Przeczytaj także

Jeżeli stwierdzisz, że na mojej stronie zostały naruszone Twoje prawa autorskie, skontaktuj się ze mną, a wiersz lub tekst zostanie natychmiast usunięty z serwera. *** ***
ZAGADKA KRYMINALNA NR 35 - Czterech dłużników PDF Drukuj Email
Quizy i testy - Zagadki
Wpisał Wojciech Chądzyński   

 

Wieść o śmierci Tadeusza D., właściciela lombardu, lotem błyskawicy obiegła całe miasto. Zamordowany należał do najbogatszych jego mieszkańców i wszyscy wiedzieli, że fortuny dorobił się dzięki lichwie. Ciało lichwiarza znaleziono około godziny szesnastej i jak wskazywały wstępne oględziny przeprowadzone przez lekarza medycyny sądowej, został on uduszony godzinę wcześniej.

Po zakończeniu pracy przez techników kryminalistyki, około godziny osiemnastej do pokoju inspektora Ne-raka wprowadzono Stanisława R. Policjant kazał mu usiąść na krześle obok biurka i oznajmił:

- Panie Stanisławie, podejrzewam, że to pan zamordował Tadeusza D. Dysponuję bowiem zeznaniami kilku osób, które słyszały, jak kilkakrotnie odgrażał się pan, że wyśle go na tamten świat. O ile wiem, był pan winny właścicielowi lombardu sporą sumę. Jedna z osób, w której towarzystwie wygłaszał pan te groźby, zeznała, że widziała pana wychodzącego o godzinie piętnastej z kamienicy, w której mieszkał zamordowany.

- To prawda, że nieraz rzucałem pogróżki pod jego adresem, ale żeby zaraz zabić? - oburzył się Stanisław R. - To nie w moim stylu. Nieprawdą jest też to, że o godzinie piętnastej byłem u pana Tadeusza. A jeżeli chodzi o świadków, którzy słyszeli te nic nie-znaczące groźby, to wiem dobrze, kogo pan inspektor ma na myśli. Dziś około godziny trzynastej spotkałem
się na obiedzie z kolegami. Byli to Cezary, Kazimierz i Piotr. Czarek jest właścicielem salonu komputerowego, Kazimierz szefem spółki usługowej, a Piotr urzędnikiem w magistracie. Cała nasza czwórka była zadłużona u zamordowanego, który zdzierał z nas lichwiarskie odsetki. Faktycznie, w czasie spotkania wymknęło mi się, że jedynym rozwiązaniem naszych problemów byłaby śmierć lichwiarza. Jednak był to tylko taki żart i ani przez myśl by mi nigdy nie przeszło, aby posunąć się do takiego czynu!

- Co w takim razie robił pan po skończeniu lunchu? - zapytał Nerak.

- Prosto z restauracji poszedłem z Czarkiem do jego salonu i tam chwilę posiedziałem. Potem wspólnie wstąpiliśmy do Piotra, który miał nam załatwić pewną sprawę w Wydziale Inicjatyw Gospodarczych. W urzędzie siedzieliśmy do za piętnaście trzecia. Następnie z Czarkiem i Piotrem poszliśmy do pobliskiego pubu na piwo. Stamtąd zadzwoniłem do Kazimierza na komórkę. Nie odbierał. W pracy też go nie było. Skontaktowałem się z nim dopiero kilka minut po piętnastej, dzwoniąc ponownie na komórkę i wtedy umówiłem się na jutro, by sfinalizować pewne przedsięwzięcie. Oto cała moja historia.

- Teraz wszystko jest już jasne. Dzięki pana zeznaniom oraz zeznaniom świadków wiem, kto mógł zabić właściciela lombardu - oświadczył inspektor. Kogo Nerak miał na myśli?

 

WOJCIECH CHĄDZYŃSKI

 

Źródło: ANGORA 2011