Podróże kulinarne Drukuj Email
Poznaj i zrozum świat - Na własne oczy
Wpisał Wilhelm Karud   
Niedziela, 21. Grudzień 2008 08:39

Boże Narodzenie - Nowy Rok - święto Trzech Króli - karnawał

Wiele meksykańskich rodzin świętowanie Bożego Narodzenia rozpoczyna, dzieląc się słodkim, okrągłym chlebkiem - wianuszkiem „La Rosca de Reyes". W środku ciasta ukryto wcześniej fajansową laleczkę muneca - symbol Dzieciątka. Komu przypadnie kawałek zawierający figurkę, ten organizuje przyjęcie z okazji Święta Matki Boskiej Gromnicznej. Nagroda wiąże się z wydatkami, ale zbożny cel uświęca środki.

Zwyczaj pochodzi prawdopodobnie

ze średniowiecznej Prowansji,

a na przestrzeni stuleci upowszechnił się w innych katolickich krajach. Znany jest w Hiszpanii, Portugalii, Meksyku i niemal w całej Ameryce Łacińskiej. Podobne ciasto nieobce jest także innym wyznaniom, można je spotkać m.in. na Cyprze, w Stanach Zjednoczonych, Szwajcarii i Bułgarii. Tradycyjnie chlebek ten spożywano w dzień Trzech Króli, ale w Meksyku coraz częściej je się go także podczas świąt Bożego Narodzenia, na Nowy Rok, w okresie karnawału oraz w tłusty czwartek. Przygotowanie okrągłego wianuszka drożdżowego ciasta trwa dwa dni, a jego wnętrze wypełnia bogata gama ingrediencji. W zależności od wersji nadzienie stanowią: orzechy, migdały, rodzynki i anyż, a także pomarańcze, mango, wanilia, cynamon, kandyzowane wiśnie i inne owoce. Dużą wagę przywiązuje się do dekoracji ciasta, używając najświeższych i najdroższych produktów. W Meksyku często jest to biznaga - soczysty, rozpuszczający się w ustach kandyzowany kaktus. W innych krajach używa się figowej konfitury, kandyzowanej pigwy, melona lub nektarynek. W zależności od regionalnych tradycji we wnętrzu placka zapieka się jedną lub dwie figurki. Jedna symbolizuje Jezusa ukrytego przed żołdakami Heroda, a druga utożsamia króla. Zwyczaj upamiętnia biblijną opowieść o narodzinach Jezusa w Betlejem. Rytualne ciasto nazywane jest także chlebem Trzech Króli lub ciastem Mędrców ze Wschodu. Rosca de Reyes ma niezliczoną liczbę wersji i towarzyszących ciastu zwyczajów. Zamiast figurki Jezusa lub króla umieszcza się w nim fasolkę, migdał albo monetę. Przed podaniem niektórzy zdobią je złotą koroną, którą nosi potem znalazca figurki. Zobowiązanie do organizacji kolejnego świątecznego party jest zazwyczaj symboliczne. Może to być po prostu kolejne towarzyskie spotkanie, do którego i tak wszyscy się dołożą.

We Francji znajdziemy parę gatunków królewskiego chlebka. Najbardziej popularne jest galette lub gateau des Rois, znane w południowych prowincjach kraju, oraz brioche z Normandii. W Luwrze i w Musee Fabre w Montpellier widziałem potem osiemnastowieczne dzieła malarskie poświęcone tej tradycji. Dowiedziałem się też, że grecka i cypryjska vasilopita oraz bułgarska banica wywodzą się niemal z tych samych religijnych tradycji. Podobnie jest z portugalskim bolo rei i katalońskim tortelli oraz king cake z amerykańskiej Luizjany.

Zapachem cynamonu,

imbiru, gałki muszkatołowej, kardamonu i wanilii powitało mnie ubiegłej zimy norweskie Egersund. W organizowanym tam co roku bożonarodzeniowym miasteczku można naprawdę poczuć atmosferę zbliżającego się najradośniejszego ze wszystkich radosnych świąt. Kolorowe parady skrzatów rozdających prezenty, przemarsze świątecznej orkiestry, bogactwo barw na świątecznych stoiskach powodują, że adwent jawi się nam jako czas optymizmu i uroczystego oczekiwania. Mijając rozlokowane w urokliwej przystani kramy, przyglądałem się słomianym i papierowym dekoracjom, rozmaitym gadżetom, słynnym norweskim swetrom, nożom myśliwskim i narciarskim ekwipunkom. Wszędzie można było czegoś pokosztować, powąchać, dotknąć i posłuchać. Korzenny zapach przywiódł mnie do długiej lady ze stosami chlebków, bułek, ciast, ciasteczek, pralin, pasztecików i tortów. Już od początku grudnia cała Norwegia piecze swoje ulubione kardamonowe ciasteczka, ale nie tylko, Popularne są tu patyczki migdałowe, podpłomyki le-fee, gofry z kilkoma rodzajami słodkich dodatków, naleśniki panekake, piernikowe chlebki, torciki a la Sacher i inne. W wielu domach pieczeniem zajmują się nawet ośmioletnie dziewczynki, przestrzegając, by było siedem rodzajów wypieków. Zapalają przy tym kolejne świeczki, odliczając tygodnie dzielące świat od nadejścia dobrej nowiny. Nigdzie nie może zabraknąć julekake - świątecznego ciasta drożdżowego pachnącego kardamonem lub gałką muszkatołową i obficie nadzianego rodzynkami, orzechami i kandyzowanymi owocami. Smak i zapach tych specjałów zawsze będzie mi się kojarzył z Julebyen - przedświątecznym świętem w Egersund.

Nigdy nie zapomnę świątecznego wypieku chleba na wsi słowińskiej, choć od mojego pobytu nad jeziorem Łebsko minęło już sporo lat. Piec służący kilku mniej zamożnym rodzinom stał tuż za szopą z narzędziami rolniczymi. Mieścił nie tylko palenisko. W jego przedniej części znajdowała się mała komórka, gdzie przechowywano dzieże, drewniane łopaty, pogrzebacze i inne piekarskie sprzęty. Podczas gdy mężczyźni rozgrzewali wnętrze pieca, kobiety kułakami miesiły ciasto na zakwasie w dwóch płytkich drewnianych dzieżach. Zakwas na bazie żytniej mąki, mleka i drożdży przygotowywano ponad tydzień wcześniej. Po kilku dniach dodawano do niego gotowanych i zmielonych kartofli, a następnie ukwaszone mleko, wodę, sól i kminek. Kolejnego dnia dodajemy drożdże rozprowadzone w mleku, wsypujemy mąki żytniej oraz pszennej, tyle ile trzeba, dodajemy jeszcze soli lub nie dodajemy wcale... - mówi stara receptura. Tradycyjnie

do wypieku

słowińskiego chleba używano mąki żytniej, a pszenną dodawano, żeby chleb świąteczny różnił się od tego powszedniego. Ciasto uzupełniano ziemniakami, aby przedłużyć świeżość pieczywa i nie piec kolejnych partii aż do Nowego Roku. Kiedy żar spełnił swoje zadanie, szybko go wygarniano, a palenisko przemywano zimną wodą. Nieforemne porcje pulchnej, surowej masy gospodynie układały na długich deskach i wsad wędrował do piecowego brzucha. Kilka chlebów piekło się na liściach kapusty, które dla tych celów przechowywano od jesieni. Po dwóch godzinach wyrośnięte i rumiane bochny nadawały się do wyjęcia.


Tuż przed świętami pieczono też rozmaite bułeczki, ciasta piernikowe, precle i regionalny specjał piekarski - młodzowy kuch z kruszonką. Ten słowiński, kaszubski i kociewski drożdżowiec na każdą uroczystą okazję wywodzi się z tradycji pieczenia chleba. Już trzysta lat temu do ciasta chlebowego zaczęto dodawać kawałki słodkich woców, miód, a z czasem także cyntamon, cytryny, rodzynki i wanilię. Udany placek zależy od świeżości drożdży, jakości mąki i temperatury pieca. Ważne jest także to, czym go posypano. Jak podaje Róża Ostrowska w „Bedekerze Kaszubskim", gdzie bogato opisano regionalne menu: Na niedzielę z zasady musi być placek drożdżowy, niechby nawet dosyć postny, ale za to ze słodką, grubą warstwą kruszonki na wierzchu.

Na Łemkowszczyżnie cały świąteczny okres czczony jest wyjątkowo uroczyście. Ważne, by przestrzegać wszystkich obrzędów religijnych i tych, które przez wieki utrwaliły się w ludowej tradycji. Pierwszy dzień świąt to czas pełen szacunku i wzajemnego pokoju. Nie chodzi się w gości, dzieciom nie pozwala się odrabiać lekcji i wychodzić na sanki.

Pierwszego gościa

- tylko mężczyznę lub młodzieńca, który zjawi się w ten dzień, zwie się połaznykom. To on przynosi do domu szczęście lub zło. W niego od dawien dawna wpatrywano się, by przewidzieć powodzenie nadchodzącego nowego roku. Chcąc pomóc szczęściu, zapraszano do domu upatrzonych chłopców wracających z cerkwi, proponując im rolę połaznyka. Najlepiej gdy kandydat był przystojny, tryskający humorem i żywił sympatię do córki gospodarzy. Takiego to nawet siłą potrafiono wciągnąć i już od progu częstowano gorzałką, kiełbasą, boczkiem oraz białym chlebem. Biały chleb w łemkowskiej tradycji świątecznej ma szczególne znaczenie. Do chyży, łemkowskiej chaty, wprowadzano czasami woła i raczono go chlebem, by dobrze podjadł, a nawet zabrał część dla rozdania innej chudobie. Dopiero po wyprowadzeniu obdarowanego chlebem zwierzęcia można było usiąść do stołu i rozpocząć świąteczną ucztę. Na Łemkowszczyżnie, podobnie jak na Ukrainie, przetrwał pradawny zwyczaj świątecznego dzielenia się chlebem.

Świętowanie Bożego Narodzenia w Boliwii rozpoczyna się udziałem w pasterce. Powracające do domu rodziny piją czekoladę i raczą się wigilijnym chlebem. W zamożnych domach jest to słodkie pieczywo pełne bakalii, a biedniejszym wystarcza zwykły chleb z serem. W urządzonej w każdym domu szopce betlejemskiej dzieci szukają prezentów od „Dzieciątka" a potem serwowany jest obiad - pieczeń z indyka lub kurczaka. Główny świąteczny posiłek jest zazwyczaj spożywany w domu dziadków lub innych starszych członków rodziny.

Francuską świąteczną tradycją jest wypiekanie trzynastu bochenków chleba symbolizujących Jezusa i dwunastu apostołów. Święta obchodzi się jedynie 25 grudnia i tylko wtedy w domu stroi się drzewko świąteczne.

Dzień przed Wigilią w niektórych szwedzkich rodzinach kultywowany jest zwyczaj doppa i grytan - maczanie w kociołku. Kawałki żytniego, razowego pieczywa nasącza się tłustym bulionem i spożywa. Dawniej biedniejsza część społeczeństwa wykorzystywała w ten sposób rosół powstały podczas gotowania świątecznej szynki. Obecnie to symboliczny rytuał wyrażający dziękczynność za to, że się dobrze darzy.

Filipińczycy już na 9 dni przed świętami gremialnie uczestniczą w tzw. „Mszy Koguta". Codzienne nabożeństwo o charakterze pasterki odprawiane jest przed świtem i od stuleci przygotowuje wiernych do świąt Bożego Narodzenia. To kogut, według miejscowej tradycji, miał być pierwszym zwierzęciem objawiającym światu narodzenie Jezusa. Wigilia jest huczna i wesoła - dzwonią dzwony, słychać klaksony samochodów, gra głośna muzyka. Na stole obok chleba i ciast pojawia się pieczone prosię, szynka wieprzowa, indyk i owoce egzotyczne.

Grecy przy świątecznym stole spotykają się

w gronie rodzinnym

pierwszego dnia świąt. Szczególne miejsce wśród potraw zajmuje „chleb Chrystusa", christopsomo - zazwyczaj okrągły bochenek słodkiego pieczywa z orzechami i innymi bakaliami. Na jego skórce winien znaleźć się odcisk pieczęci z religijną treścią. W niektórych domach dekoracja skórki symbolizuje tradycyjne zajęcie rodziny, np. hodowlę owiec, winiarstwo, rybołówstwo. Obok tego podaje się wówczas pieczone jagnię, indyka albo prosię nadziane ryżem lub pęczakiem i kasztanami.

W Chile, podobnie jak w wielu innych krajach, dzień Wigilii nazywany jest Paschą. Spożywając uroczystą kolację, całe rodziny czekają na Starego Paschę - odpowiednika naszego Świętego Mikołaja, który przybywa na saniach ciągniętych przez lamy. W jadłospisie dominuje indyk, ale równie ważny jest chleb wigilijny oraz tzw. „małpi ogon". Chleb jest pełen suszonych owoców, orzechów, migdałów i rodzynek, a małpi ogon to koktajl ze skondensowanego mleka, spirytusu, cynamonu, sułtanek i odrobiny kawy.

Irlandczycy już w okresie przedświątecznym dekorują swe domostwa jemiołą i wieńcami wieszanymi na drzwiach. Miłym zwyczajem jest też obdarowywanie osób, z których usług korzystano w czasie kończącego się roku. To kominiarze, listonosze, mleczarze i inni. Po rytualnym zamieceniu podłogi do biesiady przystępuje się o trzeciej po południu w Wigilię. Przestrzegając postu, na stół podaje się wtedy wędzonego łososia z chlebem i inne bezmięsne potrawy. O północy oddaje się jeden strzał ze strzelby i od tego momentu można spożywać typowe dania świąteczne. Są to: gotowana wołowina, pieczony indyk, szynka, sos borówkowy, ziemniaki, warzywa.

Na Tahiti święta obchodzi się w środku lata. Rodzina gromadzi się wokół ziemnego pieca himaa, w którym przygotowuje się tradycyjne przysmaki. W specjalnych naczyniach przykrytych bananowymi liśćmi piecze się prosiaka, owoce drzewa chlebowego, banany i inne płody rosnące w tropikach. Wszędzie słychać dźwięki gitar i ukulele, a ludzie przystrajają się w kwieciste wianki. Małe dziewczynki, które zaczęły chodzić, obdarowywane są strojem „morę" ubieranym podczas wykonywania narodowego tańca tamure.

Wigilijnym przysmakiem w Luksemburgu jest bakaliowe ciasto - stollen. Rodzina zbiera się wokół udekorowanego drzewka. Wśród wierzących żywy jest zwyczaj uczestniczenia w pasterce. Prezenty, które przynosi tu Dzieciątko Jezus, rozpakowuje się dopiero w pierwszy dzień świąt. Wtedy też można zasiąść do uroczystego obiadu, którego głównym daniem jest pieczeń z zająca lub dziczyzny.


Tekst: WILHELM KARUD

ANGORA-PERYSKOP nr 50, 14.12.2008