HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY (17) - Andi z bukietem kwiatów Drukuj Email
Czytelnia 2 - Historia kołem się toczy
Wpisał Anselma Głowacz   
Poniedziałek, 25. Październik 2010 21:08

 

   Idę do lekarza, bardzo miły starszy pan, głupio mi, że łżę jak pies. Opowiadam jakąś bajeczkę o znajomej, ale widzę, że nie wierzy i już wyobrażam sobie siebie machającą chusteczką towarzystwu na pożegnanie. Zlitował się nade mną, udał, że wierzy - podpisał - jedziemy. Zbiórka po obiedzie, wrzucam do torby parę rzeczy - gotowe.

   Jedziemy pociągiem, tym razem nic już mnie nie dziwi, normalka. Na miejscu robimy drobne zakupy, kawałek kiełbasy i obowiązkowa wódka, bez niej nie wypada się w ogóle pokazać. Przychodzimy, na stole kanapki, część znajomych już jest, pozostali faktycznie udali się na spotkania z rodzinami. Jest wesoło, kieliszki napełniają się coraz szybciej. Na początku mam drobne wątpliwości. Do tej pory, jeśli piłam alkohol, to było to wino czy likier. Humor mam coraz lepszy, nie wiem, czy to zasługa obecności Guido, czy wódeczki. Zaczyna mi być wszystko jedno, w końcu jestem wśród przyjaciół. Upiję się, no to się upiję. Zapomnę na chwilę o wszystkich zgryzotach, jest fajnie, jest cudownie. Śmiechy, wygłupy - mam wrażenie, że bardziej pomagają niż wszyscy lekarze tego świata.

   Wszystkie kłopoty, zmartwienia giną gdzieś w oddali, schowane za mgiełką alkoholową. Ale dobrze! A ponieważ tak dobrze, no to jeszcze jednego. Słowa zaczynają mi się plątać, głowa robi się dziwnie ciężka i opieram ją na ramieniu Guido. Znajoma widzi, co się dzieje.

   - Selma, połóż się na chwilę na kanapie, jesteś blada jak ściana.
Nie protestuję, kładę się. Wokół mnie wszystko krąży, głosy docierają jak z zaświatów. Co się dzieje? Guido dosiada się do mnie.

   - Selma, wszystko w porządku?

   Nic nie jest w porządku. Zrywam się i gnam (na ile mi nogi pozwalają) do toalety, jest mi niedobrze, potwornie niedobrze. Za drzwiami Guido. Niech to diabli wezmą! Wydaje mi się, że pozbyłam się całej zawartości mojego żołądka, zbieram się na odwagę i wracam do pokoju. Wyglądam prawdopodobnie jak upiór, Guido kładzie mnie do łóżka i przynosi usłużnie wiaderko. Próbuję się tłumaczyć, ale język odmawia mi posłuszeństwa. Przynoszą herbatę.

   - Pij, to ci pomoże. Akurat! Cała zabawa zaczyna się od początku. Gdyby nie Guido, chybaby mi wpadła głowa do wiaderka. Złośliwa podświadomość szepcze mi do ucha: Tak to sobie wyobrażałaś, Selma? Romantycznie, bardzo romantycznie!

   Trudno powiedzieć, co było gorsze, stan „upojny" czy też kac na drugi dzień. Mam pragnienie, jakbym noc spędziła na pustyni, głowa mi pęka. Wokół mnie specjaliści od kaca podają wodę, aspirynę, kawę - nie wiem, co pomogło, ale po południu mogę się już śmiać i niepewnie wysłuchuję relacji z poprzedniego wieczoru, licząc na dyskrecję współbiesiadników.

   Spotykałam się z Guido codziennie. Nareszcie ktoś dbał o mnie, zaproszenia, małe prezenty - tak bardzo mi tego brakowało w domu. Czułam, że się zakochuję. Nie szkodzi, nigdy nie miałam zamiaru opuścić Andiego. To było zupełnie coś innego, wakacyjny romansik, w sumie niewinny. Chodziliśmy na spacery, siedzieliśmy godzinami na ławce w parku, rozmawiając. Guido opowiadał mi o sobie, jest rozwiedziony i ma dwójkę dorosłych dzieci, mieszka w Sieradzu z matką.

   W sanatorium istniały różne przepisy, nieprzestrzeganie ich groziło wydaleniem. Wszystko szło gładziutko, aż do pewnego wieczoru. Spóźniłam się, bo zagadałam się z Guido. Stoję przed bramką, jest pięć po ósmej, do ósmej mieliśmy być na miejscu.
Na drzwiach wisi kartka: „Jestem w kotłowni". Dzwonię - nic. Próbuję się domyśleć, co ta wiadomość może oznaczać. Słowo „kot" znam, ale „kotłowni"? Czekam, robi się coraz później i zaczynam się niepokoić, na pewno zauważą, że mnie nie ma. Nie ma rady, muszę czekać. Jeśli jest jakaś wiadomość, to znaczy, że ten ktoś przyjdzie. Na całe moje nieszczęście przychodzi mój lekarz, patrzy na mnie groźnym wzrokiem.

   - Co pani tu robi?

   Więc próbuję tłumaczyć, że ten ktoś poszedł - no właśnie, i co - próbuję więc coś wymyślić, karmić koty? Ale jest „w", z którego nie bardzo wiem, jak wybrnąć, może „w dom po koty". Widzę niedowierzanie w oczach lekarza, no cóż, sama nie bardzo wierzę w to, co mówię. Zamykam buzię i czekam na burzę, ale dotąd poważny pan uśmiecha się.

   - Dobrze, dobrze niech pani idzie do pokoju.

   Guido na drugi dzień tłumaczy mi napis, pokładam się ze śmiechu na wspomnienie mojej rozmowy z lekarzem. Moje spóźnienie dostarczyło pożywki nowym plotkom, ale nie przejmuję się specjalnie, mój pobyt kończy się za parę dni i w myślach wracam do rzeczywistości. Wbrew przewidywaniom, tęskniłam za domem, zgodnie z przewidywaniami - brakowało mi Krysi. Uknuliśmy z Guido plan na korespondencję, nadszedł czas wyjazdu.

   Na dworcu w Krakowie czekał na mnie Andi z bukietem kwiatów. No proszę, trzy tygodnie przerwy nieoczekiwanie przysłużyły się naszemu małżeństwu. Wita mnie czule.

   - Selma, dużo myślałem, porozmawiamy wieczorem. W domu Krysia rzuca mi się w ramiona, dobrze wygląda, jest wesoła - oddycham z ulgą. Wieczorem Krysia zasypia, siedzimy przy szklance herbaty przy stole, Andi ma poważną minę, u niego rzecz prawie niespotykana.

   - Selma, to, co ci teraz powiem, jest bardzo ważne. Pamiętaj jedno, ta rozmowa musi pozostać między nami, nie wolno ci nikomu, naprawdę nikomu, nawet najlepszej przyjaciółce kiedykolwiek coś na ten temat wspomnieć. To, co ci teraz opowiem, jest tajemnicą, która decyduje o naszym i Krysi życiu. Jesteś moją żoną i musisz wiedzieć i musisz mi pomóc, sam nie dam sobie z tym wszystkim rady. I zaczyna opowieść:

   Na statku byłem przesłuchiwany. Musiałem im opowiedzieć wszystko, chcieli znać każdy szczegół, o mnie, o tobie, o twojej rodzinie i o twojej przeszłości. Chcieli się dowiedzieć, co robiłem za granicą. Selma, słuchaj mnie uważnie - nie wolno ci nigdy wspomnieć, że byłem w Armii Andersa. Naopowiadałem im jakichś bzdur, a moją ucieczkę z Polski zwaliłem na strach przed konsekwencjami wypadku w harcerstwie. Nie wiem, czy uwierzyli. Wyjazd do Anglii poparłem faktem, że mój wujek tam mieszka i liczyłem na pomoc, o wujku wiedzieli, więc nie było problemu. Pytali, czy kocham swój kraj. Oczywiście, że tak, przecież dlatego wróciłem. Ale akurat przy tym pytaniu zauważyłem, w co się wkopałem. Bo następne było nieuniknione.

   - Chce pan pomóc w odbudowie kraju?

   - Oczywiście, że tak.

   Ja dureń myślałem, że poślą mnie do usuwania gruzu, może do pracy w fabryce, w końcu miałem studia. Wiedzieli dokładnie, dlaczego rozmowy tego typu przeprowadzają, zanim jeszcze ktoś miał okazję porozmawiać z rodziną i zorientować się w sytuacji. Dzisiaj jestem mądrzejszy, wiem, co jest grane, ale wtedy na statku... Selma, ja byłem dumny! Myślałem, że się na mnie rzucą z pyskiem, a oni mi dawali możliwość pomocy w tworzeniu nowej Polski, a ja, kretyn skończony, byłem tym zachwycony. Miałem tysiące pytań, ale powiedzieli, że teraz nie czas i miejsce, że skontaktują się ze mną w Krakowie. Jedyne, co mnie zaniepokoiło, to fakt, że prosili, żeby z nikim na ten temat nie rozmawiać, ale - mój Boże - miałem tysiące innych spraw na głowie, ojciec stał w porcie. Jakoś nie zastanawiałem się nad tym.

 

Cdn.


   ANSELMA GŁOWACZ. „HISTORIA KOŁEM SIĘ TOCZY'. Wydawnictwo Poligraf, Brzezia Łąka.
   Książka do nabycia m.in. w księgarniach sieci Empik lub w wydawnictwie: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć.