Początek:

 

  • Wiatr rozwiesił na drzewach szepty naszych słów, kolory marzeń, westchnienia pragnień...
Rozmówki czesko-polskie Drukuj Email
Kącik humoru - Kalejdoskop
Wpisał Marek   
Poniedziałek, 25. Sierpień 2008 20:10

 

 

Za niedługo rozpocznie się letnia kanikuła. Zamożniejsi z nas pojadą na Kanary, mniej zasobni do Biłgoraja, a większość nigdzie się nie ruszy. Gości stronki namawiam jednak na wizytę u braci Czechów. Bo to i tanio, i śmieszno... I naród rezolutny bardzo.

Tamże, gdy kiedyś pojawił się osobnik "giertychopodobny", to utopiono go w Wełtawie (święty Nepomucen), a jak przyjechała do Pragi delegacja z Watykanu, chcąc pomieszać w czeskiej polityce, to najpierw ją obśmiano, a potem wyproszono. Czym prędzej, to znaczy przez okno z szóstego piętra praskiego zamku.

Jeśli więc skierujecie swoje kroki za naszą południową granicę, potrzebna Wam będzie wiedza o języku Czechów. Warto będzie więc skorzystać z minitłumacza, czyli translatora.

Już wsiadając do autobusu, musimy pamiętać, że zwrot odchody autobusov
, nie oznacza tego, co myślimy, tylko akurat rozkład jazdy.

Nie należy też się obrażać, gdy czeski celnik popatrzy na nas i powie trvale bydlisko
. Poczciwy ów jegomość wcale nie chce określić naszej fizjonomii ani sposobu bycia, tylko pyta o miejsce naszego zamieszkania.

Jeżeli po podróży usiądziemy w praskiej pywnicy
- (w piwiarni, a nie w suterenie), a nasz kompan Szwejk powie mam napad, to nie uciekajmy. Kompan nie zwariował, tylko po prostu ma pomysł, np. żeby postawić nam kolejne piwo. Za to dotknąć nas powinno słowo mandolinka - bowiem wcale tu nie chodzi o instrument muzyczny, tylko ktoś nas - turystów - nazywa stonką.

Wcale nie musimy wpadać w przerażenie, gdy na drzwiach biura podróży zobaczymy napis momentalnie nepritomni
, bo nie oznacza to, iż nasz przewodnik uchlał się w cztery d..., tylko że gość jest nieobecny.

Przed bankomatem też nie musimy się czerwienić, czytając napis poruhany
. Nikt nie zgwałcił naszej forsy, tylko maszyna jest zepsuta.

W ogóle należy w Republice Czeskiej mieć jak najmniej skojarzeń seksualnych. Jeśli bowiem nasz towarzysz powie nagle słowo ripadlo
, to nie będzie się ono odnosić do przechodzącej właśnie ponętnej Czeszki, tylko do pracującej w pobliżu koparki. Całkiem natomiast rozsądne wydaje się nazwanie narzeczonej mianem podupnica lub biustonosza cyckową wygodą. Natomiast określanie każdej dziewczyny mianem divka jest sporą przesadą, aczkolwiek... Za żadne jednak skarby nie radzimy po powrocie do Polski szpanować naszej laseczce znajomością Pisma Świętego, bo możemy oberwać po buzi. Skąd ma bowiem divka jedna wiedzieć, że kiedy zacytujemy: "Laska se ne wydyma i ne wypina" to ma być tłumaczenie listu do Koryntian - "Miłość się nie obraża i gniewem nie unosi"...

Kiedy kupimy naszej chwilowej, czeskiej podupnicy cyckową wygodę
, to niewykluczone, że zaprosimy ją też do teatru, czyli do divadla. Tam możemy obejrzeć dzieło "Zahlastany fifulka". Nie jest to żaden horror i nikt żadnej fifulki nie chlasta, tylko akurat oglądamy "Zaczarowany flet". Jeśli zaś usłyszymy na scenie: "Bytka abo ne bytka, to je zapytka", powinniśmy się popłakać, ale nie ze śmiechu, tylko ze wzruszenia, bo właśnie słuchamy słynnego monologu Hamleta.

Zwiedzając Złotą Pragę, zapewne nabawimy się odcisków na stopach, więc w aptece poprosimy o naplast na kurę oko
, zaś siedząc na ławce w parku, będziemy obserwować na drzewie nie wiewiórkę, ale drevnego kocura. U nas też są drzewne kocury, tylko że nie mają one rudych ogonów. Ot, co kraj, to obyczaj.

No i wracamy już do Polski z ugruntowaną znajomością języka przyjaciół, a tu nasza divka
wyrzuca właśnie poruhaną cyckową wygodę.

My jednak nic sobie nie robimy z poruhaną...
itd., bo świetnie wiemy, co to znaczy. Chociaż... lepiej dmuchać na zimne, bo często polskie poruchane to nie to samo, co czeskie poruhane. Może więc lepiej sprawdzić...