- Ich małżeństwo od samego początku było skazane na niepowodzenie - twierdzili ci, którzy znali Krystynę i Wiktora. - Dziewczynie z pewnością chodziło o kasę. No bo z jakich innych powodów śliczna, dwudziestosześcioletnia kobieta wychodzi za mąż za niezbyt urodziwego i starszego od siebie o dwadzieścia lat mężczyznę?
Przez pierwsze dwa lata pożycie małżonków układało się pomyślnie. Potem nastąpił kryzys. W maju bieżącego roku Krystyna K. w klubie odnowy biologicznej, do którego regularnie uczęszczała, poznała Krzysztofa
- młodego i przystojnego biznesmena. Po kilku tygodniach zaczęli się regularnie spotykać. Wkrótce o nowej miłości Krystyny K. wiedzieli wszyscy, z wyjątkiem Wiktora K. Tak to już bowiem bywa, że mężowie o rogach dowiadują się najpóźniej.
Zbliżała się godzina jedenasta. Pani Wanda - gosposia, która od lat zajmowała się willą Krystyny i Wiktora
- przyjechała do pracy trochę później. Pozwoliła sobie na tę drobną niesubordynację, gdyż dobrze wiedziała, że państwa nie ma w domu. Krystyna K., jak zwykle o tej porze, ćwiczyła w siłowni lub siedziała z przyjaciółkami w jednej z topowych kawiarni, Wiktor K. miał załatwiać interesy w stolicy. Szybko przebrała się w swoim służbowym pokoiku, chwyciła odkurzacz i ruszyła na pokoje. Gdy weszła do gabinetu, zaskoczona zobaczyła Wiktora K. Jej pracodawca siedział przy biurku w fotelu, a jego głowa spoczywała na blacie. Sprawiał wrażenie, że śpi. Kiedy jednak podeszła bliżej, z przerażeniem stwierdziła, że nie oddycha. Jego bladą twarz wykrzywiał dziwny grymas. Przerażona kobieta, nie dotyka-
jąc niczego, pobiegła do przedpokoju i na stojącym na stoliku telefonie wystukała numer 997.
Kilka minut później, chwilę po lekarzu pogotowia ratunkowego - wezwanym przez oficera dyżurnego Komendy Miejskiej Policji - w willi zjawił się inspektor Nerak.
- Mężczyzna nie żyje co najmniej od dwóch godzin - poinformował Neraka lekarz. - Sądzę, że to samobójstwo. Gość łyknął truciznę i zanim ta zaczęła działać, zdążył jeszcze napisać list pożegnalny.
Faktycznie - na blacie pięknego, dębowego biurka leżała zapisana kartka papieru. Inspektor podniósł ją i zaczął czytać. „Jestem w pełni władz umysłowych i decyzję o samobójstwie podjąłem świadomie. Mam dość życia. Cały majątek, tak jak jest zapisane w testamencie, przekazuję swojej...". W tym miejscu treść listu się urywa.
- Trucizna zaczęła działać i mój pan nie zdążył już wpisać imienia swojej żony. Bo przecież wszyscy wiedzą, że to ona jest główną spadkobierczynią - stwierdziła gosposia, która, zerkając inspektorowi przez ramię, zdążyła przeczytać tych parę słów.
- Najprawdopodobniej - mruknął Nerak i zaczął dokładnie przyglądać się przedmiotom leżącym na blacie biurka. Tuż obok listu, po prawej stronie stała wysmukła szklanka do połowy napełniona przezroczystym płynem. Inspektor podniósł ją, powąchał i poczuł delikatny zapach migdałów.
- No to już wiem, co to za trucizna - mruknął pod nosem i odstawił szklankę. Obok niej stała elegancka, srebrna podstawka, w której tkwił- wykonany również ze srebra - długopis w kształcie gęsiego pióra. Na biurku leżała także chusteczka do nosa z inicjałami Krystyny K. oraz srebrny nóż do przecinania papieru. Nerak założył gumowe rękawiczki, wyjął długopis ze srebrnej podstawki i na karteczce wyrwanej ze swojego notesu napisał kilka słów. Porównał kolor tuszu.
„Ponad wszelką wątpliwość list pożegnalny został napisany tym samym długopisem" - pomyślał policjant.
- Czy można już zabrać tego nieszczęsnego samobójcę? - zapytał inspektora kierowca Zakładu Medycyny Sądowej.
- Bardzo proszę, ale pan się myli - oświadczył Nerak. - Ten człowiek nie popełnił samobójstwa. Został zamordowany, a list pożegnalny, mimo że pismo zostało doskonale podrobione, napisał zabójca. Z łatwością to udowodnię.
Na jakiej podstawie inspektor Nerak domyślił się, że Wiktor K. został zamordowany?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI