Ziemia pełna antyków (Turcja) Drukuj Email
Poznaj i zrozum świat - Na własne oczy
Wpisał Jerzy Machura   
Wtorek, 18. Listopad 2008 19:05

Gdy pomyłkowo poprosiłem w barze o gyrosa, towarzyszący mi przewodnik turecki, ni to serio, ni to żartem, oburzył się i od razu poprawił moje zamówienie na kebab. Po chwili zrozumiałem, że chyba jego niezadowolenie było całkiem na serio, bo zaczął mnie uświadamiać, iż to Grecy ukradli Turkom kebaba i nazwali gyrosem. Podobnie uczynili też ze spożywaną przez Turków w charakterze aperitifu wódką anyżówką raki, zmieniając jej nazwę na ouzo.

Bez względu na to, gdzie leży prawda, obie nazwy mi „smakują", i myślę, że z punktu widzenia zagranicznego turysty, przybywającego tu podziwiać zabytki i inne turystyczne atrakcje, to Turcy nie mają co narzekać na Greków, bo właśnie w pobliżu wschodnich wybrzeży Morza Egejskiego, synowie Hellady pozostawili im bardzo dużo „pamiątek" z czasów antycznych.

Dobrodziejstwo natury

Kto wcześniej odwiedził Grecję czy Włochy, sądził zapewne, że jeśli szu kac klasycznych ruin, to właśnie tam Mocno się zdziwi, gdy wybierze się do tureckiej Anatolii. W tej śródziem nomorskiej krainie możemy znaleźć najwięcej antycznych pozostałości. Miejsc takich jest dziesięć tysięcy, w tym ok. trzech tysięcy ruin miast. To tu Aleksander Wielki przeciął słynny węzeł gordyjski (w mieście Gordion), tu, w Pergamonie (dziś Bergama) wymyślono pergamin. W tym regionie znajdowały się dwa z siedmiu cudów świata (Mauzoleum w Helikarnasie - dzisiejsze Bodrum oraz świątynia Artemidy w Efezie). Stąd wywodził się król Midas, zamieniający wszystko w złoto; tu urodzili się znani filozofowie, pisarze, naukowcy: Tales z Miletu, Anaksimenes, Herodot, Diogenes, Homer, Heraklit, a także... milioner Onasis.

Ale czyż można się dziwić, że anatolijska ziemia była aż tak szczodra i pozostawiła ludzkości tyle bogactw pod różną postacią? Przecież już Herodot docenił zalety jej krajobrazu i klimatu, pisząc, iż to „ziemia pod najpiękniejszym niebem i o najlepszym klimacie na świecie".

Opinię tę niewątpliwie potwierdzają dziś... turyści, którzy gremialnie (z przewagą Brytyjczyków) nawiedzają co roku ten europejsko-azjatycki kraj, rozkoszując się słońcem, widokami cyprysów, winnic i dzikich kwiatów. Morze Egejskie w urokliwy sposób „spotyka się" tu z pasmem wspaniałych, pokrytych wiecznym śniegiem gór Taurus; linia wybrzeża jest kręta, bogata w półwyspy i zatoki, wyspy i wysepki. Niektóre z nich wyglądają jak wierzchołki gór pogrążone w turkusowej bądź seledynowej toni. Choć przeważają brzegi skaliste, nie brak ładnych plaż (piaszczystych) i płycizn. Woda sama zachęca do kąpieli, do rejsów na tradycyjnych tureckich łodziach zwanych guletami zbudowanych z sosnowego drewna, które zabierają turystów na wysepki i do odludnych zatok, a gdy statki stoją na kotwicy, pasażerowie mogą rozkoszować się skokami z pokładu do wody.

Tureckie wybrzeże Morza Egejskiego to nie tylko słońce, plaże i oliwne gaje. To także spotkania z przeszłością, o które nietrudno, bo blisko wybrzeża rozsiane są pozostałości starożytnych miast, widome świadectwo dawnej wysokiej kultury tego regionu. Już wkrótce po przepłynięciu cieśniny Dardanele (promem, w pół godziny) możemy dotknąć stopami ziemi, po której stąpali znani z „Iliady": Priam, Hektor, a przede wszystkim Helena, której porwanie stało się przyczyną dziesięcioletniej wojny między Acha-jami a Trojańczykami (w której, według mitologii, uczestniczyli też wszyscy bogowie, oprócz Zeusa). To tu właśnie został pochowany, ugodzony w piętę, Achilles, tu też Odyseusz wpadł na podstępny pomysł z drewnianym koniem, który w konsekwencji zakończył istnienie Troi.

Pamięć o tym mieście jednak przetrwała przez wieki, oczywiście dzięki „Iliadzie", ale dopiero u schyłku XIX w., niemiecki biznesmen i obieżyświat, a zarazem archeolog amator - Henryk Schliemann, kierując się opisami Homera, odnalazł ruiny miasta na wzgórzu Hisarlyk. Podczas prac wykopaliskowych okazało się, że wzgórze kryje pozostałości aż 9 miast zakładanych jedno na drugim, najstarsze z nich, tzw. Troja I, datowana jest na ok. 3000 rok p.n.e. Troja, o której wspomina Homer, która była celem ataku armii Agamemnona, to tzw. Troja VI. Utwierdził się w takim przekonaniu, bo właśnie w ruinach odkrył coś, co nazwano skarbem Priama, czyli zbiór kilku tysięcy przedmiotów ze złota, srebra i miedzi. Schliemann nie przekazał jednak skarbu miejscowym władzom, zabrał go ze sobą i uciekając przed odpowiedzialnością prawnoskarbową, udał się do Grecji. Z czasem skarb Priama zaginął i odnalazł się w... Rosji.

Turysta zwiedzający dzisiejszą Troję musi jednak mieć bogatą wyobraźnię, by w tej ruinie ruin, w plątaninie resztek murów i wykopów, dopatrzyć się scen znanych z lektury czy filmowych produkcji. Główną atrakcję stanowi makieta legendarnego konia pułapki, dzięki któremu Grecy zdobyli miasto. Makieta, którą notabene wykorzystano w filmie „Troja". Do środka konia, wzorem Achajów, można wejść po schodkach, z czego chętnie korzystają (zwłaszcza!) panie. Może marzą o roli, jaką odegrała Helena...

Troja niewątpliwie rozczarowuje, w stosunku do tego, co o niej wiemy i co chcielibyśmy zobaczyć. Więc nic dziwnego, że i rozstawione po straganach koniki trojańskie jakoś nie mają wzięcia. Bo jak taką „podstępną" pamiątkę zabrać do domu, a tym bardziej dać komuś w prezencie, niczym Achajowie...

Wycieczki w przeszłość

Może to jednak i dobrze, że zwiedzanie antycznych miejsc Anatolii rozpoczyna się zwykle od Troi, bo potem jest tylko lepiej i okazalej. Bo już odwiedziny w niedalekiej Bergamie, czyli Pergamonie, dają poczucie spełnienia celu i oczekiwań. Pięknie położone i stosunkowo dobrze zachowane ruiny świadczą o wielkości tego jednego z najładniejszych miast hellenistycznych, wspaniałego przykładu starożytnej urbanistyki. Nic dziwnego, że każdego roku Efez odwiedza około dwóch milionów turystów.

Pergamon to oczywiście... pergamin. Gdy zazdrośni o księgozbiór Egipcjanie wstrzymali dostawy papirusu, pergameńczycy zaczęli pisać na wyprawionych skórach, które od tej pory nazwano pergaminem. Co prawda, nie przetrwały mury drugiej co do wielkości, po aleksandryjskiej, największej biblioteki liczącej 200 tyś. zwojów. Za to zachwyt wzbudza częściowo zrekonstruowana świątynia Trajana, zbudowana przez Hadriana, jedyna budowla pozostała z czasów Cesarstwa Rzymskiego; podziemna część się zachowała, jeszcze w średniowieczu jej podziemia wykorzystywano na magazyny. Imponują także: wspaniały akropol położony na wzgórzu o wysokości 300 m i amfiteatr na 1O tys. widzów, wybudowany w oparciu o zbocze wzgórza, pozostałości świątyni Dionizosa pałacu królewskiego i arsenału. Aby zobaczyć najważniejszy obiekt starożytnego Pergamonu, słynny ołtarz Zeusa z II w. p.n.e., trzeba jednak wybrać się do... Berlina, dokąd wywieziono go w XIX w. Przewodnicy pokazują więc jedynie miejsce po ołtarzu i pięknie o nim opowiadają.

Pergamon (ołtarz)

Kogo męczą wycieczki w poszukiwaniu zabytków, a chce rezydować nad Morzem Egejskim, niech wybierze Didim. Bo to wspaniały, pełny rozrywek kurort nadmorski, a zarazem miejsce świątynne. Dedykowano je Apollinowi reprezentowanemu przez kapłanów, do których już w IV w. p.n.e. z prośbą o wyrocznię przybywały tłumy pielgrzymów.

Niewątpliwie jednak antyczna Turcja to przede wszystkim Efez, kiedyś największy port na zachodnim wybrzeżu Azji Mniejszej, a dziś jedno z najlepiej zachowanych starożytnych miast, symbo! kultury jońskiej. W II w n.e., do liczącego 400 tyś. mieszkańców Efezu ściągali pielgrzymi z całego antycznego świata, by podziwiać wspaniałą świątynię Artemidy wzniesioną w VII w. p.n.e. Bywał tu Aleksander Wielki i Hannibal, żył tu Heraklit - autor słynnego powiedzenia „Panta rhei" („Wszystko płynie"), tu ponoć doszło do pierwszej „randki" Marka Antoniusza i królowej Kleopatry a św. Jan spisał tu swoją Ewangelię. Niestety, zaliczony do siedmiu cudów świata Artemizjon nie przetrwał. Ale, jak mówią tureccy przewodnicy, nie chodzi tu o grecką Artemidę, którą wyobrażano sobie jako łowczynię, z kołczanem na plecach i łukiem w ręku, lecz o jej imienniczkę czczoną niegdyś w Małej Azji, matkę wszelakiego stworzenia, o wielu piersiach symbolizujących płodność - ziemię żywicielkę. Piękność świątyni okazała się dla niej złą wyrocznią. Spalił ją żądny sławy szewc efeski Herostratos. Przekazy mówią, że świątynię odbudowano, po czym zdewastowali ją Goci, ale ostatecznie zniszczono w pierwszym okresie chrześcijaństwa.

W dobrym stanie zachowały się niektóre domy bogatych Efezjan, ozdobione mozaikami i freskami. Można też zobaczyć, co wzbudza niekłamane zainteresowanie turystów - starożytne publiczne toalety (długi rząd siedzisk z otworami), a także pozostałości po... domu publicznym. Odko-narvn nn w 19RR roku. a tam m.in. mały basenik do ablucji i „kapliczkę", w której goście wznosili modły do bogini, zanim oddali się rozkoszom. Zobaczyć można też kamienny tapczan i urządzenie do wyciskania winogron, bo picie wina należało do niezbędnych rytuałów wizyty. Aha, można też sprawdzić, czy byłoby możliwe wejście do tego starożytnego przybytku, jako że na marmurowej płycie wyrysowano wzorzec, według którego wstęp mieli tylko ci mężczyźni, którzy mogli się pochwalić... stopą większą niż ta wyrysowana.

Zamierzających zwiedzać Efez warto przestrzec, że słońce praży tam niemiłosiernie. I dobrze zaopatrzyć się w wodę albo zimne piwo... „Efez". Radzę też zwiedzać najpierw Efez, a potem, Maryam, nie odwrotnie.

Tygiel kultur

Maryam (Meyremana), to miejsce, gdzie w domku na szczycie zalesionego wzgórza ostatnie lata życia spędziła Matka Boska. Idziemy aleją, w cieniu starych cedrów i drzew figowych, by na górze zobaczyć nieduży kościółek, wybudowany w miejscu wspomnianego domku. Matka Boska przybyła tu z Palestyny, uciekając przed prześladowaniami. Domek odnaleziono dzięki Katarinie Emmerich, zakonnicy niemieckiej, która miała wizję, że gdzieś koło Efezu znajduje się grób Jana Chrzciciela. Objawienie się sprawdziło. 15 sierpnia odprawiana jest tu msza św. także w języku polskim. Watykan uznał to miejsce za święte, w 1967 roku przybył tam papież Paweł VI, a 30 listopada 1979 r. sanktuarium odwiedził papież Jan Paweł II, podczas wizyty w Turcji, i odprawił tu mszę pod gołym niebem. Liczne wycieczki Polaków wita tablica informacyjna, która w naszym języku opowiada o objawieniach, i słowacka zakonnica mówiąca po polsku. Zwraca uwagę zawieszona w ścianie gablota, w której umieszczone są wota, m.in. dziesiątki znaczków z Polski, z herbami miast, tarcze szkolne, odznaki harcerskie, maskotki, lampki górnicze, góralskie kierpce i ciupagi... Na specjalnej tablicy wierni umieszczają karteczki z prośbami do Matki Boskiej, a w pobliżu kościółka płynie źródełko, którego wody mają ponoć świętą moc. Ludzie piją, niektórzy się obmywają.

Ale wracajmy na starożytny szlak. Warto odwiedzić Milet, rodzinne miasto m.in. słynnego Talesa, a także pisarza Arystydesa, któremu przypisuje się autorstwo opowiadań erotycznych. Założono je przy ujściu rzeki Meander (obecnie Menderes). Milet był potęgą morską rywalizującą z Tyrem i Kartaginą, a jego okręty docierały aż do Gibraltaru. Był też centrum handlowym, słynącym z wyrobu doskonałych tkanin. Potęga gospodarcza Miletu, a także kontakty kulturowe z Azją przyczyniły się do powstania tu jońskiej filozofii przyrody, zaczątków greckiej filozofii i nauki reprezentowanych przez Talesa, Anaksymenesa i Anaksymandra. Miasto upadło, podobnie jak i inne ówczesne miasta, na skutek zamulenia portu. Według Dziejów Apostolskich, Milet odwiedzili w l wieku św. Paweł i św. Łukasz. Obecnie ruiny Miletu rozpościerają się w pobliżu wsi Balat, w terenie jakby zapomnianym. Miasto musiało być kiedyś istotnie potężne, ale dziś, w odróżnieniu od Pergamonu czy Efezu, porośnięte ostami ruiny sprawiają wrażenie dość przygnębiające, potęgowane przez hulający na otwartej przestrzeni wiatr. Jedynie pasące się w pobliżu kozy i owce świadczą, że życie tu całkiem nie zamarło.

Do Turcji warto pojechać. Z wielu względów, także po to, by poznać starożytne budowle. Nawet ten, kto nie gustuje w zabytkach historycznych, a ich zwiedzanie raczej go męczy, będąc w Anatolii, chyba zmieni zdanie. Bo tu ta potęga starożytności, mimo ruin, przemawia mocniej niż gdzie indziej.

Tekst: JERZY MACHURA
Zdjęcia: Choo Tse Chien,Hushini,LifeONathan,Orna Popper

ANGORA-PERYSKOP mr 39. 29 wrzesnia 2008