Kiedy przed dwoma laty po raz pierwszy wybierałam się do Australii, moim największym marzeniem było ujrzeć Great Barrier Reef, czyli Wielką Rafę Koralową. Nie udało mi się to wtedy. Moje marzenie spełniłam w tym roku (2005 - przyp. Marek)
Wybrałam się tam w końcu stycznia, kiedy lato w Australii jest w pełnym rozkwicie. Z Gold Coast, gdzie się zatrzymałam, wraz z przyjaciółmi pojechaliśmy wzdłuż przepięknego wschodniego wybrzeża na północ. Na całodniowy postój zatrzymaliśmy się w Rockhampton, mieście leżącym dokładnie na zwrotniku Koziorożca. Jest tu więc pewnego rodzaju punkt graniczny - tu zaczyna się tropikalna północ. Początek rafy odległy jest od Brisbane, stolicy stanu Oueenslandu, o ponad 800 km, zatem na postój wybraliśmy Airlie Beach, jeden z najbardziej urokliwych kurortów północno-wschodniego Oueenslandu. Jeszcze kilka lat temu było to miejsce postoju głównie dla backpackersów, czyli turystów z plecakiem, dziś miejscowość posiada wiele hoteli i pensjonatów obliczonych na różną kieszeń. Zatrzymaliśmy się w Reefos, najpiękniej tu położonym schronisku młodzieżowym (backpacker). Przydzielono nam jeden z 64 przytulnych domków campingowych, rozlokowanych nad skraju dżungli, w pobliżu plaż nad Pacyfikiem. Praktycznie cała zamieszkała część Australii, łącznie z Tasmanią, pokryta jest gęstą siecią takich schronisk. Szkoda, że moja legitymacja, którą wykupiłam w warszawskim oddziale Youth Hostels Association (YHA) na nic mi się nie przydała, bowiem nie uzyskałam na nią obiecywanej mi w kraju zniżki w backpacker. Na szczęście ceny noclegów nie były wygórowane - w domku 4-osobowym każdy z nas płacił 15 dol. australijskich za noc.
Jednym z dyrektorów Reefos okazał się Polak Andrzej Klajn. Opuścił Polskę w latach 60. Opowiedział nam wiele interesujących rzeczy o Australii i udzielił cennych rad dotyczących korzystania z wycieczek, m.in. na rafę. Najlepiej wykupić od razu cały pakiet usług, wówczas wypada najtaniej. Cały dzień pobytu na rafie, wraz z dojazdem i lunchem (szwedzki stół), kosztował każdego z nas 160 dol. austr. Dzieci płacą 90 dol. Oczywiście, ceny te, w zależności od sezonu, mogą ulec nieznacznej zmianie.
Jak dostać się na Wielką Rafę Koralową?
Z Reefos, co godzinę, odchodzą niewielkie, bezpłatne busiki i to one właśnie dowożą turystów do miejsca przeznaczenia - odległego o dwa kilometry centrum kurortu, bezpłatnej Laguny (to zespół wspaniale urządzonych basenów, tuż nad skalistymi brzegami oceanu), czy też do mariny, na którą z szosy roztacza się przepiękny widok. Stąd, następnym busikiem (za przejazd uiściliśmy jakąś symboliczną kwotę), dotarliśmy do odległej o 18 km przystani Shute Harbour. Można tu oczywiście dojechać własnym środkiem lokomocji, ale komunikacja wycieczkowa w Australii funkcjonuje bez zarzutu.
O godzinie 8.00 wsiedliśmy w Shute Harbour do szybkiego katamaranu należącego do "Fantasea", największego organizatora "wypadów" na pełne morze. Różne przedsiębiorstwa turystyczne porozmieszczały w dostępnych częściach rafy specjalne platformy, zwane pontoonami, do których dowozi się turystów katamaranami. Po półgodzinnym rejsie dopłynęliśmy do Hamilton Island - najlepiej zagospodarowanej turystycznie wyspy archipelagu. Już z daleka widać było głęboko wysunięty w morze cypel, wraz z romantyczną latarnią morską. Wyspa, licząca około 5 km powierzchni, przypomina niewielkie, malowniczo położone na wzgórzach miasto z własnym lotniskiem. Zwiedza się ją, przemieszczając się krętymi uliczkami na... meleksach. Zabieramy stąd kolejnych pasażerów i udajemy się w dalszą podróż. Płyniemy pomiędzy wyspami Whitsunday i Hook. Jest upalna, bezwietrzna pogoda i wspaniałe, malownicze widoki - soczyście zielone wysepki, rozsiane pośród mieniącego się turkusem i głębokim szafirem oceanu. Hamilton dzieli od Reefworld - świata podwodnej fantazji - półgodzinna podróż katamaranem. W dali dostrzegamy ogromną, luksusowo wyposażoną, dwupokładową platformę, na której spędzimy resztę dnia, opalając się, spożywając lunch, nurkując i oglądając świat Wielkiej Rafy Koralowej z morza i z powietrza.
Po wejściu na platformę lokujemy się pod obszernym, brezentowym dachem na górnym pokładzie. Na dolnym zbierają się chętni do nurkowania. Kto ma ochotę, sięga do ogromnych skrzyń, dobierając odpowiednie dla siebie wyposażenie: płetwy, okulary, fajki, kombinezony. Początkującym pomagają instruktorzy, wręczając im koła ratunkowe, a potem asekurując podczas nurkowania. W restauracji pomiędzy godziną 11.00 a 14.00 czeka szwedzki bufet różnorodnych, jak na nasze polskie smaki, wykwintnych potraw. Są to przede wszystkim smaczne sałatki, sery, ryby i owoce morza: kraby, krewetki, kalmary i ośmiornice. Podczas lunchu - miła niespodzianka. Tego dnia na pokładzie platformy znalazł się właściciel całego przedsiębiorstwa, jeden z najbogatszych miejscowych - David Hutchen. Gdy dowiedział się, że wśród pasażerów znajduje się polska dziennikarka, zaprosił nas do swego stołu. Dowiedzieliśmy się, że to on był pomysłodawcą wspomnianej wspaniałej Laguny w Airlie Beach i on zmobilizował okolicznych przedsiębiorców do realizacji pomysłu. Dzięki niemu zwiedziliśmy też znajdujący się na platformie, wyposażony w stylu marynarskim, choć luksusowy, apartament dla nowożeńców (lub tylko zakochanych par...). Trzy doby pobytu w nim kosztują około 1000 dol. austr. na osobę.
W tym czasie tratwy zabierały grupy do zanurzonej do połowy pobliskiej łodzi, przez okna której obejrzeliśmy ogromny podwodny świat królestwa korali i niezliczone ławice rybek. A przy okazji wysłuchaliśmy krótkiego wykładu o rafie. Znaleźliśmy się w części Wielkiej Rafy położonej najbliżej lądu, bo 60 km od wybrzeża. Miejsce najodleglejsze oddalone jest o 260 km.
Największa na świecie rafa koralowa zajmuje obszar 350 tys. kw. Jest większa od Polski! Ta część oceanu zwana jest Morzem Koralowym. Wielka Rafa Koralowa dzieli się na cztery części: południową Mackay-Capricorn w pobliżu zwrotnika Koziorożca, centralną, w której się znajdujemy, Cairns, oraz najodleglejszą, północną, leżącą najbliżej równika i najbogatszą w podwodne życie. Na rafie żyje ponad 2 tysiące gatunków ryb. Liczba gatunków mięczaków dochodzi do 4 tysięcy. Korale, niegdyś mylnie uważane za koralowe rośliny, obecnie zaliczono do mięsożerców, spokrewnionych z ukwiałami i meduzami. Przepięknie wyglądające koralowce chwytają pożywienie na śluzową powłokę i wchłaniają składniki odżywcze. Nie mają narządów ruchu. Nie widzą, nie słyszą, nie posiadają serca. Aż 90% ich pokarmu pochodzi z glonów. Enzymy korali powodują, że glony wydzielają węglowodany, a w zamian "otrzymują" mieszkanie i azot z materiałów odpadowych korali. W centralnej części rafy, którą odwiedziliśmy, atole rozrzucone są szerzej niż na północy, a ponieważ leżą bliżej lądu niż w innych miejscach rafy, ich świat podwodny jest słabiej widoczny. Eksperci martwią się obecnie nasileniem częstotliwości blaknięcia rafy - stanu, w którym korale tracą swe symbiotyczne algi i bieleją. Zjawisko to powoduje właśnie ocieplanie się wód.
Świat podwodny Wielkiej Rafy Koralowej jest zaskakująco bogaty i różnorodny. Np. w kompleksie należšcym do Mackay-Capricorn grasują niezwykle jadowite węże wodne, wijące się pośród koralowych gałęzi. Na szczęście uciekają przed nurkującymi. To jedynie skąpa garść informacji o tym niezwykłym świecie.
Zagrożenia dla Wielkiej Rafy
Great Barrier Reef - największa na świecie rafa koralowa i najpiękniejszy twór podwodnego świata w ogóle, to z pewnością jedna z najwspanialszych atrakcji Australii. Ciągnie się wzdłuż wschodniego wybrzeża tego zadziwiającego kontynentu i liczy blisko 2300 km długości. Jej wiek szacuje się na ponad 20 mln lat. Znaczna część jej powierzchni objęta jest ścisłą ochroną ekologiczną, gdyż australijska rafa należąca do najbardziej zagrożonych ekosystemów na ziemi. Zbudowana jest z wapiennych i krzemionkowych szkieletów niezliczonej ilości polipów koralowców. Naukowcy z Centrum Studiów Morskich Uniwersytetu Oueensland prognozują, iż jeśli proces globalnego ocieplenia będzie postępował, rafa może zniknąć z powierzchni ziemi w ciągu niespełna stu lat! Jej zanikanie następuje w wyniku wymywania przez cieplejszą wodę glonów nadających koralom specyficzną zielono-niebieską barwę. Gdy wszystkie glony zostaną wypłukane - korale ulegną zniszczeniu, a rafa się rozpadnie. Wystarczy, że temperatura wzrośnie o 2 st. C, a korale wyginą. Tymczasem specjaliści przewidują, że w ciągu najbliższego stulecia temperatura wody może się podnieść nawet o 6 st. C! Najbardziej pesymistyczny scenariusz przewiduje, że około 2100 roku Wielka Rafa może całkowicie zniknąć.
Pod wodą
Mimo że pływam nie najlepiej, zdecydowałam się na nurkowanie z fajką, czyli tzw. snorkelling - płytkie nurkowanie. Ogromna chęć obejrzenia z bliska przepięknego podwodnego świata pokonała lęk. Zeszłam w tym celu na dolny pokład, gdzie czekał na nas kompletny sprzęt oraz instruktorzy. Dodam, że ta atrakcja wliczona jest w cenę pakietu. Znalazłam się wśród 5-osobowej grupy nowicjuszy. Instruktorzy, wytrawni nurkowie, pomogli nam dobrać sprzęt: skafandry neoprenowe, maski, płetwy, rurki oddechowe, czyli fajki. Największe wrażenie robiło zakładanie kamizelek ratowniczo-wypornościowych, pąsu balastowego i butli ze sprężonym powietrzem. Sprzęt okazał się niezwykle ciężki. Weszłam do wody ze sporą obawą, czy podołam. Na krótko przed moją grupą zeszły do wody cztery osoby początkujące z podstawowym sprzętem "ABC", a więc maska, fajka, płetwy. Wynurzali się co chwilę, by zaczerpnąć powietrza i zanurzali, schodząc "scyzorykiem" pod powierzchnię. Instruktor objaśnił wszystkim obserwującym, że jest to jeden z podstawowych sposobów zanurzania się, a polega na tym, że płynąc po powierzchni, wykonuje się skłon do wody pod kątem prostym z jednoczesnym wyrzutem wyprostowanych nóg ponad powierzchnię wody. Czas przebywania pod wodą zależy tu od indywidualnych możliwości. My mieliśmy pod tym względem niewątpliwą przewagę. Zeszliśmy w napełnionych powietrzem kamizelkach, pod opieką instruktorów. Po krótkich informacjach na temat podstawowych znaków umownych dotyczących porozumiewania się pod wodą, oddychania przez automat oddechowy, wydmuchiwania wody z zalanej nią maski i prób "przedmuchiwania uszu" na sucho, czyli sposobu wyrównywania ciśnienia w przewodach słuchowych, trzymając się za ręce, zaczęliśmy się powoli zanurzać. Dowiedziałam się, że zejdziemy na głębokość nie większą niż 8 m i będziemy przebywać w wodzie od 20 do 30 minut. Po zanurzeniu się mój lęk ustąpił nieopisanemu zachwytowi nad pięknem podwodnego świata... Promienie słońca oświetlające płycej zanurzone rejony rafy, a więc miejsca nam dostępne, ukazały niezwykłe bogactwo barw i form podwodnego życia.
Z lotu ptaka
Na koniec pobytu na rafie kolejna niezapomniana atrakcja: półgodzinne oglądanie przepięknych turkusowych płycizn z pokładu najnowszego modelu helikoptera, zakupionego przez firmę "Fantasea" za 8 min dol. austr. Samoloty lądują kolejno na wodzie w pobliżu "naszej" platformy, do której pasażerowie dowożeni są łódkami. Na uszach mamy słuchawki. Jesteśmy na bieżąco informowani o widzianych z góry ciekawostkach i wspaniałych widokach. Największe wrażenie wywiera na wszystkich słynny, przepiękny atol uformowany na kształt ogromnego serca. Widzimy też kanał wodny o szafirowym kolorze, wijący się pomiędzy rafą, na której woda mieni się różnymi odcieniami turkusu. To właśnie tym kanałem wpływają katamarany. Choć nasz lot trwał krótko, będzie to z pewnością pół godziny, której nie zapomnimy do końca życia. Koszt lotu, nad rafą jest bardzo zróżnicowany. Nie jest wliczony w pakiet. My zapłaciliśmy po 20 dol. od osoby.
Pełni niezapomnianych wrażeń wracamy na platformę, gdzie około godziny 18, po kawie, ciasteczkach i owocach, wsiadamy do katamaranu. Ponownie dopływamy do romantycznie mieniącej się w promieniach zachodzącego słońca wyspy Hamilton, by dowieźć wypoczywających na niej turystów. Po półgodzinie dopływamy do portu Shute Harbour.
MAŁGORZATA LARECKA
**********************************************
Źródło: ANGORA - PERYSKOP nr 45, 6 listopada 2005 r.
W przygotowaniu materiału wykorzystałem zdjęcia następujących autorów:
John Red, Carol Brown, Stephen Green