Prawa autorskie

Jeżeli stwierdzisz, że na mojej stronie zostały naruszone Twoje prawa autorskie, skontaktuj się ze mną, a wiersz lub tekst zostanie natychmiast usunięty z serwera.
Początek:

 

  • W moich włosach zanurzasz swe dłonie, w moich ustach Twoje usta. I nie ma już słów. Mówisz dotykiem. Mówisz pocałunkiem. Tak mów. Chcę słuchać tych słów bez słów.
Chcę Ci tutaj pokazywać świat widziany MOIMI oczami... Drukuj Email
Wpisał Marek   

   Mam na imię Marek. Urodziłem się w wojewodztwie lubuskim. Dzieciństwo i i wczesną mlodość spędziłem w Kargowej. Przez całe dorosłe życie związany jestem z Poznaniem. Tutaj urodziły się moje dzieci. Najpierw syn, a po ośmiu latach Asia, najwspanialsza na świecie córka. Mam troje wnucząt - 19-letnią Martę i małą, rozkoszną czterolatkę, Zuzankę, która - co tu ukrywać - od 2007 roku przesłania mi świat. W czerwcu 2009 roku urodził się Bartuś, braciszek Zuzanki, mały, wiecznie uśmiechnięty i wciąż wyciągający do mnie swe malenkie rączki chłopczyk, który swoim pogodnym i spojrzeniem przynosi wszystkim wiele radości. I on przesłonił mi świat najbardziej.

   Przed wielu laty dotknęło mnie, przez długi czas nierozpoznane, a przez to nieleczone ZZSK. Byłem wtedy przekonany, że to w zasadzie koniec normalnego życia. Przez kilka lat nie mogłem normalnie funkcjonować. Środki przeciwbólowe niewiele pomagały. Z powodu nieustannego bólu kręgosłupa i pleców nie mogłem spać - całe noce spędzałem na siedząco. Nie było mowy o pracy, czy jakimkolwiek działaniu. Wkrótce po ukończeniu czterdziestego roku życia byłem już rencistą z usztywnionym i bolącym bez przerwy kręgosłupem. Z wizją, że resztę życia mogę spędzić na inwalidzkim wózku.

   Jednak któregoś dnia postanowiłem, że podejmę walkę ze swoją chorobą. Rozczulanie się nad sobą i załamywanie rąk nie było żadnym rozwiązaniem. Paraliżowało i uniemożliwiało jakiekolwiek działanie. Dlatego tę walkę trzeba było podjąć zaraz i natychmiast. O swoich zmaganiach z postępującą chorobą i rozpoczęciu życia "na nowo" napisałem w 2004 roku (
przeczytaj...), gdy nieśmiało próbowałem ze swoją stronką zaistnieć w Internecie.

   Przez kilkanaście lat prowadziłem zajęcia z języka angielskiego z dziećmi w jednej z poznańskich szkół podstawowych. Dzisiaj to już przeszłość. Trudno było wtedy pracować z wyciskającym łzy bólem, ale nauczyłem się go pokonywać w bardzo prosty sposób. Dzieci nie mogły przecież widzieć, że cierpię. Musiałem się więc uśmiechać.

   Na początku września 2006 roku moja żona, Hania, doznała rozległego udaru mózgu. A po dziesięciu dniach następnego, któremu towarzyszył zator płuc. Przez długi czas znajdowała się w stanie zagrażającym życiu. W jednej chwili stanąłem w obliczu próby, o której w tamtym czasie myślałem, że nie przejdę.

   O tej nieustannej walce Hani ze straszną poudarową chorobą piszę na swojej stronce (zakładka  Ból i nadzieja)
- TYLKO DLA ZALOGOWANYCH).

   Dzisiaj, po prawie pięciu latach moja żona wciąż jest niezdolna do samodzielnej egzystencji. I chociaż uczyniliśmy ogromny krok do przodu, to jej być albo nie być wciąż jest niemal całkowicie zależne ode mnie. Na moich barkach spoczęło teraz jej życie. W moje ręce los włożył zadania, z którymi zmagam się nieustannie każdego dnia. 


   A mimo to uśmiecham się teraz do Ciebie. Od kilku lat jestem tutaj i dzielę się sobą z odwiedzającymi moją stronę - także z Tobą; pokazuję, jak postrzegam niegłaskające mnie życie i otaczający mnie świat. Uśmiecham się do Ciebie jak do przyjaciela. Nie ukrywam, że i ja liczę na uśmiech od Ciebie. Nic bowiem tak nie wynagradza wszelkiego mozołu, jak radosne twarze przyjaciół i ludzi o życzliwym dla ciebie sercu.

   Uwierz mi, że umiem cieszyć się ze wszystkiego. Także z tego, że poświęcasz mi teraz czas, czytając te słowa i biegając po moich stronkach.

   Nauczyłem się decydować, iż będę szczęśliwy w każdym szarym dniu. Bez względu na to, jak wiele mam przed sobą zadań i obowiązków. Bez względu na to, czy pada deszcz, czy świeci słońce. Bez względu na to, czy mam rzadką chwilę wolnego czasu, czy przed sobą dzień pełen trudów i wyrzeczeń.

   Raduję się, że na Twoich oczach prowadzę tę stronę, realizując w ten sposób swoje latami skrywane marzenie. Cieszę się, gdyż mogę tutaj opowiadać także o innych swoich marzeniach, pragnieniach i nadziejach, o smutkach i troskach, a także o zwariowanych pomysłach, których we mnie pełno. Tutaj mogę płakać i głośno się śmiać. Mogę przetoczyć się przez ten "pokój" w szalonym tańcu. Tutaj mogę być szczęśliwy i nieszczęśliwy, pewny siebie i zupełnie z siebie niezadowolony. Tutaj nie muszę wkładać maski, lecz mogę być taki, jaki naprawdę jestem i jak w danej chwili się czuję.

   To paradoksalne, ale nie przeraża mnie upływający czas. Cieszę się, że potrafię ocenić wrażenia z przeszłości. Cieszę się zdolnością obserwacji i zadumy, rosnącym doświadczeniem i życiową madrością. Cieszę się, że umiem odetchnąć i uwolnić się trochę od olbrzymich problemów i spraw. Jest to radość człowieka, który w każdym wieku widzi nowy i dobry odcień życia.

   I dlatego właśnie CIEBIE zapraszam serdecznie na moje strony. Bo chcę Ci tutaj pokazać świat widziany MOIMI oczami. Oczami człowieka, który mimo smutków i trosk, bólu i cierpienia, znajduje radość tworzenia, zarażony jest pasją uczenia się, dostrzega piękno w płatkach przywiędniętych nawet kwiatów, znajduje w cieniach otaczającego go świata także blaski i ciepłe promienie. Świat kogoś, kto wierzy, iż w każdym człowieku znaleźć można dobro, choć u niektórych trudno je niekiedy dostrzec.

   Chciałbym, byś i Ty w tym pędzącym w szalonym tempie życiu mógł znaleźć na moich stronach chwilę wytchnienia. Byś zechciał czasem w moim towarzystwie wypić herbatę czy kawę, czytając słowa ludzi, którzy pozostawili myśli, obok których nie można przejść obojętnie. Byś zatrzymał swój wzrok na kwiatach i poczuł ich zapach. Byś spojrzał na twarze ludzi i odczuł ich radość, smutek czy cierpienie. Byś ogarnął wzrokiem góry, lasy i jeziora, słońce i chmury i uzmysłowił sobie ich nieprzemijające piękno.

   Słowem chciałbym, aby chwila spędzona "ze mną" mogła być dla Ciebie odrobinką dżemu na chleb z masłem Twojej codzienności.

   Będę się bardzo cieszył, gdy zostaniesz ze mną na dłużej i zechcesz mnie odwiedzić raz jeszcze i jeszcze. A jeżeli już nie wrócisz, trudno... Chciałbym jednak w tym momencie zawołać za Tobą: "Nie odchodź" - gdyż są to najpiękniejsze słowa w słowniku przyjaźni.


   Marek

   Poznań, styczeń 2012

Zmieniony ( Czwartek, 19. Styczeń 2012 17:03 )