Zbliżało się południe. Do jednego z lokali w centrum miasta weszło czterech elegancko ubranych mężczyzn i zajęło stolik w rewirze Agnieszki. Kelnerka, mając nadzieję na wysoki napiwek, przykleiła do ust najładniejszy uśmiech i, kręcąc zalotnie biodrami, ruszyła w kierunku gości. Ten, który zamówił mocno schłodzoną wódkę i zakąski, miał na rękach cieniutkie, wykonane z irchy rękawiczki. Widząc w oczach kelnerki zdumienie, oświadczył:
- Nabawiłem się łuszczycy i do jej wygojenia wolę nie pokazywać swoich dłoni.
Chwilę później, stawiając na stoliku kieliszki, Agnieszka usłyszała fragment rozmowy. Mężczyzna w ir-chowych rękawiczkach pochylił się w kierunku blondyna i szeptem powiedział: - Facet w czarnej skórzanej kurtce siedzący przy oknie to uchol [policyjny informator - przyp. aut.]. To on kilka dni temu zakapował Mariana. Jest polecenie, aby dziś sfinalizować sprawę. Po jej wykonaniu pędzimy na dworzec i wracamy do domów.
Dziewczyna - udając, że nic nie słyszy - wymieniła popielniczkę na czystą i wróciła do bufetu. Kilka minut później mężczyzna w rękawiczkach skinął na nią. Kiedy podeszła, poprosił, aby ze swojego kelnerskiego bloczka wyrwała cztery czyste karteczki. Następnie na jednej z nich narysował krzyżyk. Odchodząc, Agnieszka usłyszała, jak cichym głosem oznajmił kompanom: - Kto wylosuje krzyżyk, ten wykonuje zadanie.
Kilka minut później głośny huk, który okazał się wystrzałem z broni palnej, wyciągnął kelnerkę z zaplecza na salę. Czterech elegancko ubranych mężczyzn już nie było. Na stoliku stały puste kieliszki, zwitek banknotów, a na podłodze pod stolikiem leżały cztery karteczki z jej bloczka. Sekundę później Agnieszka usłyszała od strony toalet przeraźliwy pisk koleżanki, drugiej kelnerki. Pod drzwiami męskiej ubikacji, w kałuży krwi, leżał mężczyzna w czarnej, skórzanej kurtce.
Chwilę po tym wydarzeniu inspektor Nerak i sierżant Wrzosek zjawili się w lokalu. Z ubikacji wychodziły dwa korytarze. Jeden prowadził na salę, drugi na podwórko. „To z pewnością tędy uciekł bandyta" - pomyślał Nerak.
Roztrzęsiona Agnieszka stała blada jak ściana i w kółko powtarzała: - Wszystko słyszałam. Oni przy mnie wydali na niego wyrok śmierci. Teraz już wiem, co oznaczało „sfinalizowanie sprawy" i „wykonanie zadania". Boże, gdybym się wcześniej zorientowała, to mogłabym go ostrzec!
Inspektor uspokoił kelnerkę i poprosił, aby opowiedziała wszystko od początku. Kiedy skończyła, Nerak przesłuchał gości lokalu oraz obsługę. Nikt jednak z nich nie zauważył, kiedy zamordowany wyszedł do toalety i kto za nim poszedł. Gdy inspektor skończył przesłuchiwać świadków, sierżant Wrzosek westchnął: - Z odnalezieniem tych czterech nie będzie z pewnością problemów, bo lokal jest monitorowany. Jednak jak ustalić, kto strzelał? Przecież w korytarzu przed toaletami nie ma kamery. Nikt też nie widział momentu zabójstwa.
- Proszę się nie martwić, kolego - uspokoił partnera inspektor. - Stwierdzenie, kto jest mordercą, to dziecinnie prosta sprawa.
Na jakiej podstawie inspektor Nerak mógł ustalić, kto zamordował policyjnego informatora?
WOJCIECH CHĄDZYŃSKI
Artykuł pochodzi z Tygodnika ANGORA 2010