Hiszpański robi na świecie zawrotną karierę. Uczy się go coraz więcej osób. Wkrótce będzie tak samo popularny jak angielski. Nie wiem, kiedy to nastąpi, ale z pewnością już niedługo. Nawet córka Billa Clintona czyta książki po hiszpańsku - mówi César Antonio Molina, dyrektor Instytutu Cervantesa.
Dyrektor Molina jest bardzo zadowolony i jak twierdzi, ma po temu powody. Kongres Języka Hiszpańskiego w Cartagenie w Kolumbii przeszedł wszelkie oczekiwania, jeśli chodzi o oddźwięk na arenie międzynarodowej, udział wykładowców akademickich i pisarzy oraz poziom wygłoszonych referatów. (...). W rozmowie z korespondentami "La Vanguardii" César Antonio Molina podkreśla, jak dużą rolę odgrywają takie kongresy: "pozwalają ocenić wzrost popularności języka i kultury hiszpańskiej na świecie, ukazują także pewne luki i słabe punkty wymagające wzmożonych działań, na przykład obecność hiszpańskiego w internecie, w świecie nauki i w dyplomacji". La Vanguardia: Jaką spuściznę pozostawi po sobie Kongres w Cartagenie?
César Antonio Molina: Wszystkie cztery Kongresy Języka Hiszpańskiego były bardzo ważne. W Cartagenie nadano instytucjonalne ramy panhispanizmowi, w który zaangażowali się wszyscy profesjonaliści. Język hiszpański jest naszą wspólną wizytówką. Powiedziałem Fernando Alonso, kierowcy Formuły 1, że kiedy wygra wyścig, ma krzyczeć po hiszpańsku, a nie po angielsku. Jego wyścigi oglądają miliony ludzi. Bardzo się zdziwił, że osoba spoza jego świata przykłada tak wielką wagę do tego, co on krzyczy. W Cartagenie widać było, że świat hiszpańskojęzyczny jest spójny i stanowi jedność. Ta spójność istniała zawsze, ale ostatnio jest coraz większa, staje się czymś powszechnym i normalnym.
Czy język hiszpański nie za późno wszedł do internetu?
Wcale nie wszedł późno. Jednak potęga angielskiego objęła także internet i nowe technologie. Kraje anglojęzyczne przodują w dziedzinie nauki. Świat hiszpańskojęzyczny nie jest tak wyważony. Udało nam się jednak zmniejszyć dystans dzielący nas od angielskiego. Internet to świat pełen tajemnic, którego jeszcze dobrze nie znamy i nad którym nie panujemy w pełni. Działa dopiero od niedawna i nie wiemy, dokąd nas doprowadzi. Należy go dokładnie zbadać, przeanalizować i podjąć odpowiednie decyzje, aby robić dalsze postępy.
Czy podobnie jak Antonio Munoz Molina uważa pan że największym wrogiem języka hiszpańskiego nie jest angielski, tylko bieda?
Bieda jest wrogiem całej ludzkości. My nigdy nie uważaliśmy, że język może być czyimkolwiek wrogiem. Wszystkie języki mają taką samą wartość. Pochodzę z Galicji i dobrze wiem, jakie znaczenie ma język galicyjski, a jakie hiszpański.
Czy w innym języku byłoby możliwe tak gorące przyjęcie, z jakim spotkał się w Cartagenie Gabriel García Márquez?
Trudno byłoby wyobrazić sobie taką samą sytuację w przypadku innego autora i innego języka. Gabo to wielki pisarz, a tutaj jest u siebie, w swoim kraju, w swoim mieście, otoczony ludźmi, którzy go kochają i podziwiają. Język i kultura potrzebują takich osobowości jak on.
W jaki sposób Gabo przyczynia się do zwiększenia prestiżu i do ekspansji języka hiszpańskiego?
Jak każdy wielki pisarz: poprzez swoje książki. Dzięki niemu wiele osób przekonało się, że hiszpański to wspaniały język. Świadczy o tym choćby obecność w Cartagenie Billa Clintona. Były prezydent USA przyjechał oddać hołd Gabo, ale także kulturze i językowi hiszpańskiemu. To bardzo znaczący fakt.
Clinton powiedział, że przeczytał wszystkie dzieła Gabriela Garcíi Márqueza po angielsku, ale jego córka Chelsea czytała je już po hiszpańsku. Drugie pokolenie zna hiszpański. W Stanach Zjednoczonych dla wszystkich jest oczywiste, że hiszpański to drugi język w kraju.
Czy Instytut Cervantesa jest w stanie zaspokoić rosnące zapotrzebowanie na kursy hiszpańskiego?
Na szczęście nie. Jest ono tak ogromne, że musieliśmy kilkakrotnie zwiększyć liczbę naszych placówek. Jest duże zainteresowanie, jest zapotrzebowanie, są chętni do nauki. Wkrótce będziemy mieli 70 filii. Otworzyliśmy siedem nowych placówek w Brazylii i po jednej w Tokio, Szanghaju, Delhi, Frankfurcie, Sydney, Seulu, Marrakeszu, Oranie. Nie możemy jednak zaspokoić tak olbrzymiego zapotrzebowania. Mamy około 900 wykładowców i 150 tysięcy osób uczących się na zwykłych kursach oraz 50 tysięcy kursantów internetowych.
Czy Instytut Cervantesa ma wystarczające środki, aby utrzymać te wszystkie placówki?
Rząd wykonał ogromny krok w tym kierunku. W ciągu trzech lat nasz budżet wzrósł z 50 milionów euro do 90 milionów. Premier José Luis Rodriguez Zapatero i jego rząd zrozumieli, jak wielką rolę odgrywa w tym świecie język, który jest wizytówką wszystkich Hiszpanów i Latynoamerykanów.
La Vanguardia 11 kwietnia 2007, ONET.pl WIEM