Autor zagadki: WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Natarczywy sygnał telefonu przerwał oficerowi dyżurnemu lekturę. Odłożył gazetę i podniósł słuchawkę. Zdenerwowany głos młodego mężczyzny informował o nieszczęśliwym wypadku, do którego doszło w siedzibie jednej z większych spółek działających w mieście.
Kilka minut później do starannie odremontowanej secesyjnej willi, w której mieściły się biura spółki, przyjechał inspektor Nerak w towarzystwie sierżanta Wrzoska. Przywitał ich młody, łysiejący mężczyzna w okularach.
- Nazywam się Wiktor Malinowski i to ja powiadomiłem policję o śmierci prezesa. Jestem jego bratankiem i jednocześnie wspólnikiem. To był nieszczęśliwy wypadek. Wujek spadł z drabiny i zabił się. Proszę do gabinetu, gdzie rozegrała się ta tragedia.
Pokój był duży, ponadtrzymetrowej wysokości, a stojące w nim stylowe meble, kosztowny dywan oraz drogie obrazy tworzyły atmosferę przepychu. Jedna ze ścian była zabudowana sięgającym aż po sufit regałem pełnym książek i segregatorów. Obok stała metalowa drabinka, a tuż przy niej leżały zwłoki prezesa. Inspektor dokładnie przyjrzał się nieboszczykowi, który w prawej ręce trgymał niebieski segregator. Na lewej skroni denata dostrzegł niewielką ranę, a wokół niezakrzepłą krew. Głowa nieżyjącego leżała tuż obok masywnego, wykutego z ciemnego metalu, pojemnika na gazety. Na jego brzegu było widać kilka kropel krwi. Prezes ubrany był w elegancki garnitur, lecz na nogach miał skórzane kapcie typu klapki. Widząc na twarzy inspektora zdziwienie, Malinowski szybko wyjaśnił:
- Wujek miał problemy ze stopami i gdy tylko przychodził do pracy, natychmiast ściągał buty i wkładał pantofle. Wszyscy pracownicy byli już do tego przyzwyczajeni i nikogo to nie śmieszyło.
- Czy pan wie, jak doszło do tej tragedii? - spytał Nerak.
- Siedzieliśmy w gabinecie i dyskutowaliśmy o nowej strategii firmy. Wujek był zbyt konserwatywny i nigdy nie chciał słuchać o żadnych nowych, mimo że opłacalnych, przedsięwzięciach. Przez cały czas namawiałem go na fuzję z pewną firmą, gdyż uważałem, że takie połączenie dałoby nam wiele korzyści. W pewnym momencie, kiedy się spieraliśmy, wujek wstał zza biurka, podszedł do regału i wdrapał się na szczyt drabinki, by sięgnąć po segregator z prasowymi wycinkami. Chciał mi pokazać artykuł, w którym były ponoć niepochlebne informacje o spółce, o której rozmawialiśmy. Kiedy już trzymał segregator w ręce, zachwiał się nagle i zleciał z drabiny. Spadając, uderzył głową w metalowy pojemnik na gazety. Gdy podbiegłem do niego, już nie żył.
- Nie wierzę w tę historyjkę - oznajmił inspektor Nerak. - Jestem przekonany, że to pan zabił wujka, aby jako jedyny spadkobierca przejąć firmę. Sierżancie, proszę temu młodemu człowiekowi założyć kajdanki i odwieźć na komendę.
Na jakiej podstawie Nerak domyślił się, że Malinowski skłamał? Miał ku temu dwa powody.
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Źródło: ANGORA, 2011