W mieście Merliona (Singapur) Drukuj Email
Poznaj i zrozum świat - Na własne oczy
Wpisał Małgorzata Larecka   
Środa, 27. Sierpień 2008 22:18

 

Na jednym z największych i najpiękniejszych lotnisk Azji Południowo-Wschodniej Changi w Singapurze, trzykrotnie zdarzyło mi się spędzić po kilka godzin w oczekiwaniu na samolot lecący do Brisbane, bądź też na odlot do Polski via Londyn. Za każdym razem, podczas przemierzania komfortowych pasaży pełnych luksusowych sklepów, restauracji i kafejek, zachwytów nad tropikalnym ogrodem usytuowanym w centrum portu, marzyłam, by spędzić kiedyś choć parę dni w tym specyficznym miejscu na świecie, położonym na wyspie państwie-mieście.

Marzeniom stało się zadość w maju 2005 roku. Zaprosił mnie dyrektor Hollandse Club (Klubu Holenderskiego), który z żoną Filipinką i dwiema córkami pracuje w Singapurze. Jakież było moje zdumienie, gdy Ian zjawił się na lotnisku nie własnym samochodem, a taksówką.

Przedsmak Singapuru

Już podczas jazdy do centrum blisko 20-kilometrowej długości aleją palmową, poznałam wiele ciekawostek z singapurskiego życia, m.in., że prywatnych samochodów jest tu niewiele. Władze dbają o to, by ten niewielki skrawek ziemi nie stał się zatłoczonym molochem, tonącym w oparach spalin. Pozwolenie na zakup auta jest niezwykle kosztowne, podobnie jak jego utrzymanie. Za to na wyspie jest aż 15 tysięcy klimatyzowanych taksówek, a przejazd nimi - wyjątkowo tani: 1 km - 40 centów (dolar amerykański = 1,7 dol. singapurskiego-SGD). Obowiązuje ruch lewostronny. Ian przekonał mnie, że nieposiadanie własnego samochodu nie oznacza wcale niższego statusu społecznego. Sieć komunikacji miejskiej jest tu zorganizowana, jak nigdzie w świecie. Singapore Mass Rapit Transit (MRT) jest formą nowoczesnego metra z przystankami w całym mieście. Sprawność sieci autobusowej także zaskakuje na każdym kroku, o czym przekonałam się podczas dwutygodniowej wędrówki po Singapurze.

O singapurskim ewenemencie po raz pierwszy usłyszałam od Iana - okazuje się, że miasto-wyspa należy do najbezpieczniejszych miejsc w świecie! Pobicia i morderstwa są tu niemal nieznane. Jak to możliwe? Okazuje się, że na całej wyspie licznie rozsiane są komisariaty, za to nigdzie nie widzi się umundurowanej policji. Rząd jest zdania, że skuteczniejsi są cywile z bronią, (bądź bez), wtopieni w tłum. Sieć monitorowania miasta jest mocno rozwinięta. Poza tym sądy są bardzo skuteczne, a kary za przestępstwa surowe.

A oto przestroga dla każdego, kto przybywa na wyspę: panuje tu niezwykły kult czystości i porządku. Za rzucenie niedopałka, papierka czy, nie daj Boże, gumy do żucia, gdziekolwiek poza koszem na śmieci, grozi kara 500 SGD, a posiadanie narkotyków karane jest śmiercią.



Piękne dzielnice

Wyspa-państwo o powierzchni 624,4 km kw., licząca ponad 4,5 min ludności, usytuowana na końcu Półwyspu Malajskiego, połączona została ze stałym lądem kilometrowym nasypem. 75% populacji stanowią Chińczycy, 15% Malajowie, zaś pozostali to Hindusi, Indonezyjczycy i emigranci z wielu państw. Wspólnym językiem jest angielski. Singapur jest przykładem, jak ludzie różnych ras i wierzeń potrafią żyć ze sobą w idealnej symbiozie. Dbają o to także władze - istnieje ustawa nakazująca, by w osiedlach i luksusowych zespołach budynków z basenem i ogrodem, zwanych kondominiami, rozmieszczać lokatorów w równych proporcjach etnicznych. Wielowiekowa historia wyspy, podobnie jak całej Azji Południowo-Wschodniej, jest niezwykle burzliwa. Singapur powstał w 1824 roku, kiedy Sir Stamford Raffles ustanowił wyspę portem British East Company i wytyczył pierwszy plan miasta. Żyło tu wtedy ledwie 10 700 mieszkańców i kilkudziesięciu Europejczyków. Singapur stał się niepodległą republiką dopiero w 1965 roku.

Singapurskie dzielnice, każda o zmiennym charakterze, noszą piętno historii. W ruchliwych, pełnych sklepów i bazarów Chinatown, Kampong Glam, czy Little India, istnieje mnóstwo starych świątyń i stylowych budynków. Singapur to miejsce, w którym różnorodne kultury tworzą jedność, zachowując jednocześnie odrębność. Jest to zjawisko na skalę światową. Typowym widokiem Chinatown są uliczni sprzedawcy, przytulne sklepiki, a także, tak charakterystyczne dla Singapuru, wielopiętrowe, ogromne centra handlowe. Można tu kupić wszystko, od urokliwych gadżetów począwszy, kończąc na sprzęcie elektronicznym najwyższej jakości. Nie są to podróbki. Oszukanie klienta w tym mieście-państwie to rzecz niespotykana. Uliczni sprzedawcy, restauratorzy, a także domorośli medycy i zielarze pracują na ulicy, stąd miejsce to kojarzy się z niekończącym się zaimprowizowanym przedstawieniem.

Kampong Glam to świat dźwięków i barw. Ongiś była to skromna rybacka wioska u ujścia Rocher River, która z czasem przekształciła się w siedzibę władców muzułmańskich. Do dziś stoi tu odrestaurowany sułtański pałac.

Nad Little India unosi się zapach korzennych przypraw, a panująca tu atmosfera przenosi nas w XIX wiek. Sprzedawcy kuszą misternymi wyrobami z mosiądzu i srebra oraz zwiewnymi girlandami z kwiatów jaśminu. Podczas Hinduskiego Święta Lamp dzielnica ta przeobraża się w bajkowy świat.

Singapur to jeden z najnowocześniejszych i najruchliwszych portów świata. Centrum miasta jest arcydziełem współczesnej architektury. Podpływając statkiem czy łodzią od strony Morza Południowochińskiego, widać to najlepiej. Drapacze chmur o fantastycznych wręcz kształtach, nabrzeżne bulwary i tonące w soczystej zieleni różnokolorowe budynki urzekną nawet tych, którzy nie są amatorami nowoczesności. Spoglądając na centrum, niemal z każdej strony widzi się górującego nad nabrzeżem bajkowego białego Merliona, majągo 8,5 m wysokości. Merlion (lew morski zaprojektowany został w 1964 roku jako emblemat dla Singapore Tourism Board. To właściwie ryba z głową lwa, spoczywająca na fali. Symbolizuje odkrycie Singapuru w XI wieku, nazywanego przez krótki czas Temasek, co, tłumacząc z języka jawajskiego znaczy morze. "Singapura" to w języku malajskim lwie (singa) miasto (pura). Dziś Merlion to znany na całym świecie symbol Singapuru.

Polecałabym dwukrotne zwiedzanie centrum: w dzień i wieczorem, gdy miasto przybiera wręcz nierealny, bajkowy wygląd. Warto wtedy zwiedzić hotel Raffles, jeden z najbardziej luksusowych w świecie. Zbudowany w 1887 roku, niedawno odrestaurowany, przepyszny, w stylu końca XIX stulecia, stanowi ogromny kompleks, pełen ogrodów i krużganków. Posiada 103 luksusowe apartamenty. Hotel można zwiedzać, przebywając w nim całymi godzinami, nie nudząc się i odkrywając wciąż coś nowego. Wieczorem, na okolonych wspaniałymi roślinami odkrytych dziedzińcach, orkiestry grają w różnych stylach. Jedząc posiłek, bądź popijając lokalne piwo Tiger, można posłuchać muzyki i potańczyć, l tu - ciekawostka! W jednym z barów Raffles można śmiecić do woli. W pobliżu, także luksusowego hotelu Fullerton (dawna poczta), jest pamiątkowa tablica poświęcona Józefowi Korzeniowskiemu (Conradowi), odsłonięta w ubiegłym roku. Nasz pisarz podróżnik niejednokrotnie zatrzymywał się w tutejszych hotelach.

Główną ulicą Singapuru jest szeroka Orchard Bulevar, przy której mieszczą się ogromne, niewyobrażalne dla Europejczyka, centra handlowe (jest ich przy Orchard aż 40!) oraz najbardziej prestiżowe firmy. Niemal wszystkie ulice miasta mają ruch jednokierunkowy - to kolejny pomysł władz na uniknięcie korków i uzyskanie płynności ruchu.

Istnieje jeszcze podziemny Singapur. To także niewyobrażalne dla Europejczyka przestrzenie z tysiącami sklepów, restauracji i barów. Są one swoistym schronieniem przed niezwykle upalnym wilgotnym powietrzem, jakie jest na zewnątrz właściwie przez cały rok. Wszystkie pomieszczenia w mieście są mocno klimatyzowane, dlatego zawsze warto mieć przy sobie coś do okrycia.



Zielony Singapur i biała orchidea

Miasto tonie w bujnej zieleni. Biała orchidea to jeden z symboli miasta. Znajduje się tu jeden z największych na świecie ogrodów National Orchid Garden w 52-hektarowym kompleksie ogrodowym Botanic Gardens. Jest czynny aż do północy. W Singapurze jest też jeden z najciekawszych ogrodów zoologicznych (Singapore Zoological Gardens). W żadnym innym zoo nie ma się wrażenia aż tak bezpośredniego kontaktu ze zwierzętami, jak tutaj. Małpy różnych gatunków podchodzą do gości, prosząc ich np. o banany, albo... rzucają w nich skórkami od owoców. Pokaz tresowanych słoni odbywa się w naturalnych warunkach. O różnych godzinach, w kilku miejscach zoo, przez cały dzień odbywają się przedstawienia ze zwierzętami, np. taniec z delfinami. Warto przyjść tu na cały dzień i pobyć w tropikalnym klimacie Singapuru pośród niezwykłych okazów flory i fauny. Żyje tu prawie 3 tysiące zwierząt, reprezentujących około 400 gatunków.

Nocne safari (pierwsza tego typu impreza na świecie) to spotkanie z ponad 1200 zwierzętami aktywnymi nocą. Podglądanie ich w naturalnych warunkach jest możliwe dzięki odpowiednio rozmieszczonemu subtelnemu oświetleniu. Zwiedzający mogą spacerować l ub jeździć kolejką. Safari odbywa się od godziny 19.30 do północy.



Bajkowy świat wysepek

Jest ich 59, leżą u południowych wybrzeży Morza Południowochińskiego. Zagospodarowanych turystycznie jest zaledwie kilka. Większość pozostawiono w stanie naturalnym. Ta najpiękniejsza, stanowiąca świat baśni dla dorosłych i dzieci, to Sentosa. Wjeżdża się tam po moście autokarem, płacąc symbolicznego dolara. Natomiast za proponowane na wyspie atrakcje płaci się oddzielnie. To miejsce rekreacji dla singapurczyków. Zwabiają ich tu szerokie piaszczyste plaże, których brak w mieście. Jest tu największe w świecie oceanarium (Underwater World), świat insektów, park unikatowych motyli, hotele utrzymane w stylu kolonialnym, kolejka, z której roztaczają się przepiękne widoki... Uff! Nie sposób obejrzeć wszystkiego w ciągu dnia. Z pewnością nie można pominąć wieczornego widowiska, odbywającego się na tle ogromnej makiety Merliona. O godzinie 20 widownia na wolnym powietrzu zapełnia się po brzegi. Oczy Merliona pulsują czerwonym, zielonym, to żółtym światłem... Rozpoczyna się niepowtarzalne przedstawienie, zwane teatrem symulacji. To barwny technospektakl, kompozycja laserowych obrazów i muzyki.



Zupa z rekina i tygrysie krewetki

Jak różnorodna potrafi być singapurska kuchnia, zwana kuchnią nowej Azji, można się przekonać na każdym kroku. Już za 3 do 4 SGD kupuje się smaczną miskę zupy, wystarczającej za obiad. Restauracje, bary i budki z gorącymi daniami czynne są do późna w nocy. Trzeba tylko uważać i zamawiać wszystko "not spice" (nieostre), gdyż inaczej większości potraw Europejczyk nie jest w stanie przełknąć. Bardzo popularna jest laxa - zupa, bardzo ostra, z jajkiem, krewetkami, kawałkami ryb, tofu i ryżowym makaronem. Dania chińskie, zupę z płetw rekina i pieczone prosię serwuje się najczęściej podczas bankietów. Z kolei kuchnia malezyjsko-indonezyjska słynie z palącego chilli i sosów z orzechów kokosowych oraz wszelkiego rodzaju placków. Godne polecenia jest satay - soczyste, mocno doprawione mięso oraz kawałki kurczaka. Jest tu bez wątpienia raj dla miłośników ryb i owoców morza. Dosłownie wszędzie można nabyć świeże ryby, kraby, małże, ostrygi, krewetki. Z tych ostatnich po raz pierwszy w życiu jadłam krewetki tygrysie o 10-centymetrowej długości i prążkowanej skorupce.

Gdy opuszczałam Singapur, nurtowało mnie pytanie: jak to się dzieje, że są na świecie miejsca, gdzie ludzie są szczęśliwi, a jednocześnie tak doskonale zorganizowani i umiejący się podporządkować mądrym przepisom?




 

Żródło: ANGORA nr 7 luty 2006