Dyżur upływał spokojnie. Inspektor Nerak kończył akurat kolejny rozdział frapującej książki Szlak orła Wilbura Smitha, gdy zadzwonił telefon. Policjant sięgnął po słuchawkę.
- Inspektorze, w willi przy ulicy Tulipanowej doszło do tragedii. Zastrzelono znanego w mieście biznesmena. Komendant polecił, aby pan zajął się tą sprawą - informował oficer dyżurny.
Nerak zamknął książkę, otworzył drzwi sąsiedniego pokoju i krzyknął do sierżanta Wrzoska: - Zbieraj się pan, mamy robotę.
W willi przy ulicy Tulipanowej policjanci zjawili się o godzinie 23.30. Przywitała ich roztrzęsiona młoda kobieta. Na widok policyjnych legitymacji zaczęła szybko mówić:
- To ja jestem sprawcą tej tragedii. Proszę mi wierzyć, ale to była fatalna pomyłka i nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Proszę, wejdźcie panowie do gabinetu męża, gdzie to wszystko się rozegrało.
Po przejściu przez długi korytarz kobieta i policjanci weszli do urządzonego w nowoczesnym stylu pokoju. Eleganckie meble z aluminium i szkła oraz kilka obrazów współczesnych malarzy. Na wprost drzwi, tuż przy ścianie, między dwoma oknami, stała otwarta - prawie dwumetrowej wysokości - szafa pancerna.
- Leżałam w łóżku w swoim pokoju, czytałam książkę i słuchałam muzyki z radia - informowała kobieta. - W domu nikogo nie było, bo gosposia wyszła kilka minut po dwudziestej. O godzinie dwudziestej trzeciej piętnaście, wiem, że była akurat ta godzina, bo w radiu zapowiadali kolejną audycję muzyczną, usłyszałam jakieś odgłosy dobiegające z pokoju małżonka. Przeraziłam się okropnie, bo pomyślałam, że to włamywacz. Wszak mąż miał wrócić dopiero rano. Nie zastanawiając się ani chwili, wyciągnęłam z szuflady nocnego stolika rewolwer, na palcach podeszłam do drzwi. Kiedy je otworzyłam, w świetle lamp oświetlających ogród zobaczyłam, że przed otwartą szafą pancerną stoi jakiś mężczyzna i czegoś w niej szuka. Celując rewolwerem w jego kierunku, krzyknęłam, aby podniósł ręce do góry. W tym momencie on zrobił krok do tyłu, a ja przerażona, pociągnęłam za spust. Postrzelony poleciał do przodu, odbił się od szafy i osunął na podłogę. Wtedy zobaczyłam, że zabiłam męża. To była potworna pomyłka i nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Byłam w stu procentach przekonana, że to złodziej. Nie rozumiem też, dlaczego mąż nie poinformował mnie, że wrócił wcześniej, niż zapowiadał.
Inspektor pochylił się nad nieboszczykiem. W plecach dostrzegł otwór po pocisku, który wyszedł przez klatkę piersiową. Następnie bardzo dokładnie obejrzał zawartość szafy pancernej. Było w niej tylko kilka dokumentów, znaczna ilość gotówki, sztucer z lunetą i dwie szkatułki wypełnione biżuterią.
- Czy mąż miał pozwolenie na broń? - zapytał Nerak.
- Co najmniej od pięciu lat.
- A czy po tym nieszczęśliwym wydarzeniu dotykała pani czegokolwiek w szafie pancernej?
- Nie. Natychmiast zadzwoniłam pod numer 997.
Przysłuchujący się do tej pory Wrzosek podszedł do inspektora i szepnął mu na ucho:
- Szefie, kobieta była pewna, że ma do czynienia z włamywaczem. Może faktycznie był to nieszczęśliwy wypadek.
Nerak po chwili namysłu spojrzał na kobietę i oświadczył:
- Zabiła pani męża i teraz próbuje nam pani wcisnąć bajeczkę o włamywaczu. Może udałaby się ta maskarada, gdyby nie trzy szczegóły.
Jakie?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Źródło: ANGORA 2010