- Zabieram cię, kochana żono, na wycieczkę!
- Nie pojadę, bo nie mam co na siebie włożyć.
- Po pierwsze, to jest wycieczka piesza, po drugie włożysz mój plecak.
***
Wchodzi skacowany facet z rana do baru. Spostrzegawczy barman z uśmiechem proponuje:
- Co podać? Wódka, whisky, spirytus?
- Nie wiem... wszystko takie pyszne!
***
Dwaj gimnazjaliści biegną do szkoły:
- Zapalmy jeszcze.
- Nie, ja nie palę.
- No masz.
- Nie chcę, naprawdę.
- Chcesz, żeby nauczyciele poczuli od ciebie wódkę?
***
Do gabinetu szefa wchodzi sekretarka i oznajmia:
- Od dziś zarabiam 5 tys. dolarów miesięcznie i mam wolne cztery dni w tygodniu.
- A kto ci, mała, takich głupot naopowiadał?
- Ginekolog i adwokat.
***
Na bankiecie przedstawiają się sobie dwaj faceci:
- Kowalski jestem, kupiec hurtowy - węgiel i koks.
- Zieliński, dyrektor więzienia - chleb i woda.
***
- Wiecie, jak nazywa się ten niebezpieczny gaz bojowy zmieniający nas, normalnych facetów, w drodze z knajpy do domu w zombie i dzikie bestie?
- Świeże powietrze.
***
- Kochanie, schudłam dwa kilogramy! - woła żona wychodząca z łazienki.
- To pewnie dlatego, że nie nałożyłaś makijażu - mruczy pod nosem mąż.
***
Sędzia przesłuchuje świadka, który uporczywie, co rusz, zwraca się do niego: Wysoka Sprawiedliwość. Sędzia cierpliwie poucza świadka:
- Do sądu należy się zwracać: - Wysoki Sądzie!
- Tak jest, Wysoka Sprawiedliwość - odpowiada świadek.
Zirytowany sędzia wali pięścią w pulpit i krzyczy:
- Tu nie ma sprawiedliwości, tu jest sąd!!!
***
Skaczą spadochroniarze. Wszyscy wyskoczyli. Wypuszczający wraca na miejsce, jednak z zaskoczeniem stwierdza:
- Iwanów?! Wy tutaj?! Przecież skakaliście pierwsi?!
- Tak, towarzyszu kapitanie, ale spadochron się nie otworzył i wróciłem po nowy.