Stajenka za murem (Betlejem) Drukuj Email
Poznaj i zrozum świat - Na własne oczy
Wpisał Marzena Mróz   
Niedziela, 21. Grudzień 2008 08:30

Byłby bezdusznie szary, gdyby nie kolorowe graffiti przedstawiające rozwścieczone lwy, szyby naftowe, dolary, szubienice i czarno-białe chusty, jakby właśnie zdjęte z głów Jasira Arafata i jego żołnierzy. Ostatnio pojawił się na nim napis: „Nie - dla nowego getta warszawskiego".

 

W mieście oddalonym 8 kilometrów od Jerozolimy

nie ma spokoju.

Dlatego mur jest tak wysoki i wije się po rozległych, kamienistych pastwiskach, gdzie pasterze wciąż strzegą swych stad kóz i owiec. Przypomina mur berliński i Wielki Mur chiński. Mur betlejemski wzniesiono z tego samego powodu, z jakiego powstały wcześniejsze - aby wzbudzać respekt, zastraszać, dzielić. Nie pozwalać na spotkanie człowieka z drugim człowiekiem. Ta 7-metrowa konstrukcja, otaczająca Betlejem z trzech stron, to część 724-kilometrowej inwestycji, mającej zaanektować 10% Zachodniego Brzegu, otaczając dziesiątki żydowskich osiedli leżących na wschód od Zielonej Linii. Państwo żydowskie nazywa go murem bezpieczeństwa, Palestyńczycy - gettem.

Zaczęto go wznosić w 2002 roku, zaraz po tym, jak palestyńscy bojownicy zabarykadowali się w Bazylice Narodzenia Pańskiego na pięć tygodni, podkładając w jej wnętrzu ładunki wybuchowe. Armia izraelska obiegła wtedy świątynię. Kolejne betonowe płyty coraz szybciej stawały obok siebie w szeregu, a budowy nie zdołało przerwać nawet wydane w 2004 roku orzeczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, stwierdzające, że powstanie muru betlejemskiego jest sprzeczne z prawem międzynarodowym i nakazywało jego zburzenie. Świat przyglądał się powstawaniu tej budowli niezgody z zapartym tchem, ale w milczeniu.

Nazwa Betlejem ma dwa znaczenia - po hebrajsku znaczy Dom Chleba, a po arabsku Dom Mięsa. To różnica zasadnicza. Od 1995 roku miasto leżało w Palestynie. Żeby się dziś do niego dostać, trzeba przekroczyć granicę. Zasieki z drutu kolczastego, karabiny wymierzone w nadjeżdżających, check point i za chwilę kolejny szlaban. Młodzi Arabowie dokładnie sprawdzają paszporty. Mieszkańcy Izraela nie mają wstępu do Betlejem. Palestyńczycy tłumaczą, że nie są w stanie zapewnić im bezpieczeństwa w swoim kraju. Zamiast groty i żłóbka, mogą obejrzeć jedynie mur, który sami wznieśli.

Betlejem leży

na granicy dwóch państw

z niezwykłą historią. Jedno z nich odwieczne - Palestyna, faktycznie nie istnieje. Drugie - Izrael - nie istniało przez wieki. Najbardziej realną sprawą, łączącą i dzielącą te dwa kraje, narodowości, kultury i obyczaje jest mur. Ma zapobiec przepływowi terrorystów. W rzeczywistości uniemożliwia normalne życie mieszkańcom miasteczka. Utrudnia komunikację, oddziela ludzi od ziemi, którą uprawiali, izoluje rodziny, budzi niepokój, wyzwala agresję.

Muzułmanie, jak i chrześcijanie, stanowiący 30-tysięczną społeczność miasteczka, to głównie Arabowie. Jedni i drudzy wierzą, choć na różne sposoby, w misję człowieka, który urodził się na ich ulicy ponad 2000 lat temu, żeby zbawić świat. Dla jednych jest prorokiem, dla drugich Mesjaszem. Ale dziś nikt się już o to nie spiera. Widok młodych Arabek modlących się w Grocie Narodzin, nie należy do rzadkości. Chrześcijanie stanowią ledwie 2% ludności w Palestynie, pozostałe 80% to muzułmanie. W Betlejem mieszka 6 tys. rzymskich katolików, razem 1350 rodzin. Są też chrześcijanie innych wyznań oraz większość muzułmańska, która stanowi 2/3 mieszkańców. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu proporcje były odwrotne. W ostatnich latach miasteczko opuściło 1400 chrześcijan. Nie widzieli oni szans dla siebie w miejscu narodzin Jezusa.

Młodzi mieszkańcy Betlejem twierdzą, że „wewnątrz murów getta" brakuje podstawowych struktur niezbędnych do egzystencji. Wieczorem miasto pogrąża się w ciemności, zamiera. Nie ma pieniędzy, aby opłacić prąd. Jedno kino, utrzymywane z funduszy kościelnych, proponuje filmy sprzed lat, a o teatrze, koncertach muzycznych czy obiekcie sportowym można pomarzyć. W Betlejem nie ma szpitala, a ponieważ na przepustkę do Jerozolimy trzeba czekać kilka dni, zdarza się, że chorzy umierają nie doczekawszy pomocy. Widocznym przejawem biedy w miasteczku są żebrzące dzieci, czyhające od samego rana na autobus z turystami. Nie zawsze tak było. Świadczą o tym hebrajskie napisy na sklepach i warsztatach. Przed powstaniem muru mieszkańcy Jerozolimy przyjeżdżali do Betlejem na tańsze zakupy, do krawca, naprawić samochód.

Do Betlejem można wjechać jedynie na podstawie przepustki. Każdego ranka przed check pointem pomiędzy Betlejem a Jerozolimą stoi w kolejce ponad tysiąc Palestyńczyków pracujących po drugiej stronie muru. Pierwsi przychodzą tu około godz. 2 i śpią pod ścianą w oczekiwaniu na świt. Punktualnie o godz. 5 żołnierze otwierają punkty kontrolne, gdzie szczegółowo badają tożsamość każdego przekraczającego mur i sprawdzają przepustki uprawniające do przejścia. Każdy z przekraczających granicę musi również prześwietlić bagaże, zdjąć buty, pasek, pozostawić odciski palców. Nic dziwnego, że taka przeprawa zajmuje zwykle kilka godzin. Ci, którzy nie mają przepustek - szukają innych sposobów przedostania się na drugą stronę. Wspinają się na mur po sznurach albo przechodzą kanałami odprowadzającymi wodę. Wielu z nich ginie od izraelskich kul.

Mimo grozy sytuacji,

mieszkańcy legendarnego miasteczka codziennie próbują przekroczyć mur. I trudno się dziwić, bo na
 

pracę w Betlejem nie ma co liczyć. Miasteczko przez lata utrzymywało się z turystyki i pielgrzymów, którzy przybywali do Groty Narodzenia. Dziś jego ulice są puste, tylko co jakiś czas szybko przejeżdża autobus z zagraniczną wycieczką. W 2000 roku Betlejem odwiedzało blisko 100 tys. osób miesięcznie. W ostatnich latach liczba ta spadła ponaddziesięciokrotnie. Miasteczko ubożeje. Osoby zatrudnione w hotelach, restauracjach, a także rzemieślnicy produkujący figurki Świętej Rodziny z drzewa oliwnego tracą pracę, a więc i dochody.

Mur pokrywają coraz bardziej wyrafinowane i niezwykłe rysunki. Peace oe with you - Pokój z tobą - wita napis w trzech językach, stanowiący wielki transparent izraelskiego ministerstwa turystyki. Rok temu na szarych płytach okalających Betlejem pojawiły się graffiti słynnego brytyjskiego rysownika Banksy'ego. Wędrując po miasteczku, zamiast scen ze stajenki, można zobaczyć gołąbka pokoju w kamizelce kuloodpornej, już na celowniku. Na jednym z murali dziewczynka z warkoczem przeszukuje izraelskiego żołnierza odwróconego

twarzą do ściany,

na kolejnym widać osła, któremu żołnierze izraelscy sprawdzają dokumenty. Banks określił swoje malarstwo w Betlejem jako wandalizm, po czym wystawił własne prace na aukcji. Miasto zyskało dzięki tej inicjatywie około 100 tys. funtów, które przeznaczono na edukację dzieci.

Przed świętami Bożego Narodzenia przybywają do Betlejem chrześcijanie z całego świata. Miejsce to nabiera wtedy szczególnego charakteru. Na Placu Żłóbka, położonym w centrum, stoi wielka choinka ozdobiona bombkami i szarfami z życzeniami w kilkunastu językach świata. W pobliskim muzeum ustawiana jest szopka, upamiętniająca narodziny sprzed 2000 lat, a na bazarze obok fig, daktyli i palestyńskich bardzo słodkich o tej porze roku truskawek, leżą mikołaje z marcepanu.

Celem pielgrzymów, przyjeżdżających w grudniu do Betlejem, jest Bazylika Narodzenia Pańskiego - kościół wybudowany nad grotą uważaną za miejsce narodzin Jezusa, jedna z najstarszych chrześcijańskich świątyń na ziemi. Żeby wejść do tej prostej, prawdziwej świątyni, trzeba schylić się i przekroczyć zaledwie półmetrowy otwór, będący dla każdego z nas „wrotami uniżenia". W XVII wieku wspólnota chrześcijańska zdecydowała się zamurować główne wejście do bazyliki, aby powstrzymać hordy tureckie wjeżdżające do niej konno.

Świątynię zbudował w 332 roku Konstantyn Wielki. Została zniszczona dwa wieki później, a następnie przebudowana w VI wieku przez Justyna i odnowiona przez rycerzy biorących udział w wyprawach krzyżowych. Bazylika cudem ocalała w czasie inwazji perskiej w 614 roku. Napastnicy dostrzegli zdobiący fronton wizerunek Trzech Króli odzianych we wschodnie stroje, których uznali za Persów i zamiast spalić to miejsce, oddali mu hołd. We wnętrzu bazyliki znajdują się kolumny z czerwonego wapienia z ko-rynckimi głowicami, które wyznaczają podwójne nawy, po obu stronach nawy głównej. Ponad nimi widoczne są pozostałości mozaiki wykonanej w 1169 roku, przedstawiającej na złotym tle przodków Jezusa i siedem pierwszych soborów ekumenicznych. Spośród wizerunków soborów w całości zachował się jedynie pierwszy, przedstawiający sobór w Konstantynopolu. Widoczne są fragmenty soborów: nicejskiego, efeskiego i chalcedońskiego. Ogromne wrażenie robią powstałe przed wiekami mozaikowe postacie obrazujące przodków Jezusa, podziurawione kulami przez kolejnych najeźdźców.

Kaplica Narodzenia to niewielka grota mieszcząca się pod głównym ołtarzem bazyliki. Srebrna gwiazda w małej apsydzie symbolizuje miejsce narodzin Jezusa. Nad ołtarzem zawieszono przed wiekami 15 zdobionych lamp należących do różnych wspólnot chrześcijańskich. W niewielkiej kaplicy, mogącej pomieścić zaledwie kilkanaście osób, tuż obok groty znajdują się dwa ołtarze - jeden w miejscu, gdzie znajdował się żłóbek, i drugi - ołtarz Trzech Króli wzniesiony dla upamiętnienia trzech mędrców ze Wschodu, którzy przybyli ponad 2000 lat temu do Betlejem, aby pokłonić się królowi. W tym jedynym mieście na świecie codziennie odprawiana jest msza Bożego Narodzenia.

Słynna bazylika jest obiektem sporu pomiędzy odłamami chrześcijaństwa. Ta „wspólna własność" greckiego Kościoła prawosławnego, rzymskokatolickiego i ormiańskiego została przed laty podzielona i jest pilnie strzeżona. Kontrolowana przez Greków Grota Narodzenia jest chroniona potężnymi, stalowymi drzwiami, broniącymi dostępu katolikom. Co roku, w dniu generalnego sprzątania, przypadającym na 29 grudnia, konflikt się wzmaga. Zdarzało się, że wśród duchownych dochodzi do rękoczynów z powodu... przesunięcia dywanika o kilka centymetrów.

Wkrótce Betlejem będzie przeżywało 2008 rocznicę narodzin Jezusa.

Miasto podzielone wyznaniami,

nękane zamachami terrorystycznymi, biedne i uznane przez jego młodych mieszkańców za najgorsze miejsce do życia na ziemi, okala mur. Filozofowie, teolodzy i zwykli śmiertelnicy zadają sobie pytanie. Czy również dziś Jezus mógłby się urodzić w Betlejem? Odpowiedź jest jednoznaczna i przerażająca. Maria, Żydówka, dziś - w XXI wieku - nie mogłaby urodzić tu syna. Nie miałaby pozwolenia na wjazd do Palestyny.

A gdyby przechodziła koło Betlejem nocą, nie dostałaby się na jego teren. Po zapadnięciu zmroku wszystkie bramy w betonowym betlejemskim murze są zamknięte. I dla ludzi, i dla bogów.


Tekst: MARZENA MRÓZ


 

Ważne informacje:

Podróż

Aby dotrzeć do Betlejem, trzeba dolecieć do Tel Awiwu. Ż Warszawy lata LOT i izraelski El Al. Ceny biletów od 1500 do 2000 zł. Sprawdzonym przewoźnikiem są Czeskie Linie Lotnicze; z Warszawy za 1500 zł.

Droga do Betlejem

Tel Awiw jest oddalony od Jerozolimy zaledwie o 50 kilometrów. Dystans ten można pokonać autobusem. Z Jerozolimy do Betlejem warto pojechać taksówką, płacąc około 100 NIS (1 szekel izraelski NIS - 0,65 zł). Turyści z europejskimi paszportami bez problemów wjeżdżają do miasteczka. Trzeba się liczyć jedynie z kolejką na palestyńskiej granicy.

Noclegi

Betlejem dysponuje skromną ofertą miejsc noclegowych. Godnym polecenia jest Casa Nova - dom prowadzony przez franciszkanów (20 dol.), a także hotel Orient Palace (80 dol.). Można się zatrzymać w 4-gwiazdkowym Shepard Hotel (100 dolarów) lub w Grand Hotelu za 90 dolarów za noc.

Izraelska pieczątka

Wbijana do paszportu pieczątka świadcząca o pobycie w Izraelu uniemożliwia przekroczenie granic m.in. Libanu, Syrii, Sudanu i państw Zatoki Perskiej.

Czas

W Izraelu czas jest przesunięty o godzinę do przodu w stosunku do czasu środkowoeuropejskiego.