdego z nas, najpierw do teścia, potem do Andiego, każdy z nich odłamuje kawałek opłatka i coś do siebie mówią. Domyślam się, że życzą sobie wszystkiego dobrego, ale dopiero po świętach Andi mi wyjaśnia tę tradycję. Szkoda, że nie zrobił tego wcześniej, byłoby mi łatwiej i przyjemniej.
Nie wiedząc, o co chodzi, czuję się obco i nieco nie na miejscu, zwłaszcza że Andi milczy. Staram się robić dobrą minę, choćby ze względu na Krysię, no i żeby uniknąć niewygodnych pytań. Nie jesteśmy sami, są jeszcze przyjaciele teściów, którzy ciekawie obserwują moją reakcję. Dużo później dowiaduję się, że potrawy są tradycyjne, czerwony barszcz z uszkami, karp, tak, ten z wanny, teraz w galarecie - specjalność teścia, kapusta z grzybami. Wigilia jest w Polsce dniem postnym, co też dla mnie jest nowe i nie bardzo zrozumiałe, ale chwilowo nie zastanawiam się nad tym. Po kolacji, która wbrew moim najgorszym przewidywaniom upłynęła w bardzo miłej atmosferze, nawet Andi szepnął mi do ucha: - przepraszam, kocham cię. Przechodzimy do salonu, gdzie stoi olbrzymia choinka. Widzę podziw w oczach Krysi i coraz bardziej się uspokajam, nie powiem, że niepotrzebnie się denerwowałam, ale gdybym wiedziała, że teściowa już dużo wcześniej kupiła zabawkę dla wnuczki, byłoby mi łatwiej.
Bunia śpiewa kolędy, jestem nieco zdziwiona metamorfozą teściowej, jest wręcz przyjazna, uśmiechnięta, nawet mnie na chwilę przytula do siebie, jakby całe szaleństwo przedświąteczne nigdy się nie zdarzyło. Siedzimy teraz wokół choinki, widzę szczęście w oczach teściów i uświadamiam sobie, że przecież od lat czekali na syna, że są to pierwsze święta od chyba ośmiu lat z całą rodziną. Ciocia Mania ma nieobecny wyraz twarzy, mam wrażenie, że myślami jest gdzieś w przeszłości. Przez chwilę moje myśli krążą wokół mojej rodziny. Jak im się wiedzie, jak spędzają święta? Robi mi się strasznie smutno, uciekam do łazienki, żeby się wypłakać, myję twarz, wracam i jest mi trochę lżej. O północy idziemy na pasterkę, jestem zdziwiona liczbą ludzi na ulicy o tej porze, kościół pęka w szwach, niektórzy stoją na schodkach przed wejściem - to też mnie dziwi, bo w Austrii nie widziałam nigdy takiej liczby ludzi w kościele. Powoli ogarnia mnie spokój i rodzaj nadziei, którą tylko może dać Bóg, klęczę i myślę:
SELMA, jakoś to będzie, jesteście dopiero dwa miesiące w Polsce, jakoś to będzie. W tym czasie w Polsce:
2 maja - wprowadzono reglamentację mydła i proszków do prania;
3 maja - została nadana pierwsza audycja Radia Wolna Europa z Monachium w języku polskim;
8 maja - biskupi polscy, zebrani w Krakowie, skierowali list do rządu PRL zawierający protest przeciwko szykanowaniu Kościoła i ingerencji w jego sprawy wewnętrzne. Krytyce poddano ograniczanie możliwości wydawania czasopism katolickich i wymuszanie na księżach ślubowań na wierność państwu;
12 maja - wprowadzono reglamentację cukru i słodyczy (dopuszczając jednocześnie wolną sprzedaż cukru po tzw. cenach komercyjnych);
22 lipca - uchwalono tzw. stalinowską konstytucję. Przyjęto m.in. nową nazwę państwa PRL, zniesiono urząd prezydenta, powołano Radę Państwa.
1953
5.03. - śmierć Stalina, Katowice - Stalinogród;
25.09.1953 - UB aresztuje kardynała Wyszyńskiego.
Cdn.
ANSELMA GŁOWACZ. „HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY". Wydawnictwo Poligraf. Brzezia Łąka.
Książka do nabycia m.in. w księgarniach sieci Empik lub w wydaw-lictwie:
Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.