Zbliżając się do Óbidos, już z daleka widzimy górujący nad miasteczkiem okazały zamek króla Dinisa. Solidne baszty z blankami, groźne strzelnicze luki i biel ścian rezydencji królowych. Średniowieczny władca zapoczątkował zwyczaj darowania grodu monarszym małżonkom i od tego czasu miasto wiele zyskało na znaczeniu.
Już kilkaset lat temu pełniło funkcję ważnej fortecy. Na kilku fragmentach murów obronnych widzimy metalowe elementy służące do cumowania okrętów. Obecnie Óbidos leży w odległości kilku kilometrów od brzegu oceanu, ale przed wiekami stykało się z jego falami. Choć sami Portugalczycy od czasów Henryka Żeglarza władali prawie połową świata, to swych ziem strzegli z zapałem. To jedno z niewielu państw, którego granice nie zmieniały się od tysiąca lat, a wszystko, co w świecie piękne, świetnie się tu odnajdowało. Mauretańska, a nawet indyjska ornamentyka, obok ascetycznej aury gotyku. Łagodność hiszpańskiego renesansu i baśniowo-naturalistyczne detale stylu manuelino tuż przy dziełach okresu sakralnego baroku.
Srogie rygory
Óbidos liczy nieco ponad 6 tysięcy mieszkańców, ale rozbudowuje się jedynie na obszarze podgrodzia. Część okolona średniowiecznymi murami już dawno wpisana została na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO i wszystko, co się tam dzieje, obwarowano srogimi rygorami. Większości obiektów w ogóle nie można rekonstruować, zabroniono wszelkich dobudówek i używania asfaltu. Nie ma neonów, satelitarnych anten i wielkich reklam. W kolorystyce elewacji dominuje biel, a elementy dekoracyjne, gzymsy, portale, ościeżnice czy podpory maluje się na żółto lub niebiesko. Nieco ponad 600 stałych obywateli grodu otrzymuje dotacje na konserwację swych domostw, z których wiele dziedziczonych jest od kilkuset lat. Zameldowanie kogokolwiek nowego jest prawie niemożliwe, a przypadki łączenia rodzin też sprawdzane są skrupulatnie. W byłym kasztelu króla Dinisa ulokowano ekskluzywną pousadę, gdzie za nocleg trzeba zapłacić prawie 200 euro. (Pousada jest rodzajem hotelu mieszczącego się w historycznych obiektach służących dotąd innym celom, także sakralnym. Znaczy dosłownie "zaciszne, spokojne miejsce").
Miasteczko jest piękne o każdej porze roku. Nawet w końcu listopada bugenwille pełne są żywych kwiatów, w maleńkich sadach widać jeszcze ogniki pomarańczy, iglaste drzewa i krzewy towarzyszą większości budynków, a dbałość gospodarzy domostw o obejścia godna jest królewskiego grodu. Kręte, wąskie, opadające na dół i pnące się w górę uliczki wabią urokiem pnączy, ornamentyką ram okiennych, odrzwi i zapachami domowej kuchni. Wieczorami z otwartych okien miniaturowych domków słychać nostalgiczne, stonowane brzmienie fado - ukochanej muzyki Portugalczyków.
Nowym promotorem średniowiecznego grodu jest tajemniczy inicjator Międzynarodowego Festiwalu Czekolady w Óbidos. Ponoć jakiś były mieszkaniec miasta na słodkim biznesie dorobił się fortuny w Stanach Zjednoczonych i część pieniędzy przeznaczył na realizację niebywałego przedsięwzięcia. Pragnąc przedłużyć sezon turystyczny w ukochanym miejscu urodzenia, wymyślił jedną z najsłodszych imprez na świecie. Udało mu się to w miejscu nie mającym żadnych czekoladowych tradycji. Zmobilizował miejscowe władze, zainteresował światowych potentatów czekoladowej branży, koneserów kulinarnych i biura podróży.
Zapach kakao
Co roku portugalskie Óbidos pachnie kakao. W mijającym roku odbyła się tu kolejna, piąta już, edycja Międzynarodowego Festiwalu Czekolady. Z całego świata do architektonicznej perełki Estremadury zjechali profesjonalni cukiernicy, znawcy szlachetnego produktu, amatorzy wszelkich spożywczych rarytasów, łasuchy i turyści.
Mistrzowie słodkiego rzemiosła zaprezentowali najwymyślniejsze wyroby swego fachu - czekoladki, trufle, bonbonki, czekolady, lody, napoje i ciasta. Zasadniczym warunkiem czynnego uczestniczenia w imprezie jest nowatorstwo w kulinarnym wykorzystaniu czekolady. Wydawałoby się, że w czekoladowej branży wszystko już wymyślono od czasu, gdy ponad sto lat temu Szwajcarzy podarowali smakoszom mleczny wariant tego specjału. Otóż nie. Coroczne popisy finalistów słodkiej fety dowodzą, że inwencja na czekoladowej niwie nie ma granic. Renomowane kawiarnie Wiednia, Rio i Tokio czekają na takie wynalazki i obok swych tradycyjnych deserów chętnie serwują coś absolutnie nowego.
Niektóre receptury prezentowane na festiwalu w poprzednich latach znalazły się więc w menu niejednego lokalu na świecie. Festiwalowi w Óbidos towarzyszy kilka dodatkowych imprez, które przyciągają do tego urokliwego miasteczka coraz to większe rzesze dziennikarzy, reporterów, turystów, smakoszy i rodzin z dziećmi. Artyści rzeźbiarze tworzą z czekoladowej masy plastyczne dzieła, biorąc udział w osobnym konkursie i pokazach swej twórczości. Część terenu wystawowego zarezerwowano dla znaczących firm branży czekoladowej z całego świata, które prezentują tu własne najciekawsze wyroby. Specjalne otwarte seminaria mają za zadanie edukować zwiedzających w dziedzinach oceny kulinarnych walorów nowego produktu, sztuki podawania deserów i obyczajowości związanej ze spożywaniem posiłków. Jeden z kilku festiwalowych obiektów przeznaczono na degustację porto, zagryzanego oczywiście czekoladowymi specjałami. W wielu lokalach i zaułkach średniowiecznego grodu można do woli kosztować regionalny specjał, gatunek cherry, ginginja - podawany w czekoladowych czarkach, które spożywa się po degustacji. Profesjonalne szkoły branży czekoladowej zjawiają się tutaj ze specjalnym polowym laboratorium i demonstrują proces produkcji lodów, napojów oraz całej gamy innych wyrobów z kakao. Dziecięcy Czekoladowy Dom stworzono zaś w celach edukacyjnych. Latorośle z cukierniczą pasją pod okiem profesjonalistów uczą się obrabiania słodkich surowców, przygotowując dania wymyślone przez siebie. Na terenie obiektów i między nimi spotkać można wszędobylskiego Misia Obi. Ta oficjalna, żywa maskotka festiwalu, hojną ręką rozdaje napotkanym zwiedzającym czekoladowe smakołyki, zaprasza do zwiedzania, uczestniczenia, obserwowania, istowania i... kupowania.
Jak to się zaczyna?
Kilka miesięcy przed festiwalem organizatorzy ogłaszają International Recipe Contest. W wielu mediach na świecie pojawia się informacja, że każdy może przesłać do Obidos własną propozycję czekoladowego dania. Warunkiem jest nowatorstwo pomysłu i przetłumaczenie receptury na język angielski, a jednym z głównych składników dania powinna być czekolada. Powołane przez organizatorów niędzynarodowe jury wybiera dziesięć najciekawszych receptur i ich autorzy zapraszani są do Portugalii na koszt gospodarzy imprezy. Funduje się im przelot z dowolnego miejsca na świecie, zakwaterowanie, wyżywienie darmowy wstęp do wszystkich obiektów czekoladowej fiesty. Organizatorzy zapewniają autorowi przepisu wszystkie składniki dania, zestaw urządzeń do obróbki produktów i tłumaczenie przebiegu prezentacji. Każdy z dziesięciorga finalistów ma dwie godziny na wykonanie swojego dania, zapewnienie degustacji członkom jury i zorganizowanie poczęstunku dla widowni.
Pokazy odbywają się w godzinach popołudniowych i wieczornych po dwa dziennie. Casa da Musica - tu co roku odbywa się konkurs dla amatorów - zazwyczaj pęka wtedy w szwach. Miejsca zajmuje się z wyprzedzeniem, notatniki, aparaty fotograficzne i kamery trzymane są w pogotowiu, a tuż przed poczęstunkiem ludzie ustawiają się w długiej kolejce. Cierpliwość się opłaca, bo przeżycia kulinarne doświadczane w Obidos na długo pozostają w pamięci. Efekty pracy czekoladziarzy amatorów z całego świata zazwyczaj zasługują na smakowe zachwyty. Niebiańska rozkosz, Czekoladowy tortowy comber, Choc-Cha-Wa, Kasztanowe liście, Ożywcze tchnienie Dalmacji - to tylko kilka nazw, za którymi kryją się smaki, zapachy i kolory wymyślnych specjałów. Obok ciemnej czy białej czekolady użyto w nich dziesiątki różnych ingrediencji: rozmaite orzechy, konfiturę, owocowe susze, barwniki, nalewki, miody, mikstury, mąkę, nabiał, lody... Chocobabel Wiesława z Polski przed trzema laty ujął wszystkich połączeniem smaków: ukraińskich blinów, dżemu z norweskiej maliny moroszki, polskiej konfitury z zielonych pomidorów, bałkańskiej śliwowicy, brazylijskiej supergorzkiej czekolady. Zachwyt Lizy - dzieło Lionela z Hiszpanii - było czekoladowym torcikiem z ciasta biszkoptowego z bakaliami, polanym dwiema różnymi warstwami czekoladowej masy i dodatkowo ozdobionym waniliowo-rumowym kremem. W tym roku Portugalczyk Filipe całe dwie godziny poprzedzające pokaz musiał spędzić w czekoladowej kuchni, by przygotować właściwą prezentację. Jego rolada Choc-Cha-Wa wymagała upieczenia podkładu, sporządzenia kilku skomplikowanych mas i kolorowania białej czekolady. Wilhelm z chorwackiego Sukosanu w małej trufli zawarł wszystkie smaki Dalmacji, faszerując tę małą czekoladkę konfiturą z figi, migdałami, orzechami włoskimi, leśnym miodem z Velebitu i odrobiną dalmatyńskiej ziołowej nalewki, travaricy.
Finał bez nagród
Na festiwalu nie ma zwycięzców ani nagród rzeczowych. Finaliści otrzymują dyplomy uczestnictwa i symboliczne emblematy ceramiczne, które zdobniczym stylem nawiązują do słynnych na całym świecie portugalskich płytek azulejos. W konkursie dla amatorów wyróżnia się trzy receptury, a ich autorzy wymienieni są podczas uroczystej ceremonii zamknięcia imprezy. Nikt nikomu niczego nie zazdrości. Wszyscy przyjechali tu z pasji, przeżyli kilka cudownych dni, zaprzyjaźnili się i umówili na następne czekoladowe spotkania. W tym roku na scenie Casa da Musica w Obidos obok siebie stanęły dwie sekretarki - Alexa z Włoch i Zazilia z Austrii. Zaraz za nimi duński inżynier budownictwa Nicolaj, dziennikarz z Niemiec - Niels, strażak z Porto - Filipe i licealistka ze Szczecina - Angelika. Byli jeszcze: emerytowany chemik ze Szwecji - Andrzej, uzdolniona flecistka z Alaski - Andrea i lekarz z Lizbony - Alexandre.
Ożywcze tchnienie Dalmacji
(deserowe czekoladki)
Składniki:
400 g gorzkiej czekolady
50 g figowej konfitury
50 g płatków z migdałów
50 g zmiażdżonych orzechów włoskich
70 g miodu leśnego
50 ml travaricy (dalmatyńska ziołowa a na bazie rakii)
Wykonanie:
Roztopić czekoladę. Część czekolady wlać do foremek, napełniając je do połowy. Podczas gdy czekolada tężeje, w każdej foremce zrobić na jej powierzchni małe wgłębienie.
Wypełnić każde wgłębienie odrobiną figowej konfitury i kilkoma kroplami travaricy (może być ziołowa polska wódka).
Przykryć wgłębienia dwoma płatkami migdałów.
W naczyniu wymieszać resztę płynnej czekolady, miód i orzechy.
Powstałą masą uzupełnić każdą foremkę.
Podawać, gdy czekoladki zastygną.
Ewentualne zamienniki:
- zamiast travaricy można użyć polskiej wódki Herbowej
- zamiast dżemu z fig może być dżem morelowy lub brzoskwiniowy
- zamiast miodu leśnego inny miód pfynny i klarowny