- Kończyłam akurat pisać sprawozdanie, kiedy usłyszałam głośny huk - informowała inspektora Neraka podekscytowana pani Bożena. - Wybiegłam na korytarz i zobaczyłam, jak z gabinetu szefa wybiega mężczyzna w szarym prochow-cu. W lewej ręce trzymał pistolet, a prawą podtrzymywał szalik, zasłaniający twarz. Na szczęście nie dostrzegł mnie i zbiegł schodami ku wyjściu. Zajrzałam do gabinetu. Szef leżał zakrwawiony na podłodze koło biurka. Sejf był otwarty i pusty.
Inspektor podziękował pani Bożenie i wspólnie z sierżantem Wrzoskiem weszli do pokoju, w którym dokonano zbrodni. Na białej, zakrwawionej koszuli denata inspektor dostrzegł ciemne plamki spalonego prochu, a na dywanie pod oknem, tuż obok doniczki z fikusem, łuskę.
„Bandyta musiał strzelać z bliskiej odległości" - pomyślał Nerak, a następnie obejrzał sejf.
- Klucze do niego, oprócz prezesa, mają jego dwaj bratankowie, panowie Adam i Edward - oświadczyła pani Bożena.
- Sierżancie, proszę przywieźć na komendę Adama K., a ja jadę po tego drugiego.
Edwarda K. nie było w domu. Gosposia poinformowała policjanta, że wyszedł na jakieś ważne spotkanie i pozwoliła obejrzeć mieszkanie. W gustownie urządzonym gabinecie na biurku, tuż obok komputera, leżał papier listowy i eleganckie wieczne pióro. Inspektor odkręcił jego nakrętkę, chwycił, tak jakby miał nim pisać, i spojrzał na stalówkę. Tak jak przewidział, była wykonana z kilkukara-towego złota. Kiedy odkładał pióro na miejsce, zobaczył, że ma poplamioną atramentem wewnętrzną stronę środkowego palca prawej dłoni. „Widocznie pękł zbiorniczek" - pomyślał Nerak.
Wyszedł z gabinetu, pożegnał gosposię i chwilę później był już w komendzie, gdzie czekał na niego Wrzosek.
- Panie inspektorze, w mieszkaniu Adama K. znalazłem pistolet typu Walter i dlatego podejrzewam go, że to on zabił i ograbił wujka. Z przesłuchań świadków wynika, że w sejfie były dokumenty, które pozwolą temu, kto je zabrał, wejść w posiadanie sporego majątku.
Inspektor zaprosił Adama K. do swojego pokoju. Ten usiadł na krzesełku i czekając na pytania Neraka, nerwowo bawił się grubą, złotą bransoletką owiniętą wokół prawego nadgarstka. Inspektor chwilę przyglądał się mężczyźnie, z niesmakiem spojrzał na wiszący na jego szyi złoty łańcuch, a następnie poprosił, aby na kartce papieru napisał, co robił w czasie, kiedy zamordowano jego wujka.
Adam K. wytarł w chusteczkę spocone ze zdenerwowania dłonie, wziął podany przez Neraka długopis i zaczął pisać. „Ale wiocha" - pomyślał policjant, spoglądając na bransoletkę. - „Ciekawe, że mu nie przeszkadza w pisaniu?".
Kiedy Adam K. skończył, Nerak zapytał go, czy ma pozwolenie na broń. Po usłyszeniu odpowiedzi twierdzącej, inspektor poprosił mężczyznę, aby z tym pozwoleniem ponownie zjawił się na drugi dzień w komendzie. Następnie zadzwonił do Wrzoska i polecił:
- Proszę przywieźć Edwarda K. Najprawdopodobniej już wrócił ze spotkania, o którym wspominała gosposia.
Półgodziny później do pokoju inspektora sierżant wprowadził Edwarda K. Kiedy mężczyzna ściągał kurtkę i wieszał ją na wieszaku, Nerak dostrzegł na jego wskazującym palcu lewej dłoni plamkę po atramencie.
- Niepotrzebnie fatygował pan sierżanta. Trzeba było zadzwonić. Akurat pisałem list do żony, która przebywa w sanatorium i bez problemów bym przyjechał na spotkanie z panem.
Nerak polecił usiąść mężczyźnie naprzeciw siebie i niespodziewanie kategorycznym głosem oznajmił: - Oskarżam pana o zamordowanie wujka. Czy przyznaje się pan do popełnienia tego przestępstwa?
Przesłuchiwany raptownie pobladł i zaskoczony wymamrotał:
- Tak, to ja go zabiłem. Ale jak pan na to wpadł?
No właśnie, na jakiej podstawie Nerak domyślił się, że Edward K. zamordował wujka?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI