Jubiler otworzył sejf i wyjął z niego czarne, płaskie etui. Podszedł do siedzącego przy stoliku pana Adama - znanego w mieście biznesmena - i uniósł wieczko pudełka. Na widok leżącego w nim naszyjnika mężczyzna aż cmoknął z zachwytu. Kilka oprawionych w platynę i złoto sporej wielkości brylantów tysiącem barw mieniło się w świetle wiszącego nad stolikiem żyrandola. Biznesmen delikatnie wziął klejnot do ręki i podziwiając kunsztowną, złotniczą robotę, mruknął do siebie:
- Będzie nie tylko wspaniałym prezentem dla małżonki z okazji rocznicy ślubu, ale również doskonałą lokatą kapitału.
Zapłacił gotówką i poprosił jubilera, aby zapakował upominek. Jeszcze tego samego dnia naszyjnik został ubezpieczony na bardzo wysoką kwotę.
Kilka dni później pani Bożena, która od ponad pięciu lat opiekowała się domem pana Adama, do pracy przyjechała kilka minut przed dziesiątą. Do powrotu gospodarzy miała kilka godzin, szybko więc wzięła się do roboty. Posprzątała pokoje na parterze i kiedy weszła do sypialni na piętrze, poczuła, jak nogi się pod nią uginają.
- Zobaczyłam rozbitą szybę w oknie wychodzącym na taras, pełno szkła na podłodze, otwarte drzwiczki w boazerii, które maskowały ukryty za nimi niewielki sejf - zeznała podczas późniejszego przesłuchania. - Drzwiczki sejfu były wyłamane. Natychmiast domyśliłam się, że złodziej lub złodzieje dostali się do sypialni, wchodząc z tarasu przez okno, w którym stłukli szybę. Niczego nie dotykając, pobiegłam do salonu, gdzie znajduje się telefon, i o włamaniu powiadomiłam policję.
Inspektor Nerak wraz z ekipą techników kryminalnych w willi pana Adama pojawił się kilka minut po telefonie pani Bożeny. Na miejscu był już powiadomiony o włamaniu gospodarz. W tym czasie, kiedy eksperci od dak-tyloskopii zdejmowali odciski palców, policjant dokładnie obejrzał sypialnię. Jej ściany ozdabiała pomalowana na biało boazeria, sięgająca od podłogi do parapetu okien. Nerak podszedł do sejfu i kiedy stanął tuż naprzeciw niego, poczuł, jak butami rozgniata kawałki szkła z rozbitej szyby. Leżały między sejfem a odchylonymi drzwiczkami, będącymi częścią boazerii.
- Całe szczęście, że nie jestem Cejrowskim i w pracy nie chodzę na bosaka - mruknął do siebie Nerak i dokładnie przyjrzał się podłodze. Na parkiecie na wprost sejfu dostrzegł półokrągłą jasną rysę i pomyślał: „Widać drzwiczki od boazerii obniżyły się na zawiasach i trą o podłogę. Niechlujstwo właściciela, aż się patrzy. Przecież taka rysa dokładnie wskazuje, że ta części boazerii jest otwierana".
Następnie wyciągnął z kieszeni notatnik i poprosił pana Adama, aby powiedział, co zostało ukradzione.
- W sejfie miałem trzy tysiące euro, kilka drobiazgów ze złota i co najważniejsze - naszyjnik z brylantów. Panie inspektorze, proszę zwrócić uwagę, że oprócz mnie i małżonki tylko nasza gosposia, pani Bożena, wiedziała, gdzie jest ukryty sejf. Musiała o tym powiedzieć znajomym złodziejom, którzy włamali się do mojego domu i okradli sejf. Proszę ją aresztować.
- Jestem przekonany, że pani Bożena nie ma z tym nic wspólnego - przerwał biznesmenowi Nerak. - Według mnie, to pan sfingował włamanie, aby dostać odszkodowanie za naszyjnik.
Na jakiej podstawie inspektor Nerak domyślił się, że włamanie było upozorowane?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Źródło: ANGORA 2010