Przeczytaj także

Jeżeli stwierdzisz, że na mojej stronie zostały naruszone Twoje prawa autorskie, skontaktuj się ze mną, a wiersz lub tekst zostanie natychmiast usunięty z serwera. *** ***
ZAGADKA KRYMINALNA NR 15 - Napad na konwojentów PDF Drukuj Email
Quizy i testy - Zagadki
Wpisał Wojciech Chądzyński   

 

   Rzęsisty deszcz padał od trzech godzin. Inspektor Nerak i sierżant Wrzo-sek wyszli z komendy, podnieśli kołnierze marynarek i szybkim krokiem ruszyli w kierunku samochodu. Kilka minut wcześniej oficer dyżurny poinformował ich, że grupa uzbrojonych i zamaskowanych bandytów na ulicy Bławatkowej napadła na kasjerkę i ochroniarzy przewożących pieniądze na wypłatę dla pracowników jednej z firm.

   Na miejscu zdarzenia policjanci zjawili się kilka minut po czternastej. Była to cicha, spokojna uliczka, na której stały tylko dwie wille i to w dość sporej odległości od miejsca napadu. Deszcz akurat przestał padać i zza chmur wyjrzało piękne słońce. Obok osobowego, granatowego forda oznakowanego logo znanej w mieście firmy ochroniarskiej, w otoczeniu umundurowanych policjantów z wydziału prewencji, stała kasjerka i dwóch ochroniarzy. Nerak polecił Wrzoskowi przesłuchać mieszkańców willi, a sam zajął się ofiarami napadu.

   Pierwszy zeznawał pracownik ochrony Andrzej T.

   - Siedziałem po prawej stronie kierowcy, natomiast kasjerka, której towarzyszyliśmy, pani Bożena, z tyłu. Na kolanach trzymała neseser z pieniędzmi. Podczas jazdy na moment się zdrzemnąłem. Obudziło mnie raptowne hamowanie i po chwili zobaczyłem, jak do naszego samochodu podbiegają jacyś mężczyźni w kominiarkach na głowach. Grożąc nam rewolwerami, kazali wysiąść z auta. Jeden z nich, chcąc nam udowodnić, że są zdolni do wszystkiego, wystrzelił w powietrze dwa razy. Proszę zobaczyć, na ziemi obok naszego samochodu leżą jeszcze łuski. Nie mieliśjrny innego wyjścia, jak się podporzątkować napastnikom i dać im przewożone pieniądze.

   - Gdy wjechaliśmy na ulicę Bławatkową, drogę zajechał nam biały volkswagen bus - informował Neraka kierowca granatowego forda. - Nie chcąc się z nim zderzyć, ostro zahamowałem. Wtedy z busa wyskoczyło trzech zamaskowanych facetów. Kazali wyjść nam z samochodu, a następnie oddać forsę. Najwyższy wzrostem napastnik, chcąc nas przestraszyć, strzelił w powietrze ze swojego rewolweru. Co mieliśmy zrobić w tej sytuacji? Oczywiście, że oddaliśmy pieniądze.

   Taką samą wersję wydarzeń opowiedziała kasjerka, która przewoziła pieniądze z banku do swojego przedsiębiorstwa.

   - Kiedy ten wysoki bandyta strzelił, natychmiast oddałam mu neseser z pieniędzmi. Wolałam nie ryzykować. Na szkoleniach uczyli nas, że w takiej sytuacji lepiej wykonywać polecenia bandytów, niż ryzykować życie.

   Kiedy kasjerka skończyła mówić, do Neraka podszedł sierżant Wrzosek.

   - Panie inspektorze, rozmawiałem z właścicielami willi stojących przy tej ulicy. Trzeba przyznać, że ci bandyci znali się na robocie. Wywinęli tak szybko ten numer, że nikt z mieszkańców niczego nie zauważył - relacjonował podekscytowany sierżant Wrzosek.

   Inspektor Nerak dokładnie obejrzał forda i poprosił kierowcę, byopisał napastników.
 
   - Ten, który stał obok mnie, był wysoki i barczysty. Zauważyłem, że na palcu prawej ręki miał misternie grawerowaną obrączkę. Ten drugi, który trzymał na muszce kolegę, był niższy i też dobrze zbudowany. Jak wyglądał ten trzeci, nie wiem, bo byłem zbyt przerażony, aby mu się przyglądać.

   - Gratuluję bujnej wyobraźni - przerwał konwojentowi Nerak. - Jestem przekonany, że wymyśliliście ten napad, aby ukraść pieniądze.

 

   Co w zeznaniach konwojentów pozwoliło inspektorowi zorientować się, że konwojenci kłamią?

 

   WOJCIECH CHĄDZYŃSKI

 

 

ŹRÓDŁO: ANGORA 2010 r.