Przeczytaj także

Publikowane przeze mnie teksty, wiersze, utwory muzyczne, obrazy, zdjęcia i grafika mają wyłącznie charakter popularyzujący ich autorów. W przypadku jakichkolwiek problemów dotyczących praw autorskich proszę o kontakt, a kwestionowany artykuł (tekst, zdjęcie, muzyka, wiersz itp.) zostanie natychmiast usunięty.*** ***
Inżynier na sześciu nóżkach PDF Drukuj Email
Ciekawostki - Planeta zwierząt
Wpisał Maciej Kuczyński   

 

   Niewielkie termity są mistrzami we wznoszeniu kolosalnych budowli. Niepozorne osy wiedzą więcej o prawach mechaniki niż niejeden uczony. Jak te maleńkie stworzenia posiadły tak wielką mądrość?

 

   Samochód toczył się po sawannie, skacząc na kępach ostrej trawy i potykając się o mrowiska podobne do pieńków po wyciętych drzewach. Omijał jedynie budowle termitów, które strzelały w niebo kilkumetrowymi wieżami. Pomyślałem, że w świecie owadów afrykańskiego stepu są one jak gotyckie katedry w Europie...

   Słońce stało w zenicie nad ugandyjską równiną i rozgrzane powietrze wciągane do nosa nieomal parzyło. Gdy w chłodnicy zagotowała się woda, musieliśmy się zatrzymać. Moi towarzysze wyprawy rozwinęli brezent i rozpięli go jak namiot przy burcie samochodu.

   Schowaliśmy się w cieniu, ale jeszcze długo niepodobna było usiąść ani się położyć. Rozpalona glinka parzyła przez podeszwy butów. Wyjąłem z plecaka termometr i wetknąłem w rozpaloną ziemię. Po kilku minutach wskazywał 80°C!

   Zaczęliśmy się zastanawiać, jak termity wytrzymują ten upał. Przecież pod glinianą skorupą wystawioną na bezlitosne promieniowanie temperatura mogła przekraczać nawet 100°C! A to groziło zatrzymaniem wszelkich procesów życiowych. Czyżby te owady były tak odporne jak bakterie w gejzerach?

   Odpowiedź znaleźliśmy po kilku godzinach. Gdy upał nieco zelżał, zrobiliśmy wyprawę na mierzący prawie 4 metry kopiec. Materiał, z którego powstała ta niezwykła piramida - czerwonawa glinka - był twardy jak beton. Wspinając się na górę, poczułem podmuch na dłoni. Eureka! To było odkrycie! Okazało się, że liczne otwory działają jak dmuchawy!

   A zatem wewnątrz kopca powietrze nie stoi, lecz przepływa chłodzącym strumieniem. Czyżby termitiera była klimatyzowana?

   Po kilku miesiącach wszystko się wyjaśniło. Wróciwszy do kraju, zabrałem się do lektury pewnej książki o owadach - i tam znalazłem opis niezwykłych inżynierskich wyczynów australijskiego termita kompasowego.

   Zwierzę to żyje w w pobliżu Darwina, a wiec w gorącym i dokuczliwym nie tylko dla ludzi. I podobnie jak jego afrykańscy kuzyni wznosi kopce. Ale są one tylko małą częścią budowli, bo reszta jest schowana pod ziemią! Co więcej, na górze  wcale nie znajdują się apartamenty mieszkalne, tylko klimatyzatory!

   Kopce są zorientowane na linii połnoc-południe. To sprawia, że gdy słońce jest w zenicie, promienie ślizgaj się równolegle do termitiery. A rano, gdy po nocnym ochłodzeniu ciepło jest pożądane, słońce oświetla powierzchnię glinianej skorupy. Do wnętrza kopca przez liczne otwory - umiejętnie zamykane i otwierane przez owady - nieustannie napływa powietrze, które wentyluje korytarze w budowli,

   Zauważmy przy tym, że gdy ludzkie urządzenia często muszą się poruszać w ślad za słońcem, u termitów jest odwrotnie - oświetla ono kopiec tak, jak im najwygodniej. Ale wynalazek zasługuje na uwagę jeszcze z jednego powodu. Bo dowodzi, że owady umieją przewidywać ruchy słońca i są w stanie zapamiętać kształt budowli wypróbowany przez wieki.

   Niektóre gatunki termitów potrafią jednak coś jeszcze. Otóż na głębokich piętrach swoich budowli, które sięgają nieraz wielu metrów pod ziemię, zakładają hodowle grzybów. Grzybnia ma tak dużą masę, że jej przemiana materii podnosi temperaturę o kilka stopni. Ogrzane powietrze wznosi się kanałami, a na jego miejsce jest zasysane chłodniejsze, które dostarcza tlen i usuwa nadmiar ciepła. Skąd owady wiedzą, jak konstruować tak doskonale funkcjonujące obiekty?

   I jak to możliwe, że tak szybko i sprawnie je budują?

   U ludzi takie przedsięwzięcie wymaga olbrzymiej pracy koncepcyjnej: najpierw planowania, a potem kierowania zespołami robotników i dostawami materiałów na rozległy front robót. Jak to wygląda u termitów? Zapewne tak samo, skoro efekty ich wysiłków są podobne.

   Trzeba zatem założyć, że istnieje jakiś tajemniczy czynnik, który kieruje pracą miliona owadów. I że mają one jakiś projekt termitiery oraz harmonogram robót. Przecież nie zaczynają budowy raz od góry. raz z boku, lecz zawsze od dołu i w stałym porządku, A żaden robotnik nie powtarza tego, co zrobił już drugi. Skoro więc pokolenia termitów od niepamiętnych czasów wciąż powtarzają ten plan, to znaczy, że jest on gdzieś utrwalony.

   Ludzie taką wiedzę przekazywali sobie z ust do ust albo zapisywali w glinie, na kamieniach, papirusach czy papierze. Owady jednak nie potrafią mówić ani pisać. Nie dziedziczą też tej wiedzy razem z DNA, bo kod genetyczny nie nadaje się do zapisu tego rodzaju czynności jak podział zadań w grupie i organizacja robót. Geny zawierają wyłącznie przepis na chemiczną strukturę białek.

   A więc cóż takiego sprawia, że owady wiedzą, jak sobie zorganizować pracę? Czyżby - jak chce większość biologów - decydował o tym tylko instynkt? Czy to on wskazuje termitom, jak maja budować wentylatory, pszczołom, jak lepić plastry, a pająkom, jak tkać sieci?

   Niekoniecznie. Najlepiej świadczy o tym przykład afrykańskiej orchidei. Rośnie ona w lasach na południu kontynentu, a jej rozrodcze zachowania są tak osobliwe i złożone, że kompletnie nie pasują do znanego nam obrazu poczciwego świata roślin. Nasza bohaterka bowiem w perfidny, przebiegły i moralnie naganny sposób wykorzystuje popęd seksualny pewnego chrząszcza. Daje się on wyprowadzać w pole przez to, że zbytnio ufa swojemu węchowi.

   Owad ten, aby przezimować, zakopuje się w ziemi. Na wiosnę na powierzchni pierwsze pojawiają się samce, wyprzedzając o kilka tygodni swoje partnerki. Tę różnicę czasu wykorzystują storczyki, wydzielając woń właściwą samicom tego właśnie gatunku w okresie rozrodu. To nie żadna namiastka - fałszerstwo jest doskonałe! Roślina wytwarza substancję o tym samym wzorze chemicznym, co samica owada!

   Samce pobudzone zapachem zaczynają intensywnie poszukiwać partnerek i zbliżają się do kwiatów. Nic nie rozwiewa ich złudzenia, ponieważ przebiegła roślina nie ograniczyła się do wytworzenia wabika. Płatki swego kwiatu ułożyła w kształt naśladujący samicę w pozycji przybieranej przez nią podczas seksualnego zbliżenia! Samcom więcej nie trzeba. Nie są dociekliwe, więc parę tygodni ofiarowanej im ułudy spędzają w orgiastycznej ekstazie. Przenoszą się z kwiatka na kwiatek tak długo, aż z ziemi wyłonią się samice i upomną o swoje prawa. Orchidee jednak osiągnęły już to, na czym im zależało. Zostały zapłodnione pyłkiem przenoszonym przez omamione owady!

   Trudno nie odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z celowym i świadomym działaniem rośliny. Tym bardziej nietypowym, że dla chrząszcza - owszem - orchidea stanowi tylko rodzaj erotycznej atrapy, ale już dla kwiatu owad jest prawdziwym partnerem seksualnym, który dokonuje zapłodnienia pyłkiem przyniesionym na ciele. Tyle że nie swoim.

   Można zatem powiedzieć, że orchidea przyswoiła sobie wzorzec zachowania ze świata zwierzęcego i upodobniwszy się do samicy, uwodzi jej partnera! Bo wytworzenie przez roślinę wabika zapachowego można jeszcze - choć z trudem - objaśniać jako przypadkowe. Ale równoczesnego z tym przybrania postaci samicy chrząszcza nie da się już zbyć żadnym podobnym wykrętem. Jeśli zaś dodamy do tego opóźnione wyjście samic spod ziemi, aby nie przeszkadzały w odprawieniu godów przestajemy mieć wątpliwości ze chodzi o spisek.

   Na koniec jeszcze jeden owadzi wynalazek, wybrany z ich nieskończonej ilości, właściwych każdemu gatunkowi. Na afrykańskiej sawannie wielokroć spędzałem najgorętsze godziny rozciągnięty na ziemi, w cieniu jakiegoś krzaka albo samochodu. Leżąc na brzuchu z nosem utkwionym w rzadkiej trawie rosnącej na żwirowym czy piaszczystym podłożu, patrzyłem na stonogi, chrząszczyki i inne owady wędrujące swoimi szlakami.

   Były wśród nich osy, które latały zygzakiem tuż nad ziemią. Co chwilę przystawały, dotykały kamyków i ruszały dalej - jakby nie mogły się zdecydować na wylądowanie. Dopiero potem się dowiedziałem, że w istocie chodziło im o coś innego. Ten dziwny taniec odprawiały dlatego, że są posiadaczkami wynalazku, który człowiek zastosował dopiero pod koniec XX wieku.

   Osy korzystają z tego samego pomysłu, na który wpadł twórca młota wibracyjnego, służącego do ubijania ziemi nad zasypanymi rowami.

   W okresie rozrodu samica osy kopie w ziemi norę i przynosi do niej złowione w okolicy gąsieniczki motyli. Umieszcza je w końcowej komorze i na nich składa jaja. W przyszłości wylegną się z nich larwy i wtedy będą się odżywiały mięsem martwych już gąsienic. Gdy wszystko jest gotowe, troskliwa matka zasypuje korytarz. Robi to, aby gąsienice nie mogły się wydostać i by drapieżcy nie wdarli się do dziecinnego pokoju.

   Jednak po zasypaniu otworu luźną ziemią kryjówka nie byłaby jeszcze zabezpieczona. Wyróżniałaby się w terenie, a szczeliny przepuszczałyby zapach. Osa ma na to sposób. Wyszukuje w okolicy płaski kamyk, chwyta go żuwaczkami i przykłada do zasypanego otworu. Potem, dzięki pracy skrzydeł, wprawia całe swoje ciało w drgania. Wibracja przenosi się na kamyk. Ten, przyciśnięty do ziemi, sprawia, że drżeć zaczynają ziarna gruntu, które układają się ściśle i zamykają szczeliny.

   Trudno przypuszczać, że osa ma zapisaną w swoim DNA zasadę działania młota wibracyjnego i metodę jego użycia. A jednak ten owad wie, co trzeba zrobić, aby ściśle ubić ziemię nad kryjówką swoich młodych. Jak to możliwe, skoro ma on w głowie tylko niewielki kłębek komórek nerwowych?

   Odpowiedź może być tylko jedna: działa tutaj ten sam czynnik, który pd lat opisuje angielski bioiog Rupert Sheldrake. To pole morfogenetyczne. To samo, które kociemu zarodkowi pozwala rozwinąć się w dorosłego kota, wypełniając niewidzialny dla nas wzorzec jego ciała. To samo, które maluje identyczne wzory na skrzydłach motyli i ciele ryb. To samo wreszcie, które sprawia, że dorosłe kukułki zawsze pod koniec lata gromadzą się i wspólnie migrują na wielkie odległości - choć nikt ich tego nie nauczył. Bo ptaki te przecież nie znają swoich rodziców i są wychowywane przez inne gatunki, które mają całkiem odmienne obyczaje.

   To właśnie pole morfogenetyczne pomaga termitom wznosić swoje niebywałe domostwa, osom - budować podziemne kryjówki dla młodych, a dzikim orchideom udawać samice chrabąszczy. To z tej subtelnej przestrzeni do wszystkich istot na ziemi płyną impulsy, które kierują ich zachowaniem.

   My, ludzie, także podlegamy tej tajemniczej sile. Nie martwmy się więc o przyszłość. Natura wie, jak nami pokierować, byśmy podczas cywilizacyjnego skoku nie zrobili sobie krzywdy. Po prostu jest od nas mądrzejsza.

 

MACIEJ KUCZYŃSKI

WRÓŻKA ne 6