Inspektor Nerak schował do biurka dokumenty, umył filiżankę, z której pił kawę, i już miał wychodzić z pokoju, kiedy zadzwonił telefon.
- Panie inspektorze, proszę natychmiast przyjechać - usłyszał w słuchawce przerażony głos Bolesława Z., znanego w mieście lekarza, którego poznał na ostatnim wernisażu. - Porwano mojego ośmiomiesięcznego synka Andrzejka!
Kwadrans później Nerak w towarzystwie sierżanta Wrzoska zjawił się w willi doktora. Oprócz niego była tam jeszcze jego żona Anna oraz Bożena K., która od dwóch miesięcy pracowała jako niania chłopca.
- Pani Bożenka zadzwoniła do mnie do biura pół godziny temu i powiedziała o nieszczęściu - informował Bolesław Z. - Gdy przyjechałem do domu, dała mi kopertę, którą zostawił kidnaper. Była w niej informacja, że odzyskam Andrzejka po zapłaceniu okupu. Porywacz zażądał stu tysięcy złotych i ostrzegł, abym nie powiadamiał policji o porwaniu. Mam nadzieję, że jednak dobrze zrobiłem, prosząc pana o pomoc?
Nerak w skupieniu wysłuchał lekarza i wszedł do pokoju, z którego uprowadzono chłopca. Tuż obok łóżeczka, na którym leżała rozrzucona pościel, podłoga pokryta była pudrem do pielęgnacji dzieci. Na lśniącym czystością parkiecie inspektor dostrzegł ślady butów prowadzące do okna.
- Porywacz, zabierając dziecko, wdepnął w rozsypany puder i uciekając, pozostawił ślady - oznajmił dumny ze swojego odkrycia sierżant Wrzosek. - Zaraz zrobię zdjęcie i może nasi eksperci znajdą jakieś charakterystyczne cechy na podeszwach butów kidnapera. Będzie doskonały materiał porównawczy.
Nerak z uznaniem spojrzał na sierżanta i poprosił Bożenę K., by opowiedziała o całym zajściu.
- Było kilka minut po godzinie jedenastej. Pan Bolesław był w pracy, a pani Ania, jak zwykle o tej porze, wyszła na chwilę do koleżanki. Kiedy przewijałam Andrzejka, niechcący potrąciłam pudełko z pudrem, który wysypał się na podłogę wzdłuż łóżeczka. Przykryłam więc maleństwo kołderką i pobiegłam po odkurzacz. Kiedy wyciągnęłam go ze schowka, usłyszałam jakieś podejrzane szmery dobiegające z sypialni Andrzejka. Natychmiast wróciłam i kiedy weszłam do pokoju, zobaczyłam mężczyznę w kominiarce, który - trzymając w rękach jakieś zawiniątko - wychodził przez okno. Podeszłam do łóżeczka. Było puste. Na poduszce leżała koperta. Nie namyślając się ani chwili, podbiegłam do okna, wychyliłam się i zaczęłam wzywać pomocy. Nikt mnie jednak nie usłyszał, bo willa stoi w znacznej odległości od innych zabudowań.
Inspektor Nerak wyszedł do ogrodu i pod oknem, na grządce kwiatów, zobaczył takie same ślady butów, jak te na podłodze w pokoju, w którym stało łóżeczko porwanego chłopca. Chwilę się im przyglądał, potem oznajmił Bożenie K.
- Jestem pewny, że ten porywacz był pani znajomym i razem zaplanowaliście całą akcję. A ten opis wydarzenia, który od pani usłyszałem, to zwykła bajeczka.
Na jakiej podstawie inspektor Nerak doszedł do takiego wniosku?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Źródło: ANGORA 2010