Zbliżała się godzina 18. Pani Bożena wyszła ze sklepu obładowana zakupami. Podeszła do zaparkowanego golfa i otworzyła bagażnik. Chowając w nim zakupy, przypomniała sobie, że nie odebrała z naprawy zegarka. Zamknęła dokładnie auto i ruszyła w kierunku sklepu zegarmistrzowskiego. Po kilkuminutowym marszu była na miejscu. Na szczęście sklep był jeszcze otwarty. Nacisnęła klamkę i weszła do środka. To, co zobaczyła, o mało nie zwaliło jej z nóg. Na podłodze, tuż obok lady, leżał zegarmistrz, któremu kilka dni wcześniej zostawiła swój czasomierz do naprawy. Gdy pochyliła się nad leżącym, ten akurat dochodził do siebie.
- Proszę wezwać policję - wykrztusił ranny. - Zostałem napadnięty i okradziony.
Pani Bożena, drżąc z przejęcia, z trudem wystukała na swoim telefonie komórkowym numer 997.
Pół godziny później w sklepie zjawił się inspektor Nerak. Zegarmistrz siedział w fotelu z owiniętą bandażem głową. Kiedy policjant pokazał mu służbową legitymację, zaczął opowiadać.
- Bandyta wszedł do sklepu około godziny 17.45. Był w średnim wieku, mojego wzrostu, ubrany w elegancki garnitur i pachnący dobrą wodą ko-lońską. Podszedł do lady i poprosił, abym pokazał mu kilka zegarków. Swoim wyglądem oraz zachowaniem nie wzbudził we mnie żadnych podejrzeń. Wyjąłem więc pięć pudełeczek z najdroższymi zegarkami, w tym złotym roleksem, i położyłem na ladzie. Facet chwilę je oglądał i nagle wyciągnął pistolet. Przyłożył mi go do czoła i warknął, abym się nie ruszał. Czując stal na czole, stałem jak sparaliżowany, prosząc Boga, aby bandycie nie zadrżał przypadkiem palec na spuście. Potem wszystko potoczyło się w błyskawicznym tempie. Napastnik zamachnął się i kolbą pistoletu uderzył mnie w głowę. Upadłem nieprzytomny. Nie wiem, jak długo leżałem. Ocknąłem się w chwili, gdy pochylała się nade mną ta pani. Oczywiście bandyty oraz zegarków już nie było.
- Czy podczas napadu nikt nie wchodził do sklepu? - zapytał inspektor.
- Nikt. O tej porze rzadko kto do mnie zagląda.
- Czy jest pan ubezpieczony?
- Oczywiście. Wykupiłem polisę, jak zawsze na początku roku. Mam więc nadzieję, że ubezpieczyciel pokryje w całości moje straty. Przecież to był napad.
Słuchając zegarmistrza, Nerak z ciekawością przyglądał się pięknemu rapierowi leżącemu w poprzek lady i zajmującemu całą jej szerokość. Widząc zainteresowanie policjanta, zegarmistrz oznajmił:
- Kupiłem go dziś rano od pewnego kolekcjonera i zaraz po pracy miałem go zanieść do domu. Pochodzi z szesnastego wieku i był kiedyś niezwykle groźną bronią rajtarów. Całe szczęście, że bandyta go nie ukradł. Najprawdopodobniej dlatego, że jest długi i trudno go schować pod marynarkę.
- Ile pan ma wzrostu? - zapytał inspektor.
- Metr sześćdziesiąt pięć.
Nerak chwilę podumał i oznajmił zegarmistrzowi:
- Jestem pewny, że sfingował pan ten cały napad, aby wyłudzić odszkodowanie.
Na jakiej podstawie Nerak doszedł do takiego wniosku?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
ŹRÓDŁO: ANGORA 2010