Zbliżała się godzina trzecia. Zmęczeni kelnerzy, sprzątając salę, z irytacją spoglądali w kierunku ostatnich gości, którzy, mimo późnej pory, wcale nie zamierzali opuścić lokalu.
Około godziny czwartej Andrzej i Krystyna pożegnali rozbawione towarzystwo i ruszyli w kierunku wyjścia.
- Ta Krysia przy swoim mężu wygląda jak krasnoludek - mruknęła nieźle już wstawiona Irena do kolegi nalewającego kolejną kolejkę tym, którzy zostali przy stoliku.
Faktycznie, różnicę wzrostu między małżonkami wyraźnie było widać. On - dwumetrowy dryblas, ona - filigranowa kruszynka, niższa od niego o prawie trzydzieści pięć centymetrów.
Na parkingu, tuż obok restauracji, między małżonkami doszło do ostrej sprzeczki. Krystyna prosiła, aby do domu wracać taksówką, Andrzej upierał się, że pojadą ich samochodem.
- W takim razie ja poprowadzę. Piłam tylko kawę - zaproponowała Krystyna.
- Nie przesadzaj! - warknął zdenerwowany naleganiami żony Andrzej. - Wypiłem tylko dwa kieliszki wódki i jedno piwo, a potem sporo zjadłem. Nic mi nie jest i czuję się świetnie. Jeździłem już po większej ilości i jak do tej pory nic się nie stało. Teraz też będzie okay.
Posłuszna jak zawsze małżonkowi niewiasta zamilkła i bez słowa wsiadła do auta. Andrzej ruszył spokojnie, odgwizdując pod nosem ulubiony przebój.
Tego starszego mężczyznę, który wyszedł nagle zza zaparkowanego na skraju chodnika minibusu, Andrzej dostrzegł w ostatniej chwili. Na jakikolwiek manewr było już za późno. Potrącony prawym błotnikiem przechodzień wpadł na maskę samochodu, uderzył w szybę i zsunął się na jezdnię. Małżonkowie przerażeni wysiedli z auta i podbiegli do leżącego. Był nieprzytomny, ale oddychał. Andrzej rozejrzał się i nie widząc nikogo na ulicy, przed wezwaniem policji i pogotowia, oznajmił żonie:
- Glinom powiemy, że to ty prowadziłaś. Alkoholu nie piłaś, więc nic ci nie grozi. Mnie od razu zapudłują.
Po kilku minutach na miejsce wypadku przyjechało pogotowie ratunkowe i policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego. Przypadek sprawił, że chwilę później tą samą ulicą przejeżdżał wracający z dyżuru do domu inspektor Nerak. Widząc radiowóz i odjeżdżającą karetkę, zatrzymał swój samochód i podszedł do kolegi z drogówki, który spisywał zeznania Krystyny B.
- Ten facet nagle wtargnął na jezdnię tuż przed maską naszego auta - mówiła zdenerwowanym głosem przesłuchiwana. - Nie dał mi żadnych szans, abym mogła go ominąć.
Inspektor podszedł do samochodu małżonków i zajrzał do wnętrza. Spojrzał na fotele i między nimi dostrzegł leżącą na podłodze otwartą damską torebkę. Wśród drobiazgów, które się z niej wysypały, Nerak dostrzegł zapalniczkę, skórzane etui, z którego wysunęły się okulary, klucze od mieszkania oraz kosmetyczkę.
„Musiało to wszystko wylądować na podłodze, kiedy gwałtownie zahamowali" - pomyślał Nerak i zadowolony z wyniku lustracji, wyciągnął z kieszeni niewielki notesik i zaczął zapisywać w nim swoje spostrzeżenia. W pewnym momencie kątem oka dostrzegł, jak stojąca kilka kroków od niego Krystyna B., dmuchając w probierz trzeźwości, ukradkiem usiłuje przeczytać to, co napisał. Pod jej lekko przymrużonymi powiekami inspektor dostrzegł niebieskie źrenice.
- Ależ piękne oczy ma ta kobieta - westchnął cichutko Nerak i odwrócił się do niej tyłem. Skończył notować w chwili, gdy Krystyna oddawała probierz policjantowi z drogówki. Ten spojrzał na przyrząd i stwierdził:
- W porządku, nie jest pani pod wpływem alkoholu. Krystyna lekko się uśmiechnęła i oświadczyła:
- Naprawdę bardzo mi przykro, ale ten mężczyzna nagle pojawił się na jezdni, wychodząc zza stojącego samochodu...
- Kłamie pani, mówiąc, że prowadziła samochód - przerwał kobiecie inspektor. - To pani mąż siedział za kierownicą, kiedy doszło do wypadku.
Na jakiej podstawie inspektor Nerak zorientował się, że Krystyna B. kłamie, twierdząc, że prowadziła samochód? Powody były dwa.
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Źródło: ANGORA 2010